|
|
|
(PROSTYTUTKA kręci torebką, wchodzi Solenizant i patrzy)
PROSTYTUTKA - (zauważa i obwieszcza) Jestem!
SOLENIZANT - (niepewnie) Ja też jestem. Ale ja u siebie, a pani u mnie.
PROSTYTUTKA - Tak! Na krześle czy na dywanie?
SOLENIZANT - Nie wiem o co chodzi… Na balkonie.
PROSTYTUTKA - (patrzy) Odpada.
SOLENIZANT - Czyli pani nie do mycia szyb…
PROSTYTUTKA - Miłość na miejscu i na wynos. (robi mu tygryska)
SOLENIZANT - O kurczę!… (wreszcie kuma)
PROSTYTUTKA - (potwierdza) Prawie zgadłeś.
SOLENIZANT - Ale ja NIEEE, NIEEE, MOJE POGLĄDY, CO NA TO SĄSIEDZI, NIEEE… a za ile?
PROSTYTUTKA - Już zapłacone. Jestem prezentem urodzinowym.
SOLENIZANT - To w tym roku nie będzie skarpetek?…
PROSTYTUTKA - (wyjmuje skarpetki)
SOLENIZANT - Są! (bierze) Już się (u!!) bałem, że pani na poważnie.
PROSTYTUTKA - Na poważnie. W tym roku do skarpetek będę ja.
SOLENIZANT - Nie trzeba. Skarpetki są okej.
PROSTYTUTKA - Kotku, masz 30 lat i twoi koledzy uznali, że musisz poznać miłość. Skarpetki możesz na sobie mieć.
SOLENIZANT - Pani prostytutko… a nie można jakoś inaczej?…
PROSTYTUTKA - Jak?
SOLENIZANT - (rozgląda się) Jak?… Może poczytamy Miłosza.
PROSTYTUTKA - Za perwersje jest dopłata… No już rozbieraj się!
(zaczynają się ganiać dookoła mebli, on zastawia drogę krzesłami)
SOLENIZANT - Nie!
PROSTYTUTKA - Kocham cię!
SOLENIZANT - Pani jest zboczeńcem!
PROSTYTUTKA - Profesjonalistką!
SOLENIZANT - Pani prostytutko, porozmawiajmy jak dorośli.
PROSTYTUTKA - Nareszcie!
SOLENIZANT - Czy nie powinniśmy najpierw się pobrać?
PROSTYTUTKA - Co ty pieprzysz człowieku?!
SOLENIZANT - NIC! OD 30 LAT NIC!
PROSTYTUTKA - Mam na ciebie zlecenie i je wykonam! (happy birthday)
SOLENIZANT - Może jutro!…
PROSTYTUTKA - Dzisiaj! (łapie go) Wszystkiego najlepszego!…
SOLENIZANT - Czekaj, ale ja dzisiaj nie mam urodzin!…
PROSTYTUTKA - A kiedy?
SOLENIZANT - W lipcu.
PROSTYTUTKA - To przepraszam, coś pomyliłam. Poproszę skarpetki.
SOLENIZANT - (oddaje skarpetki) A ile by to kosztowało?
PROSTYTUTKA - 500.
SOLENIZANT - A to nie, to w lipcu. (prostytutka wychodzi) Cóż, pierwsze urodziny bez skarpetek… ale jak ona bierze 500 to ja za same skarpetki się nie oddam.
|
|
|
Adin przedstawia skecz form edukacyjnych pt. Pornus też film. Będzie taka pouczająca rozmowa między scenarzystą a producentem.
PRODUCENT - Możesz odejść. Ja już wiem co mam robić. Proszę tu scenarzystę.
SCENARZYSTA - Przeczytał pan scenariusz?
PRODUCENT - Nie postarał się pan proszę pana…
SCENARZYSTA - Przykro mi to słyszeć.
PRODUCENT - Pff… dialogi drętwe, akcja się rwie, intryga niedopracowana. Proszę powiedzieć czemu Angela poszła do łóżka z Marco?
SCENARZYSTA - Bo jej powiedział: Chodź.
PRODUCENT - Tak jej powiedział? Przepraszam, umknęło mi… Ale dalej dialogi są fatalne.
SCENARZYSTA - Które???
PRODUCENT - Tutaj tylko Och tak tak tak jest do wzięcia. Reszta do poprawki. Mamusiu… Ojejciu… ???
SCENARZYSTA - Złe?
PRODUCENT - (kiwa głową w milczeniu) Od Marca Angela idzie do fryzjera. Dlaczego u fryzjera jest zamknięte?
SCENARZYSTA - Bo niedziela.
PRODUCENT - Ale warzywniak jest otwarty!
SCENARZYSTA - No, jest trochę niekonsekwentne. Ale przyzna pan, że scena w warzywniaku jest pyszna.
PRODUCENT - Mówi pan o tym kiedy on zjada z niej liście kapusty?
SCENARZYSTA - (kiwa)
PRODUCENT - No niezła jest. Ale czemu ona się rozbiera i przykrywa kapustą w obcym sklepie?
SCENARZYSTA - Zachciało jej się spać. Przecież ona nie śpi od tygodnia.
PRODUCENT - Tego to już wcale nie rozumiem: Angela i Vanessa się uczą fizyki i gaśnie światło. W ciemnościach ktoś się zjawia, cały czas przykryty kocem, po godzinie znika…
SCENARZYSTA - A to dla siebie napisałem taki epizodzik.
PRODUCENT - A tu jest taki motyw: Pęka rura, oni są mokrzy – o.k. Przychodzi hydraulik i się dołącza – zaraz potem przychodzi krawcowa i moment później inkasent – i ani dzień dobry nie powiedział ani nie spytał gdzie ten licznik…. Skąd wiadomo, że to inkasent?!
SCENARZYSTA - Po ubiorze.
PRODUCENT - (spojrzenie)
SCENARZYSTA - No może faktycznie… a jakby miał tatuaż Elektrownia Bełchatów forever?
PRODUCENT - (odkłada scenariusz) Jak długo pan pisał ten scenariusz?
SCENARZYSTA - Dwa dni.
PRODUCENT - Ile?
SCENARZYSTA - Trzy. A wcześniej przez rok zbierałem materiały.
PRODUCENT - Pan nie umie pisać scenariuszy. Wyrzucam pana, nie będziemy się błaźnić przed widzami.
SCENARZYSTA - Ja pierdzielę, przecież w pornusach chodzi tylko o jedno. I u mnie to jest.
PRODUCENT - Co?
SCENARZYSTA - Dyganko.
PRODUCENT - Pokaż pan. (zagląda) Rzeczywiście… Przepraszam, umknęło mi.
|
|
|
(Kelner podchodzi do stolika, słyszy bzyczenie, śledzi wzrokiem jakby coś siadło na stolik i wali ścierą w blat – kręci szmatą wydając dźwięki typu „whoosh” – o ile możliwe – kręci jak nunchako)
KLIENT - (siada przy stoliku, woła do kelnera) Przepraszam pana…!
KELNER - (pod nosem) I po co człowieku?…
KLIENT - Przepraszam!…
KELNER - (podirytowany) No i już jest za co! (odwraca się nieco przodem)
KLIENT - Mógłby pan podejść?
KELNER - (kręci głową) Godność mi nie pozwala.
KLIENT - Ale pan jest kelnerem!
KELNER - Człowiekiem, najpierw człowiekiem!… Pan ma sprawę a ja mam podejść?!
KLIENT - (podchodzi) Chciałbym kartę menu?
KELNER - I co?
KLIENT - Może pan przynieść?
KELNER - Jasne. Pan powie, a ja polecę?
KLIENT - A nie?
KELNER - Pewnie, już lecę! Bo pan chce! Pan zechce wolności dla Czeczeni i polecę na Ruskich z karabinem! Pewnie!
KLIENT - Tylko kartę… Bardzo proszę.
KELNER - (kręci głową) To by mnie poniżyło.
KLIENT - To jak dostać kartę żeby pana nie poniżyć?
KELNER - Zróbmy tak, że przechodząc obok pana stolika niechcąco wypadnie mi karta, a pan sobie ją podniesie… tak?… TAK?
KLIENT - Dobrze. (po odejściu kelnera) Boże, on ma tyle godności co cała dynastia Winsdoru.
KELNER - (nucąc pod nosem rzuca pod stolik kartę menu, wraca upuszczając jeszcze jedną kartę, mówi nie odwracając się) karta win…
KLIENT - (podchodzi do karty win, ale Kelner ciągnie na żyłce)
KELNER - Żart. Nie ma win. Kartę buchnąłem z „Ratuszowej”.
KLIENT - (z nadzieją) A daleko ta Ratuszowa?
KELNER - Daleko. W Sieradzu.
KLIENT - Aha… To chciałbym pomidorową…
KELNER - No i co jeszcze?
KLIENT - A co to jest frutti di mare w śmietanie?
KELNER - Śledź w śmietanie.
KLIENT - (mówi do pleców kelnera) …to devolaj z ziemniakami i piwo. Nie musi być zimne.
KELNER - Człowieku, masz to zapisane?
KLIENT - ???
KELNER - (kładzie mu na stoliku notes i długopis) Tylko czytelnie, jak pan chce dostać to co pan mówił. Poradzę panu - devolaja niech pan lepiej narysuje. Oni tam w kuchni uniwersytetów nie mają. I kartkę wrzucić do niebieskiej skrzynki przy barze.
KLIENT - (zapisuje w międzyczasie i z kartką wychodzi)
KELNER - (woła za nim) Przy skrzynce przyklęknąć!
KLIENT - (wracając zaczepia kelnera) Przepraszam, bo niepokoję się jak ja to dostanę… Czy mam iść do kuchni?
KELNER - Przepisy panu nie pozwalają.
KLIENT - A panu?
KELNER - A mi godność.
KLIENT - To jak???
KELNER - Możemy zrobić jak z kartą, że przechodząc upuszczę obok stolika…
KLIENT - Nie! Nie! Musi być jakiś inny sposób! (uczepia się błagalnie)
KELNER - Człowieku, to jest mobing! Ja tu pracuję!
KLIENT - To może ja wyjdę do toalety, a pan przyniesie to dla siebie. Ja poczekam w toalecie, aż pan sobie trochę zje a resztę zostawi pan dla mnie.
KELNER - Tak może być. …Ale kto wtedy płaci?
KLIENT - No nie wiem, czy godność pozwoli panu brać ode mnie pieniądze…
KELNER - (spogląda badawczo) Słuszna uwaga.
KLIENT - (zadowolony) To co? Nie płacę?
KELNER - Wykluczone! Przechodząc koło mnie upuści pan portfel, a ja sobie ukradnę ile trzeba.
|
|
|
Przedstawimy skecz z szeroką duszą słowiańską p.t. ANASTAZJA. Dusza będzie tak szeroka, że będzie nam wystawać za kulisy, co wybaczycie przecież, boście Słowianie z dziada pradziada. Przepraszam za dziada.
ALOSZA - Niechże tu step będzie! Taki wiecie: po kres trawy, byliny, lebioda! Ech, tu się oddycha. Ale nie daj Boże alergia na trawy! (klepanie po kieszeniach) A nie daj boże w trawie klucze zgubić. To się można kurczę pochlastać a latami nie znajdziesz!
ANASTAZJA - Rok oczy wypatruję, gdzie mój sokół. Pognał w step… Tylko kurz po nim został. Kurz i dziecko… Zbałamucił, nawet z konia nie zsiadł…
STIOPA - (zaczyna z oddali) Ejże panno, czy warto sokoła nad stepem wypatrywać, kiedy orzeł (pojawia się w obszarze widzenia) sam w ręce wpada?
ANASTAZJA - Cześć.
STIOPA - Jak ci na imię?
ANASTAZJA - Anastazja.
STIOPA - (uh!) Anastazja!
ANASTAZJA - I coś na to powinnam powiedzieć?
STIOPA - Twój głos srebrem dźwięczy, lecz i milczenie brzmi jak muzyka.
ANASTAZJA - Doceniam komplement, ale twoje milczenie też ładne by było.
STIOPA - Twoja uroda olśniewa! Ja ci gwiazdy do nóg rzucę. Ja ci tęczę wyprostuję. Jak ty lśnisz!
ANASTAZJA - Jak ty pieprzysz!
STIOPA - Ech step! Tu się człowiek trawy nawdycha, że nie wie co gada… Ale nie odrzucaj afektu…
ANASTAZJA - Ja już mam Kozaka i uważaj, bo ci nogi z tych chudych pleców powyrwa. (bez zaglądania)
STIOPA - A gdzie on?
ANASTAZJA - Błądzi.
STIOPA - Nie ma go tu! (odchodząc bezwiednie) A te wszystkie kwiaty mówią, te maki, te kąkole, ta lebioda… że kochać pora! Nie wypatruj sokoła… Popatrz tylko jak cała przyroda prosi - kochaj tego co bliżej.
ANASTAZJA - I tak to na stepie. Pięknie się oddycha, ale zgubić się łatwo. Ech…
GIENA - (głos z oddali) Ej panno!
ANASTAZJA - (w kierunku głosu) Cześć.
GIENA - Kim jesteś?
ANASTAZJA - Anastazja.
GIENA - (uh!) Anastazja!
STIOPA - (zza kulis) Anastazja!
GIENA - (patrzy za kulisy) Ech, echo ty. (do Anastazji) Anastazjo, nieba ci przychylę, korale kupię, dla ciebie mogę się nawet upić. I to nie raz.
ANASTAZJA - Czy ja gdzieś mam na plecach napisane: jak jesteś beznadziejny to mnie zaczep? Ja spokoju szukam!
GIENA - Więc przypilnuję! Dyć ja pobruszę a ty poczywaj.
ANASTAZJA - Co zrobisz?!
GIENA - Pobruszę.
ANASTAZJA - Co znaczy pobruszyć?!
GIENA - Nie wiem, ale bym chciał…
STIOPA - (zza kulis) Więc pomyśl czy nie lepiej ze mną się w trawie wytarzać…! Bo młodość (wchodzi i zauważa Gienę) ci ujdzie …Sokół wrócił?
ANASTAZJA - Ech, zuchy! Taka gorąca w was krew, takie głowy otwarte, że wiatr na przestrzał przeleci! Powiedzcie mi czy ja się hormonów nażarłam?!
GIENA - W promieniu stu mil nie ma innej…
ANASTAZJA - Cisza! Już mnie jeden omotał i w step pognał… a tu się można rozpędzić. (odchodząc)Może i bym poszła szukać. Ale tu kurde wszędzie daleko…
GIENA - A tobie jak na imię?
STIOPA - Stiopa.
GIENA - (uh!) Stiopa!
STIOPA - O nie. (ucieka)
GIENA - Stiopa!
STIOPA - (z oddali) NIE! NIE!
GIENA - Trudno, sam się napiję.
|
|
|
Kabaret ADIN przedstawi historię która nie zdarzyła się naprawdę, ale kiedyś musi się wydarzyć. To jest pewne jak dwa razy dwa, jak cztery razy jeden. Któregoś dnia na planecie Ziemi rozbije się spodek kosmiczny i dojdzie do intergalaktycznego spotkania Ziemian z obca cywilizacją. Musimy być na to przygotowani. To może wyglądać tak:
(wchodzą UFY z rozbitym spodkiem)
Ziemianin - Witam was Ufoki.
Ufoki - (rozglądają się i pytająco wskazują na siebie)
Ziemianin - Tak. Wy Ufoki, my Ziemianie.
Ufok - Niech będzie Ufoki. Macie klej do szkła?
Ziemianin - Witamy was w imieniu Ziemi na naszej planecie.
Ufok - Ale macie klej czy nie? Spodek nam się rozbił. (pokazuje spodek)
Ziemianin - Chcemy was zapytać, czy przybywacie w pokojowych czy wrogich zamiarach?
Ufok - Po klej!
Ziemianin - Mamy nadzieję, że nasze spotkanie będzie wielkim krokiem ku zbliżeniu naszych cywilizacji. W imieniu Ziemian zapewniam, że uczynimy wszystko żebyście byli zadowoleni.
Ufok - Super, więc co z tym klejem?
(mini konferencja między Ziemianami)
Ziemianin 2 - No co? Zaczniemy od kleju.
Ziemianin - No chyba tak. (wyjmuje klej) Przyjmijcie ten klej „kropelka” jako dowód naszych…
Ufok - Dobra, dawaj. Dzięki. (do kumpla Ufoka) Kleimy. (odwracają się i kleją)
Ziemianin 2 - My Ziemianie zapytujemy: a co wy macie dla nas?
Ufok 2 – Masz coś dla nich?
Ufok - (grzebie po kieszeniach) Chcecie kanapkę z serem?
Ziemianin - Kosmiczna kanapka. Umieścimy ją w muzeum.
Ufok - I słusznie, bo już trochę stara.
Ufok 2 - Na ra. My już lecimy.
Ziemianin 2 - Bracia Ufoki! Stójcie! A wymiana odkryć?
Ufok - (do kumpla) O co mu chodzi?
Ufok 2 - (wzrusza ramionami)
Ziemianin 2 - Powiedzcie jak latają wasze statki kosmiczne?
Ufok - Jak jak?
Ziemianin 2 - Jaka jest zasada działania?
Ufok - Jak nie skręcam to prosto, jak skręcam to w bok.
Ziemianin2 - Prosimy o szczegóły techniczne. Przybliżcie procesy technologiczne…
Ufok - O co wam chodzi?... Skąd mam wiedzieć? Ja tego nie robię, ja tym latam.
Ziemianin - To nie pomożecie Ziemi w rozwoju???
Ufok - Jak?! Obaj ledwo żeśmy podstawówkie skończyli. On się dorobił na warzywniaku, ja mam hurtownię i na wakacje latamy do dzikich światów. Wysiadamy, robimy se foty do albumu i odlatujemy. Czaisz?
Ufok 2 - Sory gościu, dzięki za klej ale spadamy na grilla. (oddaje klej) Cze. (odchodzą obaj)
Ziemianin 2 - Jestem rozczarowany, wyższa cywilizacja a jakieś głąby, nic nie pomogli…
Ziemianin - Nie przejmuj się, jeszcze tysiąc lat i będziemy tacy sami.
|
|
|
Potrzebuję
Potrzebuję zmian jak chleba
Chociaż gdy jem chleba pooo tygodniu
mi nie trzeba chleba
Potrzebuję stałych zmian, nie wysiedzę,
taki stan,
że nie znoszę czterech ścian
Nie potrafię
Nie potrafię w miejscu stać
Gdy tak stoję tooo się boję
Że zastoję się
Zmieniam wszystko co się da, czego jest
Co najmniej dwa
I się jakoś zmienić da
Zmieniam buty
Zmieniam buty i sukienki
Zmieniam miejsca zaaamieszkania
I ubrania
I facetów czemu nie, jeśli zdążę
to się wie
Czasem oni zmienią mnie
I niezmiennie
I niezmiennie wszystko zmieniam
Zmieniam wszystko dooo znudzenia
I nic się nie zmienia
Trzeba wreszcie zmienić coś, z tym zmienianiem
Bo mam dość
W kółko to samo psiakość
Więc wprowadzę taki plan, że to zmienię
Pomysł mam
Żeby odtąd żadnych zmian
Żeby odtąd żadnych zmian
(ale teraz już nie zmieniajcie akordu)
Żeby odtąd żadnych zmian
(tak jest dobrze, trzymać)
Żeby odtąd żadnych zmian
|
|
|
PROWADZĄCY - Przepraszamy, że musieli Państwo czekać, ale musieliśmy omówić ważne sprawy partyjne i uzgodnić stanowiska. A zatem to on jest głupi i nic nie rozumie, koleżanka pożyczy mi lokówkę, a ja po wyborach zostanę premierem. No, więc jesteśmy do Państwa dyspozycji. Czekamy na pytania. Pytania proszę zadawać telepatycznie. (siedzą i czekają)
PROWADZĄCY - (słuchają telepatycznie pytania) Tak, pytanie dla mnie jest jasne. Obiecywaliśmy podwyżki i nadal będziemy obiecywać.
KOLEŻANKA - To ja może dorzucę: Uprościć podatki, zmniejszyć prokreację, zwiększyć śmiertelność.
PROWADZĄCY – Następne pytanie. Proszę
DRUGI - To może yyyy ja yyyy odpowiem. Eeee to yyyyy naszą ambicją yyyy jest eeee przyśpieszenie bbbbb yyyyyy iiiiii dynamiczny aaaaa eeeee rozwój wszystkich ffffff mmmm dziedzin yyyyy życia. Eeee mmm fffff yyyy aaaaa eeee dziękuję.
PROWADZĄCY – Słucham… (słucha) Tak, możemy atrakcyjniej prowadzić naszą konferencję (w trakcie wypowiedzi ściąga spodnie). I może być więcej konkretów. Należy ściągnąć do kraju nowych inwestorów, bez porządnego zastrzyku gospodarka nie wyjdzie ze stagnacji. Ponadto należy zmniejszyć podatki. Słucham? (patrzy na swoje spodnie i na spódnicę koleżanki) Nie, koleżanka nie odpowie na to pytanie. Następne pytanie. (słuchają długo długo długo długo długo długo długo długo długo długo) Prosimy o zadawanie krótszych pytań.
WSZYSCY - Ja odpowiem, ja, nie ja, ja,…..
KOLEŻANKA – Nic na ten temat nie wiemy!
PROWADZĄCY – Następne pytanie. Proszę (…) Czuję, że w tym pytaniu jest podstęp, dlatego odpowiem na nie dwojako: czereśnie lub górnicy. Proszę.
DRUGI - Jeśli yyyy chodzi o mnie, to ja eeee od dziecka lubiłem jeździć yyyy na rowerze. Najpierw miałem eeee trzykołowy, potem dwukołowy eeee, a tu (powstaje z krzesła, pokazuje na tyłek) mi wystawał taki patyk (pokazuje patyk). (Do ludzi) Słucham? Zaraz yyy dojdę do sedna. Kiedy pojechałem na yyy dwóch kółkach, od razu wpadłem eee w krzaki. A w tych krzakach był pies. O! …Słucham? A jakie yyy było pytanie? A nieeeee….To inwestować yyyy inwestować eeeee i jeszcze raz yyyyy eeeee inwestować.
PROWADZĄCY - Proszę (wskazuje) (ubiera spodnie) Muszę powiedzieć, że nasz kraj wygląda jak ta makrela (wyjmuje na stół makrelę). Proszę spojrzeć głowa smutna, ucięta, ości miękkie – na czym to ma się trzymać, zobaczcie co jest pod skórą – miękkie to takie, wybebeszone, każdy z tego szarpie, śmierdzi, nieprzyjemne to takie, nie wiadomo ile to leżało, wyjeżdżają do Wielkiej Brytanii, Australii (informacja na ucho)… To nie była dobra metafora (odkłada rybę). Mam tu kurczaka (wyjmuje)(szepczący powstrzymuje) To ja nie wiem.
KOLEŻANKA - Jeśli chodzi o zarobki, chciałabym Państwu przedstawić wykres. (patrzy na kartkę przed sobą i rysuje palcem za sobą, w powietrzu) To idzie tak, tak, tak. A tu jest taka linia i numerki do10 , a tu na dole od 6 do 12 z tym, że rzymskie.
PROWADZĄCY – Następne pytanie.
DRUGI - Jeśli yyy chodzi o eee górnictwo mogę mmm odpowiedzieć, że aaa globalne wydobycie spada, aaa ale poprawia się ffff w wskaźnik opłacalności yyy wydobycia. Każda tona eee wydobyta po 2005 waży yyy dwie tony.
PROWADZĄCY- Proszę następne pytanie. (wskazuje kolejną osobę)
KOLEŻANKA - (dostaje sms, szepcze)
PROWADZĄCY- Proszę Państwa niestety musimy zakończyć konferencję. Właśnie dostałem wiadomość, że zbliża się tu prezydent, a w tym tygodniu pan prezydent jest berkiem (wybiegają).
|
| | | |
| | | |
| | | |
| | | |
| | | |
| | | |
| | | |
| | | |
| | | |
| | | |
| | | |
| | | |
| | | |
| | | |
| | | |
| | | |
| | | |
| | | |
| | | |
| | | |