|
|
ŚPIĄCA KRÓLEWNA |
|
|
Osoby: Narrator - przewodnik po bajce Czarodziej Pierwszy - szmata Czarodziej Drugi - szmata Czarodziej Trzeci - elano-bawełna Królewna - solenizantka Królewicz - gość w dom
Narrator : - Dawno dawno temu, daleko daleko król miał córkę. Była bardzo ładna i dlatego wszyscy mówili: o jaka niepodobna do króla! Miała ładne oczy, ładny nos, ładne nogi - wszystko ładne oprócz ojca. A miała dopiero 14 lat... no, może 16... I kiedy obchodziła 30 urodziny to było tak: Zjechali goście na urodziny do królewny, a solenizantki nie ma. Więc ani wypić, ani zakąsić! Zanim królewna się ustroiła i umalowała, jeden czarodziej się obraził i wyszedł. Drugi się obraził i został. Było jeszcze dwóch, ale to były mameje bez charakteru... Czarodziej Pierwszy i Drugi : (śpiewają urodzinowo) - Sto lat, sto lat, niech żyje żyje nam... Czarodziej Drugi : - Strasznie się szmacimy. Czarodziej Pierwszy i Drugi : (kontynuują) - Sto lat, sto lat, niech żyje żyje nam... Czarodziej Pierwszy : - Ale się napijemy na sępa. Czarodziej Pierwszy i Drugi : - Jeszcze raz, jeszcze raz, niech żyje żyje nam... a kto? A królewna! (królewna nadchodzi) Czarodziej Pierwszy : - Królewno! Z okazji urodzin wszystkiego najlepszego, dużo szczęścia, oraz samych słonecznych dni życzę ci ja i Mieczysław wraz z dziećmi. Do życzeń dołączamy pisankę... Czarodziej drugi : - Piosenkę. Czarodziej pierwszy : - Nie, pisankę…(wręcza pisankę) Królewna : - Dziękuję za to jajo. Następny... Czarodziej Drugi : - Królewno, niech ci Bozia da dużo zdrowia, dużo pieniążków i pięknego męża. Królewna : - Dziękuję. A prezencik? Czarodziej Drugi : - A prezencik niech też da ci Bozia. Królewna : - Następny! Czarodziej Trzeci : (pojawia się złowieszczo) - Królewna! Lubisz spać? Królewna : - Tak. Czarodziej Trzeci : - No to ci życzę, żebyś zasnęła na wieki. Masz poduszkę! Czarodziej Drugi : - No, nieładnie wyszło. Królewna jest jeszcze taka młoda. Czarodziej Trzeci : - A w jakim ona jest wieku? Czarodziej Drugi : - W czternastym wieku. Czarodziej Trzeci : - Acha. To inaczej jej dokuczę. Nigdy nie zaśnie! Dawaj poduszkę! (bez najmniejszej litości zabiera poduszkę) Czarodziej Pierwszy : - Ale mi zaimponował... Czarodziej Drugi : - Nooo. Czarodziej Pierwszy : - Królewna! Dawaj pisankę! (zabiera pisankę i odchodzi) Czarodziej Drugi : - Królewna!... Hm... pożycz stówę! Królewna : - Masz. (pożycza) Czarodziej Drugi : - Cholera! Znowu się zeszmaciłem. (znika dręczony wyrzutami sumienia) Narrator : - Tak się stało jak powiedział czarodziej. Królewna nie mogła zasnąć, dlatego była taka trochę śpiąca. Więc przywozili królewicze łóżka, tapczany, poduszki, tabletki nasenne i seriale brazylijskie, ale na nic. Aż przyjechał królewicz brzydki jak noc... Królewicz : - A, jak pięknie ziewasz królewno. Królewna : - A lepiej byś mnie odczarował, bo od tego ziewania tak mi się gęba rozciągnęła, że mam uśmiech jak siostra wieloryba. Królewicz : - A więc wypij to. To jest cudowna kawa z zaczarowanego bufetu. Królewna : (pije cudowną kawę parzoną przez zaczarowaną bufetową) - O, już mi się nie chce spać! Królewicz : - To teraz musisz mnie poślubić. Królewna : - No. Królewicz : - Ale ja jestem brzydki... Królewna : - Widzę! Królewicz : - I mam kurzajki... Królewna : - Trudno. Królewicz : - Często się upijam.. Królewna : - To zrozumiałe z takim wyglądem! Królewicz : - I mam platfusa. Królewna : - Przestań, bo mam dość. Narrator : - Ale królewna nie wiedziała, że królewicz jest zaczarowany. Kiedy wzięli ślub, królewicz stał się piękny, zniknął platfus, a w miejscach kurzajek powszywany był podwójny esperal. Królewicz : (piękny jak nigdy) - No, jak ci się teraz podobam? Królewna : - Teraz mi się podobasz. Królewicz : - No to się cieszmy! Narrator : - I uśmiechali się przez trzy dni i trzy noce. A potem poszli do kina. Bo mieli blisko.
KONIEC Autor: Władysław Sikora
|
||
|
KRÓLEWNA ŚNIEŻKA I DWÓCH KRASNOLUDKÓW |
||
|
Osoby: Krasnal Zwykły - około 186 cm wzrostu Krasnal Większy - około 194 cm wzrostu Śnieżka - sierota królewska Inkasnent - tajemnicza postać w berecie Książe - szmaciarz
Krasnale : (jak co dzień śpiewają piosenkę) - Hej ho, hej ho, do pracy by się szło... Krasnal Większy : (przytomnie) - Ale dziś niedziela... Krasnal Zwykły : (dostrzega drewniane szczątki rozrzucone po izbie) - Ktoś siedział na moim stołeczku! Krasnal Większy : (zauważa pustą michę) - Ktoś mi wyżarł wszystko z mojej miseczki! Śnieżka : (wpada do izby w złotych łachmanach) - Wspomóżcie biedną królewską sierotę, co chodzi w złotych łachmanach. Krasnal Zwykły : - A kto ty jesteś i czym się zajmujesz? (uwaga!) Śnieżka : (przyjmuje pozę najpiękniejszej kobiety świata) - Nazywam sięę królewna Śnieżka. Interesujęę się literaturąą, lubięę przyrodęę i jestem najpięękniejsza na świecie. (fiuuuu) Krasnal Większy : - A my jesteśmy krasnoludki i jesteśmy najmniejsi na świecie. Śnieżka : (taksuje wzrokiem krasnali) - Nie wyglądacie na najmniejszych. Krasnal Zwykły : (taksuje wzrokiem Śnieżkę) - A ty nie wyglądasz na najpiękniejszą. Śnieżka : (nie odpowiada na takie uwagi) Krasnal Większy : - Co cię sprowadza w nasze progi? Śnieżka : - Szukam schronienia przed macochą, co jestem ładniejsza od niej. Krasnal Większy : - To przystań do nas. Będziesz nam kucharką. Śnieżka : (oburzona) - Królewna nie może być kucharką! Krasnal Zwykły : - To będziesz królową. Kuchnia będzie twoim królestwem. Śnieżka : - Zgoda. Inkasent : (nadchodzi znienacka) - Dzień dobry. Elektrownia. Śnieżka : - O rany rety! To moja macocha, co się przebrała za inkasenta! Krasnal Większy : - A po czym to poznałaś? Śnieżka : - Po tym, że ten inkasent jest brzydszy ode mnie... Krasnal Zwykły : - W takim razie zróbmy mu coś złego! Inkasent : - Wstrzymajcie się! Śnieżka się myli. To nie ja! Tylko jakiś inkasent z elektrowni. Śnieżko, dotknij te dwa kabelki, a przekonasz się, że nie kłamię. (podaje kabelki) Śnieżka : (dotyka kabelków i pada jak porażona na ziemię) Krasnal Zwykły : - Wygląda na to, że nie kłamie. Inkasent : (na stronie) - Cha cha! Te kabelki były zatrute! Książe : (pojawia się wytwohrnie) - Szmaty zbieram, butelki, makulatuhrę! Inkasent : (zaniepokojony) - O, to książę przebrany za żebraka... Książe : (zauważa Śnieżkę) - A cóż to za piękna nieznajoma leży tu w stanie nieżywym? Krasnal Zwykły : - To królewna Śnieżka, co jest piękniejsza od inkasenta. Książe : - Ach, miłość we mnie wzbiera. Śnieżko, żyć bez ciebie nie mogę! ...Gdzie ja mam tę truciznę? (szuka po kieszeniach) Inkasent : - Proszę... Arszenik domowej roboty. Sama robiłem. Książe : (bierze od inkasenta truciznę i spożywa ją wytwohrnie) - Dziękuję. (wytwohrnie umiera) Inkasent : (na stronie) - Cha cha, ten arszenik był zatruty! Krasnal Większy : - Coś mi teraz nie pasuje... Kto pocałuje Śnieżkę żeby ożyła? Krasnal Zwykły : - Inkasent winien, bo wykończył nam księcia. Inkasent : - Aj... Przepraszam. Krasnal Zwykły : - Nie ma przepraszam! Całuj! Inkasent : (całuje pod presją, zwłoki Śnieżki i księcia ożywają) Książe : - O, co za szczęśliwe zakończenie. Śnieżko, czy zostaniesz moją żoną? Śnieżka : - Nie. Książe : - No to nie...
KONIEC Autor: Władysław Sikora
|
||
|
PAŁKA ZAPAŁKA, DWA KIJE, KTO NIE ZAMARZNIE, TEN ŻYJE |
||
|
Chłodna bajka meteorologiczna spod Koła Podbiegunowego
Osoby: Narrator - komentator meteorologiczny Dziewczynka z zapałkami - uboga nieboga Panicz - blondyn ciepło odziany
(ulica za oknem)
Narrator : - Jest jesień. Za oknem - wieje wiatr i pada deszcz. Mała dziewczynka lekko ubrana nasiąka od wilgoci. Jest trochę zimno. Robi się gęsia skórka, nóżki mokną w sandałkach, a z małych płuc wyrywa się kaszelek. Dziewczynka z zapałkami : - Ludzie! Kupcie zapałki od sierotki z gorączką. Wspomóżcie ubogą niebogę gą gę gę gą. Panicz : - Dziewczynko. Nie powinnaś tu stać z zapałkami. Zapałki w ręku dziecka, to nie dla psa kiełbasa! Dziewczynka z zapałkami : - Ale mi jest zimno! Panicz : - Posłuchaj, moje dziecko... Dziewczynka z zapałkami : (z nagłą nadzieją) - Tata?... Panicz : - Ależ skąd. Przecież jesteś sierotką. Dziewczynka z zapałkami : - Ach tak. Panicz : - Posłuchaj: DURSZLAKI! Rób druszlaki! Świat jest pełen makaronu, a ty tak się trzęsiesz, że wystarczy przystawić gwóźdź do blachy, a druszlak ci sam wyjdzie. Narrator : - Uradował się panicz bardzo, że wspomógł ubogą niebogę gą gę gę gą dobrą radą. Panicz : - Tak, to jest dobra rada. Narrator : - Dziewczynka chcąc się wtrącić... Panicz : - NIE WTRĄCAJ SIĘ! Dobre rady to moje hobby! (idzie sobie) Narrator : - Minął jakiś czas. Za oknem skończył się deszcz. Pada śnieg i wieje wiatr. Jest już bardzo zimno. Wszystko się trzęsie z chłodu. A najbardziej dziewczynka. Jej los jest przesądzony: albo zapalenie płuc, albo choroba wibracyjna. Lecz mimo to trwa na ulicy dzwoniąc zębami. Dziewczynka z zapałkami : (podzwania zębami) - Dzyń dzyń, dzyń dzyń... Panicz : (podzwania niedaleko) - Dzyń dzyń, dzyń dzyń! Dziewczynka z zapałkami : - O, paniczowi też zimno? Panicz : - Nie, ja wracam z kuligu. Dziewczynka z zapałkami : - Aaaaa kulig. Mmmm... futra, pochodnie - to rozumiem. Panicz : - Ty byś się lepiej za robotę wzięła! Dziewczynka z zapałkami : - A tego nie rozumiem. Panicz : - Dlaczego nie robisz druszlaków? Dziewczynka z zapałkami : - Bo wolę być dziewczynką z zapałkami niż z druszlakami. Kup paniczu zapałki. Panicz : - Ja już mam zapałki, moje dziecko. Dziewczynka z zapałkami : - Tata?... Panicz : - Mówiłem ci już sieroto jedna, że nie! (odchodzi zirytowany) Narrator : - Minął dzień i nastała noc. Za oknem ciemno i cholera wie co pada... ale wieje wiatr. Jest bardzo zimno! Dziewczynka już trochę zamarzła na śmierć. Dziewczynka z zapałkami : (przytupując zawzięcie) - U hu ha, u hu ha, ale ciemno! Panicz : (przechodząc nieopodal) - Ą, ę, chyba słyszę ubogą niebogę gą gę gę gą. Co robisz? Dziewczynka z zapałkami : - Marznę. Panicz : - A weźże się za durszlaki! Bez pracy nie ma kołaczy! Pracuj i ucz się, a kołacz ci sam wyrośnie. Bądź grzeczną. Dziewczynka z zapałkami : - A kup zapałki. Panicz : (mocno wnerwiony) - MÓWIŁEM JUŻ: MOJE DZIECKO...!!! Dziewczynka z zapałkami : - PYTAŁAM JUŻ: TATA?!! Panicz : - NIE!!! (odchodzi na zawsze) Dziewczynka z zapałkami : - Ach tak... Narrator : - Powiedziała dziewczynka i dotkliwie odczuła brak ciepła rodzinnego. A tu nastał nowy kolejny dzień. Za oknem śnieg nie pada, deszcz nie pada, pada dziewczynka...
(pada dziewczynka, wieje panicz)
KONIEC Autor: Władysław Sikora
|
||
|
DAMA NA WIEŻY |
||
|
Osoby: Rycerz - dżentelmen przygruntowy Dama - królewna uwięziona - czarny sztylet (hi hi)
(była sobie cegła, na niej cegła, na niej cegła, na tych trzech cegła, wyżej cegła i cegła, dalej cegła, na niej cegła, powyżej cegła na cegle... a w środku cóś machało chusteczką)
Dama : (wystaje ręką z wieży i jej do twarzy) - Ratunku, help, hilfe, pomoszczi, ratunku. Rycerz : (słucha pod wieżą) - O, jakie mądre stworzenie. Jakie języki zna. Nasz i takie co ja nie rozumiem. Hej, co to za ręka wystaje z wieży?! Dama : - A co to za gęba wystaje ze zbroi!? Rycerz : - To ja, rycerz Bolko z Sierocińca. Dama : - A co robisz w tej zbroi? Rycerz : (z godnością) - Ja tu mieszkam. Dama : - A ja jestem skrzywdzona niewiasta. Help hilfe pomoszczi... Rycerz : - Czy się komisji zagranicznej spodziewasz? Dama : - I tam. Komisji się nie spodziewam, a wołać tam wołam zagranicznie bo lubię światowe życie. Rycerz : - A po coś tak wysoko wlazła ? Dama : (urażona) - Ja nie wlazła. Jam tu przywleczona i zamurowana przez Tatę-Króla, bom prostego człowieka pokochała. Rycerz : - A po co się z prostymi ludźmi zadajesz? Mało to garbatych? Dama : - Nie truj! Lepiej byś wszedł tu do mnie na pięterko i mnie uwolnił. Rycerz : - Twoje życzenie, pani, jest dla mnie (hm) nieprzyjemne. Ta wieża jest za wysoka. Dama : - Pamiętaj żeś rycerz. Bądź dżentelmenem. Rycerz : - A jestem dżentelmenem, ale przygruntowym. Tobie dżentelmen wysokogórski potrzebny. Tam ani nie wlezę, bo chodzić na sztorc nie umiem, ani nie podskoczę, bo mam za ciężką dupę. Dama : (z naganą) - Mój panie!... Rycerz : (zmieszany) - O kurwa, nie chciałem! (o kurwa!!!) Dama : - Panie, z twoich słów wnioskuję żeś w wojsku służył. Zatem weź słuszny rozbieg i głową spróbuj mury skruszyć. Rycerz : - A na rozum to mi nie zaszkodzi? Dama : - A co znaczy rozum, gdy o honor idzie. Rycerz : - O, honoru mi nie szkoda, bo mam dużo, ale rozumu niewiele, to i żal. Dama : - O doloż moja doloż! Czy przyjdzie mi się zestarzeć w tej wieży?! Rycerz : - Nie płacz, bo ja strasznie wrażliwy na łzy niewieście. Dama : - O! To ja tym bardziej: o doloż moja, doloż... Rycerz : - Przestań!!! Dama : (cynicznie) - Doooloż... doloż doloż... Rycerz : - Milcz, uwolnię cię. Niestety, mam przy sobie kieszonkową katapultę do kruszenia murów. Celll... paaal... (strzela z kieszonkowej katapulty) Mury : (się kruszą) Dama : (radosna wybiega i radosna rzuca się rycerzowi na szyję) - Mój wybawco! W nagrodę zostanę twoją żoną! Rycerz : - Wiedziałem... wiedziałem, że to PROWOKACJA!
KONIEC Autor: z Sikorów Władek
|
||
|
CZAROWNIK ZUZU |
||
|
Osoby: Królewna - zdecydowanie panna na wydaniu (ależ brzydka!) Rycerz - gatunek obecnie wymarły Czarownik Zuzu – iluzjonista bajkowy
Królewna : - Ja jestem Królewna. Mam złotą koronę, złoty pierścionek, dziesięć złotych i czekam na propozycje. Matrymonialne. Rycerz: (przechodząc mimochodem) - Cześć królewna! Co robisz? Królewna : - Czekam na propozycje. Matrymonialne propozycje. Rycerz : - Z twoją urodą to zajęcie na parę lat. Usiądź sobie, bo cię nogi rozbolą. Królewna : - Dziękuję, postoję. Tak lepiej, czy tak? (staje w pozach przeznaczonych dla zdecydowanie ładniejszych dziewcząt) Rycerz : (z podziwem) - Ale ty jesteś brzydka! Królewna : - Nieprawda! Ja jestem ładna! Tylko jestem zaczarowana. Ten kto mnie odczaruje zostanie moim mężem. Chcesz być moim mężem? Rycerz : - Na razie nie! ...Czy masz może jakieś zdjęcie z wyglądem przedpaskudowym? Królewna : - Mam, nawet kilka. (prezentuje zestaw fotek, wykonanych aparatem BOBIK) Rycerz : - Faktycznie ładniejsza. Królewna : - Nie, to nie ja. To smok! Ja tu jestem... Rycerz : - O! Jaka śliczna dziewczyna! Zaraz się w tobie zakocham. (zakochuje się) Już! Powiedz mi, co mam zrobić, żeby cię odczarować... Królewna : - Musisz iść do Krainy Czarowników. Tam odnajdziesz czarownika Zuzu. Choćbyś był bardzo zmęczony, nie wolno ci spocząć, musisz prać go po pysku i wołać: "Odczaruj królewnę, odczaruj". Rycerz : - A co potem? Królewna : - A potem to się zobaczy... Rycerz : - A więc ruszam w drogę! Jeżeli nie wrócę za rok, to już nigdy nie wrócę... Wyregulujmy zegarki. U mnie jest dwunasta. Królewna : - U mnie za pięć dwunasta! Rycerz : - To poczekajmy pięć minut. Królewna : - Szkoda czasu! Idź już. Rycerz : - A po czym ja poznam czarownika Zuzu? Królewna : - Po oczach. Rycerz : - A więc w drogę. (tup tup) Rycerz : (napotyka człowieka) - Człowieku, czy tu jest Kraina Czarowników? Czarownik Zuzu: - Tak. Rycerz : - Czy ty może jesteś czarownikiem Zuzu? Czarownik Zuzu : - NIE BIJ! (ucieka) Rycerz : (goni) - Muszę Zuzu, muszę. Inaczej nie odczaruję królewny. Czarownik Zuzu : - To nie jest królewna! To żaba! Oszustka matrymonialna, znana w świecie płazów pod pseudonimem Zielona Kaśka. Wykorzystuje łatwowierność rycerzy żeby mnie bili! A ja mam już siniaki na całym ciele! Pokazać ci ciało? Rycerz : - Nic to kogo obchodzi. Ty się znasz na czarach, więc zmienisz jej wygląd na ładniejszy! Czarownik Zuzu : - A jeśli nie? Rycerz : - To ja zmienię twój wygląd, chociaż na czarach się nie znam. Czarownik Zuzu : - No dobra. (czaruje) Czary mary trutu tutu kurde Felek bęc bęc. Odczarowałem. Rycerz : - Nieprawda. Nie rymowało się! Jeszcze raz! Czarownik Zuzu : - Trutu tutu żaba z drutu, kurde flaszka ładna babka. Może być? Rycerz : (wciąż) - Nie! Czarownik Zuzu : - W takim razie dam ci cudowny napój (daje cudowny napój). Z instrukcją (daje instrukcję). Lecz pamiętaj: jeśli wasze dzieci będą podobne do kijanek, to już nie moja wina. (odchodzi w siną dal) Rycerz : - A więc wracam. Gdzie jesteś moja piękna?! Królewna : (jest) - Mnie wołasz? Rycerz : - Tak. Królewna : - A czemu wołasz "piękna"? Rycerz : - Faktycznie. Królewna : - Oj, nie wypełniłeś zadania. Wciąż jestem brzydka. Rycerz : - Ale mam zaczarowany napój. Wystarczy, że wypowiem zaklęcie i napiję się z tej butelki. Królewna : - No to pij! Rycerz : - Najpierw zaklęcie: Zdrowie pięknych pań! (pije z butelki) Działa! Naprawdę zaczynasz mi się podobać. Królewna : - No to weźmy ślub. Rycerz : - O kei. Czy ty chcesz pojąć mnie za męża? Królewna : - Tak. Rycerz : - Czy ja chcę ciebie pojąć za żonę?... Królewna : - Tak. Rycerz : (zwracając się do publiczności) - Czy pojęliście do czego prowadzi alkohol? Królewna : - Tak. (la la lalalalala lalalalalalala - marsz weselny)
KONIEC Autorzy: Władysław Sikora, (cenne uwagi) Andrzej Kłos
|
||
|
Bajka o Czerwonym Kapturku, pod tytułem cynicznym: SZKODA BABCI |
||
|
Osoby: Narrator - bystry komentator Czerwony Kapturek - takie małe i jaskrawe coś Wilk - zwierz z taaakimi zębami Książę - złota przybłęda z innej bajki Babcia - babcia werbalna
Narrator: - Dawno dawno temu na świecie żyły tylko babcie, Czerwone Kapturki i wilk. Byłoby tak do dziś, gdyby nie to, ż wilk powyżerał prawie wszystkie babcie i prawie wszystkie Czerwone Kapturki. Ostatni Czerwony Kapturek niósł właśnie ostatniej babci ostatnią kolację. Tu należy dodać, że kto zjada ostatki ten jest piękny i gładki. Czerwony Kapturek : - Jestem Czerwony Kapturek. Hej! Niosę koszyk dla babci. W koszyku mam same dobre rzeczy: placek, herbatę... placek i inne dobra... dobra dobra. (śpiewa) „Idę do babci przez ciemny las ani nie boję się zwierza. Mogę na przykład co jakiś czas naprać zająca lub jeża. Babcia tam czeka i głowi się co wnuczka w koszu przynosi? Więc jak najszybciej dotrzeć tam chcę, bo babci myślenie szkodzi!” Książę : (pojawia się w koronie nie wiadomo skąd) Czerwony Kapturek : - Hej, dokąd idziesz w tej złotej czapce? Książę : - Idę pocałować brzydką ropuchę, żeby zamieniła się w śliczną królewnę. Czerwony Kapturek : - O, wielką moc mają twoje pocałunki! Książę : - W bajkach wszyscy tak potrafią. Czerwony Kapturek : - To poproś kogoś z bajki, żeby ciebie też pocałował! Książę : (odchodzi w koronie nie wiadomo dokąd) Czerwony Kapturek : „Muszę do babci, bo babcię o! lubię od stóp aż do głowy. Całemu światu wyśpiewam to, tylko nie powiem wilkowi!” Wilk : (pojawia się bez korony i bez uprzedzenia) - A czego mi nie powiesz, Czerwony Kapturku? Czerwony Kapturek : - A tego, że idę do babci! (dryń) Wilk : - A dlaczego mi nie powiesz? Czerwony Kapturek : - Bo babcia jest dobra! A ty, wszystko co dobre zaraz byś jadł... Wilk : - Nie wszystko! Tu mam dobry bilet autobusowy. Nie zjedzony! Dam ci go, jeśli mi powiesz gdzie mieszka babcia i z czym najlepiej smakuje. Czerwony Kapturek : - Nigdy ci nie powiem, że babcia mieszka pod numerem drugim! (DRYŃ) Wilk : - To powiedz chociaż gdzie jest numer drugi... Czerwony Kapturek : - NIE POWIEM! ...ale mogę pokazać. (pokazuje) (DRRRR!!!) Wilk : - To ja już polecę! (leci) Czerwony Kapturek : - Ja jestem jakaś dziwna. Chociaż nic wilkowi nie powiedziałam, czuję się jak kapuś... Książę : (pojawia się w koronie nie wiadomo skąd) - Ej, nie widziałaś brzydkiej ropuchy? Czerwony Kapturek : - Widziałam brzydkiego wilka. Książę : - E, wilki nie są zaczarowane. Nie warto się z nimi całować! Gdybyś zobaczyła ropuchę, to ucałuj ją ode mnie. Czerwony Kapturek : - Dobrze! Ale teraz muszę do babci. Tup, tup, tup tup, tup, tup tup, tup, tup, tup... Narrator : - Kiedy Czerwony Kapturek rozmawiała z księciem, wilk pobiegł do babci i dokonał na niej konsumpcji!... Następnie przebrał się za babcię i postanowił zaczekać na Czerwonego Kapturka. Wilk : - A zaczekam, zaczekam! Czerwony Kapturek : - Na kogo zaczekasz? Wilk : - Na ciebie Czerwony Kapturku! Czerwony Kapturek : - Pardąsik... czy my się znamy? Wilk : - Ależ oczywiście! Ja jestem twoją babcią. Czerwony Kapturek : - Bez jaj! Nie wyglądasz jak babcia... dlaczego masz takie duże zęby?... Dlaczego w ogóle masz zęby?! (oj) Wilk : - Bo ja jestem babcia do orzechów. Czerwony Kapturek : - Ty coś kręcisz, nie? Wilk : - A kręcę, bo zjadłem już babcię, ale jeszcze bym coś przekąsił. Czerwony Kapturek : - Absolutnie się nie zgadzam, żebyś mnie przekąsił! Ja ci mogę zaszkodzić, mam dużo cholesterolu, jestem bardzo niezdrowa, a potrafię też być niesmaczna... Wilk : - To najbardziej gadatliwy obiad w moim życiu... (zabiera Czerwonego Kapturka ze sobą) Narrator : - Ze względu na szczególne okrucieństwo tej sceny, konsumpcja Czerwonego Kapturka odbędzie się za kulisami. Czerwony Kapturek : (drze się) - Ała, moja ręka! Ała, moja noga! Ała, moja druga noga! BABCIA, POSUŃ SIĘ! Wilk : - Ale się najadłem... (śpiewa gadzina) „Dobrze jest brzuch pełny mieć pełny jak magazyn! Nie wiadomo kiedy jeść znowu się przydarzy. Z pełnym brzuchem chodzę dziś, co mi głód i nędza, i tak dobrze byłoby ale coś mnie skręca!” Miałaś rację Czerwony Kapturku. Niedobrze mi. Muszę natychmiast do doktora od brzucha, ale czy w tej bajce jest doktor od brzucha, nie ma doktora od brzucha, są same brzuchy! Książę : (pojawia się w koronie nie wiadomo skąd) Wilk : - Ej ty! Narzeczony żaby! Znasz się na brzuchach? Książę : - Oczywiście się znam! Najlepsze brzuchy rosną na placu Pigalle... Wilk : - To pomóż złociutki! Przejadłem się babcią z Czerwonym Kapturkiem. Książę : - O! Szykuje się płukanie żołądka. (zagląda w paszczę wilka) UWAGA! Dziewczęta, będzie prysznic! (zabiera wilka nie wiadomo dokąd) Narrator : - I wziął książę wilka na płukanie żołądka. Płukał, płukał, aż wypłukał Czerwonego Kapturka! Książę : (z wypłukanym Kapturkiem rozmawia swobodnie) - Miło mi cię znów widzieć Czerwony Kapturku, choć wyglądasz jak z gardła wyjęta, he he. A gdzie babcia? Czerwony Kapturek : - Babcia okazała się zbyt lekkostrawna i właśnie przed chwilą minęła dwunastnicę. (...) Książę : (żałuje) - O! To szkoda babci. Czerwony Kapturek : (żałuje) - Szkoda babci! Książę : (bardzo żałuje) - Bardzo szkoda babci! Czerwony Kapturek : (żałuje podwójnie) - Oj szkoda, szkoda! Książę : (przypomina kogo) - Babci szkoda! Czerwony Kapturek : (wspomina) - Taka fajna babeczka była... Narrator : - I tak się skończyła ta historia. Książę przestał szukać żaby i został... mężem... szkoda babci, bardzo fajna była... mało jadła...
KONIEC Autor: Władysław Sikora Cenne uwagi: Dariusz Kamys
P.S. A babci to jednak naprawdę szkoda!
|
||
|
JAŚ I MAŁGOSIA - KTO KOGO ZJE? |
||
|
Osoby: Narrator - narrator Jaś - Jaś Małgosia - Małgosia Baba Jaga - stary dziad
Narrator : - Za siedmioma górami, za siedmioma... a co tak blisko?!? Za siedemdziesięcioma górami, za siedemdziesięcioma rzekami żył sobie drwal z rodziną. Miał drewnianą chatkę (sam zrobił), miał dwoje dzieci (sam zrobił), miał też drugą żonę (sam ją miał). I byłoby im dobrze, gdyby nie to, że druga żona nie lubiła dzieci bardzo, a szczególnie tych dzieci. Wysłała je więc do lasu, żeby zabłądziły. No to zabłądziły! Zdolne dzieci! Jaś : (prowadzi Małgosię przez leśne bezdroża na sam środek sceny) - Małgosia, byliśmy tu kiedyś? Małgosia : - Nie. Jaś : - No to idziemy! (zabiera Małgosię z samego środka sceny) Narrator : - Nachodziły się dzieci po lesie zdrowo, bo to zdrowo chodzić po lesie. Jaś : (znów prowadzi Małgosię) - Małgosia, byliśmy tu kiedyś? Małgosia : - Tak! Przed chwilą. Jaś : - No, wreszcie jakieś znajome miejsce. Małgosia : - Jasiu, chodzimy w kółko. Jesteśmy zgubieni! Jaś : - Nie panikuj! Jesteśmy zabłądzeni... tylko zabłądzeni! I tu jest nawet ładnie: drzewa, ptaki, trawa, Baba Jaga... kwiaty... Baba Jaga... sarenka... Baba Jaga... MAŁGOSIA, BABA JAGA! Małgosia : - Gdzie? Baba Jaga : (pojawia się w całej swojej plugawej postaci) - Tu. Ale niezupełnie. Dojadam tylko jako Baba Jaga. Małgosia : - Czego od nas chcesz? Jaś : - Chcesz pieniędzy? Małgosia : - Chcesz złota? Jaś : - Chcesz w ryj? Małgosia : (oburzona słowniczkiem Jasia) - Jasiu! Co to znaczy ryj?! Jaś : - To jest to, co ona ma między kołnierzykiem a czapką... Małgosia : (przygląda się) - Faktycznie ryj! Baba Jaga : - Drogie dzieci! Hm, hm... Dawno nie było w tym lesie tak smakowitych gości... znakomitych kości... A, jedno i drugie! Witam więc was chlebem i solą... (okłada dłoń Jasia chlebem, soli ją i tak przyrządzoną kanapkę bierze do gęby) Jaś : (wyrywa dłoń z Babojagowego pyska) - A gdzie z tą gębą!?! Małgosia : - ZĘBY PRECZ OD JASIA! Jaś : - No! Baba Jaga : - Tylko kawałeczek... Jaś : - Ani kawałeczka! Małgosia : - To NASZA ręka!!! Jaś : - MOJA...! Małgosia : - No! Baba Jaga : - Dzieci dzieci. Nie bójcie się babci Jagi! Babcia Jaga lubi dzieci. (uśmiech) Jaś : - Jeść nie? Baba Jaga : - Jak mówi przysłowie: przez żołądek do serca. Każdy kiedyś zostanie zjedzony. Lepiej żeby was zjadła babcia Jaga, niż robaki. Nie? Robaki są takie brzydkie... Małgosia : - A brzydkie, brzydkie, ale tobie też nic nie brakuje! Jaś : - Dobrze Małgosia! (do Baba Jagi) Ty pasztecie! Małgosia : - Teraz ja: Ty kupo!... Baba Jaga : - O łobuzy! Już ja was przyrządzę! ...Mam taką książkę: "Sto potraw z Jasia i Małgosi". No już! Wskakujcie do pieca! Jaś : (nagle wystraszony) - Ale tam pewnie gorąco... Baba Jaga : - Nie wiem... Jaś : - To może skoczysz przed nami z termometrem i sprawdzisz jaka jest temperatura... Baba Jaga : - Czemu nie? Do piecaaaa! (wskakuje do piecaaa!) (o kurde!) Małgosia : (zachwycona!!!) - O Jasiu! Jak ty to sprytnie wymyśliłeś! Baba Jaga : - Z piecaaa! (wraca z piecaaa!) Czterysta dwadzieścia stopni. Jaś : (hm) - Małgosia. Co sprytnie wymyśliłem?... Małgosia : - Oj! Teraz ona nas zje. (do Jagi) Zjesz? Baba Jaga : - Z musztardą. Małgosia : - Z musztardą? (kaprysi) Ja nie chcę w musztardzie! W musztardzie mi nie do twarzy! Ja chcę być po grecku! Po grecku!!! Baba Jaga : - Po grecku nie umiem. Jaś : (o!) - To my ci pokażemy. Do pyska marchewka... (przybiera Babę J.) O, jak ci ładnie! Małgosia : - Na głowę wieniec laurowy... No, Grek jak malowany! Jaś: - I na czterdzieści minut do pieca!!! (wrzucają Babę Jagę do pieca w rytmie Zorby) Narrator: - I wrzuciły dzieci Baba Jagę do pieca, ale nie miały zegarka... więc Baba Jaga się przypaliła i dzieci głodne wróciły do domu.
KONIEC Autor: Władysław Sikora
|
||