|
|
|
Mi przypadło w udziale dzisiaj przywitać państwa. Rzucaliśmy monetą za kulisami. Wszyscy polecieli jej szukać a ja wyszedłem tu, i postaram się krótko powiedzieć: co, gdzie kiedy i dlaczego. Więc mówię: Bajki, tu za chwilę, nie wiem.
Muszę powiedzieć, a muszę, że te bajki nie są całkiem normalne. Jeśli to prawda z tym obracaniem się w grobie, to Andersen i bracia Grimm w trakcie naszego programu powinni osiągnąć moc turbiny średniej wielkości. To może być sposób na perpetum mobile.
|
|
|
Pisał autor pisał, dziwne bajek zlepki
Teraz odpoczywa ucieszony.
Czegoś brak tym bajkom - chyba piątej klepki
Bo to bajki dla potłuczonych.
Książe miał do żaby wzrok zbyt słaby
więc ją pocałował
z tyłu gdzieś
A wilk babci nie chciał jeść
Chciał dań z młodszych pań
A smok od dziewic umykał
Krył się
Znikał
Bo taki nieśmiały
był
raz rycerz
Bestia dzika w strasznej zbroi
Lecz zardzewiał, bo się zsikał
No i już
ruszył wóz
W wozie siedział Dziadek Mróz
Dzieciom ten stary dziad wszystko kradł
Stary dziad kradł i wpadł
Parę lat posiedzi, parę lat!
Co to są za bajki, aż się wierzyć nie chce
Może je napisał Franz Kafka po setce
Czy może Andersen mocno już zmęczony
Te bajki dla potłuczonych.
|
|
|
Osoby:
Narrator - aktor techniczny
Srogi Tata - Król - dobry chłop, ale nie w humorze
Królewicz Fredek - postać tytułowa
Groszek - druga postać tytułowa
Księżniczka z Kryształowego Wzgórza - nagły gość
Miejsce akcji:
Stary zamek.
Czas:
XV wiek z przerwami.
Narrator: - Król który panował za siedmioma morzami był dobry. Naprawdę. Ale miał głupiego syna i czasem nie był w humorze. Co tu ukrywać - nigdy nie był w humorze. Tego dnia był wściekły. Więc postanowił zawołać syna.
Srogi Tata: - Freeedeeek!!!
Królewicz Fredek: - Mnie wołasz, co?
Srogi Tata: - Milcz, bo cię chłostać każę!
Królewicz Fredek: - Za co, tato, za co?!
Srogi Tata: - Za to, że żony nie masz!
Królewicz Fredek: - A nie mam?
Srogi Tata: - Nie masz!
Królewicz Fredek: - Dlaczego?
Srogi Tata: - Nie chciałem ci tego mówić, ale teraz ci powiem. Bo jesteś idiotą!
Królewicz Fredek: - To niedobrze, co?
Srogi Tata: - Niedobrze!
Królewicz Fredek: - A ja myślę, że...
Srogi Tata: - Fredek, prosiłem: NIE OSZUKUJ OJCA!
Królewicz Fredek: - Oj tato, nie krzycz! Głowa mnie boli.
Srogi Tata: - Fredek, ciebie może boleć brzuch... noga... ale nie głowa! (a może?) A może... Powiedz mi: ile tu jest palców? (pokazuje mu dłoń)
Królewicz Fredek: - Tyle? (pokazuje mu dłoń)
Srogi Tata: - A idź się utop!
Królewicz Fredek: (idzie)
Srogi Tata: - Nie, nie idź! I tak nie utoniesz. Głowa cię utrzyma na powierzchni.
Królewicz Fredek: - Tato, czego ty chcesz?
Srogi Tata: - Jesteś następcą tronu, a nie umiesz dodawać, odejmować, mnożyć, pisać, czytać, zachować się, ani wysłowić. Do tego jesteś brzydki. Jesteś bardzo wszechstronny. Fredek, popatrz na siebie: czy tak wygląda królewicz z bajki?!
Królewicz Fredek: - No nie wiem.
Srogi Tata: - Postanowiłem: albo twoja głupota, albo ja! Chodź tu, będę głupotę z ciebie wypędzać! (ściąga pasa)
Królewicz Fredek: - Tato, nie przy ludziach!
(bo na widowni są ludzie)
Srogi Tata: (przyprowadza Narratora)
Narrator: (stara się odwrócić uwagę widzów) - O tam, tam, ptaszek.
Srogi Tata: (wykorzystując moment nieuwagi widzów, bije Fredka)
Królewicz Fredek: - Ała, ała, boli.
Srogi Tata: - Jakby nie bolało, to bym nie bił. Przecież ja się pocę, zakwasy mi się robią... Poproszę o przerwę. (idzie na przerwę)
Narrator: - Pomimo starań ojca Fredek wyrósł na fajtłapę i wszystko inne na "faj...".
Srogi Tata: (wraca z przerwy) - Fredek, że nie masz żony - wiemy, że jesteś durniem - wiemy! Najgorsze jest to, że podejrzewam, że to nie moja wina. Wszyscy w rodzinie normalni: ojciec normalny, dziadek normalny, pradziadek... nienormalny. Ale to przynajmniej był wariat! Muszę sprawdzić czy jesteś prawdziwym królewiczem. Położę cię na ziarnku grochu. Jak ci będzie niewygodnie, toś królewicz! (kładzie Fredka na ziarnku grochu) - No i jak ci?
Królewicz Fredek: (maca z przerażeniem brzuch) - Strasznie! Tak mi wgniotło plecy, że na brzuchu mi wybiło ten groszek.
Srogi Tata: - Zostaw, to pępek!
Królewicz Fredek: - Ale i tak gniecie.
Srogi Tata: - To leż. Masz szansę! (mówi i idzie)
Narrator: - Fredek leży na ziarnku grochu. Fredek, boli?
Królewicz Fredek: - Boli proszę pana.
Narrator: - Na wieść, że Fredka boli, zbiegły się królewny z okolicy.
Księżniczka: (przybiega z okolicy) - Fredek, czy znasz Księżniczkę z Kryształowego Wzgórza?
Królewicz Fredek: (unosi się lekko) - Czy to ty?
Księżniczka: - Tak.
Królewicz Fredek: - To nie znam! (wraca do leżenia)
Księżniczka: - Co robisz?
Królewicz Fredek: - Ugniatam warzywko.
Księżniczka: - A boli?
Królewicz Fredek: - Boli.
Księżniczka: - O, to jesteś królewiczem! Ożeń się ze mną... Co?
Królewicz Fredek: (trochę woła, trochę się drze) - Tato, przyszła jakaś baba w koronie! Ożenić się z nią?!
Srogi Tata: (zjawia się pośpiesznie) - Fredek, żeń się!!!
Narrator: - No i koniec.
Srogi Tata: - Stój! Tyle lat na to czekałem! Przedłużmy tę chwilę szczęścia.
Królewicz Fredek: - Ojcze, kocham cię.
Srogi Tata: - Kocham cię, synu.
Księżniczka: - Fredek, ja też cię kocham.
Królewicz Fredek: - A ja kocham ciebie.
Narrator: - NIEDOBRZE MI!
Autorzy: Joanna Kołaczkowska, Władysław Sikora
Cenna pomoc: Andrzej Kłos
|
OCHMISTRZ - PAN POZNA PANIĄ
|
Osoby:
Królewicz - następca tronu po czterdziestce
Ochmistrz - pałacowy mądrala
Królewna - albo gęsiarka (wszystko jedno)
Królewicz: (przechadza się po komnacie) - Muszę się ożenić! Każdy dorosły królewicz ma żonę. Ludzie mówią, że królewicz który nie ma żony jest kawalerem. A ja nie chcę być kawalerem. Ochmistrzuuuu!
Ochmistrz: (zjawia się natychmiast) - Ochkrólewiczu...
Królewicz: - Posłuchaj - chcę się ożenić. Co mi radzisz?
Ochmistrz: - Daj ogłoszenie do gazety.
Królewicz: - Och, Ochmistrzu, a czy nie zgłoszą się same stare i brzydkie?
Ochmistrz: - Naturalnie. Stare, brzydkie, kostropate.
Królewicz: - Ależ ja chcę młodą i piękną.
Ochmistrz: - Trzeba było tak od razu. Młoda i piękna?
Królewicz: - I mądra.
Ochmistrz: - Oj, ty w kawalerstwie chcesz śmierci doczekać. Jak taką znajdziesz?
Królewicz: - A od czego mam ciebie?
Ochmistrz: (zaniepokojony) - Mnie nie bierzmy pod uwagę. Ja nie jestem młoda, piękna i mądra.
Królewicz: - Ale powiedz, gdzie jej szukać.
Ochmistrz: (spokojniejszy) - Ooooo, musisz przewędrować siedem gór, siedem rzek, na skrzyżowaniu w lewo i prosto trzy dni, koło brzózki skręcisz w prawo, za tydzień napotkasz jezioro, tam będzie kamień, na kamieniu Zosia... I Zosia jest piękna. Jakbyś zapomniał, to masz mapę z zaznaczonymi pięknymi kobietami.
Królewicz: (z mapą) - W drogę. Rrraz dwa lewa, rraz dwa. (wychodzi z komnaty, z pałacu, z kraju)
Ochmistrz: - Kiedyż on wróci?... Co dzień będę stawiał kreskę na murze, co miesiąc krzyżyk, a na Mieczysława pół litra... bo ja Mietek jestem.
(w dalekich stronach)
Królewicz: - Rraz dwa, rraz dwa. Przeszedłem już dwie góry i dwie rzeki i dalej nie chcę. Szkoda nóg. Tu siądę i poczekam na kogo pięknego. Haloooo! Jest tu ktoś piękny?
Królewna: (wyrasta jak spod ziemi) - Jest.
Królewicz: (patrzy na królewnę) - Gdzie?
Królewna: (podaje dokładnie) - Dwa kroki prosto i dwa w lewo.
Królewicz: (liczy kroki) - Raz dwa, raz... odsuń sie!... (odsuwa królewnę) dwa. (w wyznaczonym miejscu zastaje siebie) A JA!
Królewna: - Czego szukasz w tych stronach?
Królewicz: - Żony.
Królewna: - Uciekła?
Królewicz: - Jeszcze nie.
Królewna: (ze znawstwem) - To ucieknie.
Królewicz: - Na razie szukam kandydatki.
Królewna: (ożywiona) - To interesujące. Bo ja szukam męża. Gdyby się okazało, że twoja żona i mój mąż to my, sprawa się upraszcza.
Królewicz: - (patrzy) To nie my!
Królewna: - Wiem! Ja też jestem brzydka... prawie jak ty. TYM BARDZIEJ APELUJĘ: WEŹMY ŚLUB! To nieludzkie mieszać w to jeszcze dwie osoby!
Królewicz: (macha ręką) - A dobra. Ty jesteś młoda, ja inteligentny. Coś pięknego po drodze się kupi. Chodźmy! Mieszkam za dwiema górami i dwiema rzekami. (idą za dwie góry i dwie rzeki)
Ochmistrz: - Tymczasem w pałacu... NUDA! Łał...
Królewicz i Królewna: (śpiewają z daleka i coraz bliżej) - Spoza gór i rzek, wyszliśmy na brzeg... JESTEŚMY! (i faktycznie są)
Ochmistrz: (szczerze zdziwiony) - Już?
Królewicz: - Wzięliśmy ślub przed chwilą. Ksiądz trochę wybrzydzał, że dwoje takich brzydkich naraz to niepoważne, ale się zgodził.
Ochmistrz: (przyglądając się królewnie, odciąga królewicza na bok) - Królewiczu, co to za chałtura... gdzież twoje ideały...
Królewicz: - Ochmistrzu, ideały - piękna rzecz, ale ta 7 góra i 7 rzeka cholernie daleko!
KONIEC (przyziemny)
Autorrrr: Władek Sikorrrra
|
|
|
Występują:
Narrator - gadające nic
Królewna - panna
Rycerz - kawaler
Służba - obsługa
Organista - muzyk uwarunkowany
Narrator: - Nie tak dawno, nie tak daleko i nie byle gdzie, żyła królewna w stanie panieńskim. Bardziej jej ojciec i trochę ona szukała męża. Ona dla siebie, ojciec dla niej. Pewnego dnia królewna wstała z łóżka, ubrała swe piękne szaty, zjadła śniadanie, obiad, kolację i poszła spać. I tak co dzień królewna pętała się po zamku bez ślubu.
Organista: (gra marsz weselny, bo usłyszał coś o ślubie)
Narrator: - MUZYKA MILCZ! Przecież mówię, że BEZ ślubu.
Organista: (gra, bo usłyszał o ślubie)
Narrator: - NIE TERAZ! (powraca do narracji) Długo królewna czekała, lecz cierpliwość w końcu musi zostać wynagrodzona. No, przesadziłem... może zostać wynagrodzona.
Królewna: (czeka jak co rok) - Dziś sobota.
Rycerz: (przybywa) - Witaj królewno! Wiele dni wędrowałem, wiele gór przebyłem, wiele dróg przeszedłem, przemierzyłem pół świata.
Królewna: - ...I co?
Rycerz: - I coś mnie, kurcze, nogi bolą!
Królewna: - Więc spocznij na zydelku.
Rycerz: - (spoczywa i co? I nic) .....
Królewna: - Królewiczu...
Rycerz: - Hm...?
Królewna: - Mów coś!
Rycerz: - Królewno, jesteś piękniejsza niż wszystkie klejnoty świata.
Królewna: - O rycerzu bezbłędny. I co dalej?
Narrator: - Tu rycerz pomyślał jak trudno jest mówić o uczuciach. Proszę: rycerz myśli jak jest trudno.
Rycerz: (myśli jak jest trudno)
Narrator: - W końcu coś rzekł...
Rycerz: (nieśmiało) - Chciałbym na kolanko, żeby i ślub i szczęście i serca dwa...
Organista: (gra, bo usłyszał)
Narrator: - Pianista milczeć! Teraz grają uczucia!
Rycerz: (zaczyna się plątać) - ...I że ja... a ty... przed ołtarz... po drodze życia galopując...
Królewna: - Mów prościej!
Rycerz: - Gwiazdy na niebie... a my palec w palec...
Królewna: - STRAŻE! Zabrać go na tortury i dowiedzieć się o co mu chodzi!
Straż: - Co mu zrobić?!
Królewna: - No wiesz! Mnie by przez usta nie przeszło, co masz mu skopać!!!
Straż: - Dobrze. Będę się domyślać. (zabiera rycerza)
Narrator: - Tortury trwały bardzo krót...
Straż: (już) - Przyznał się! Chce wziąć ślub.
Organista: (gra, bo usłyszał)
Narrator: - Muzyka milcz!
Królewna: - A kochasz ty mię?
Rycerz: - Nie wiem.
Królewna: - Nie wiesz? Czy serce ci bije mocniej, czy tracisz apetyt?
Rycerz: - No właśnie... niby kocham, ale bym coś zjadł!
Narrator: - Zmarkotniała królewna, a królewicz zrozumiał, że jego szanse maleją z pytania na odpowiedź. Proszę: królewna markotnieje a królewicz rozumie.
Królewna: (markotnieje)
Rycerz: (rozumie)
Narrator: - Jak zrozumiał to niech coś powie.
Rycerz: - Nie mogę. Organista gra jak tylko powiem coś o ślubie.
Organista: (gra, bo usłyszał)
Narrator: - MILCZ!
(o rany)
Rycerz: - Królewno, a może byśmy tak "na kocią łapę".
Królewna: - Ależ królewiczu ty nieszczęsny, czyżby cię pogięłło?
Rycerz: (znerwicowany) - Oj tak. TAK! Pogięło mnie, strasznie mnie pogięło! Bo ja bym chciał, ale organista nie daje, to rodzi frustrację i stres i do pogięcia doprowadza.
Królewna: - Chciałbyś? Naprawdę!
Rycerz: - TAK.
Królewna: - A co byś chciał...
Rycerz: - Chciałbym się z tobą połączyć węzłem mał...MILCZ! żeń...MILCZ! skim...GRAJ!
Organista: (gra marsz weselny)
Narrator: - Pobrali się mimo nadgorliwości organisty i od tej pory królewna żyła szczęśliwie i długo, a królewicz żył długo.
KONIEC
Autorzy: Janusz Rewers, Władysław Sikora
|
|
|
Występują:
Bestia - okropny ryczący potwór
Piękna - wzór ładności
(uwaga: prezentacja)
Bestia: - Jestem Bestią! ŁAAAŁ!!! ŁAŁ!
Piękna: - Jestem Piękna. Wow...
(zaczyna się)
Bestia: - Czego tu?!
Piękna: - Chcę cię odczarować: Kocham-cię-bestio!
(o!)
Bestia: (traci poczucie rzeczywistości) - Hm...
Piękna: - Naprawdę!
Bestia: (aż nie wie od czego zacząć) - To fajnie.
Piękna: (zachęcająco) - No...
Bestia: - Co?...
Piękna: - Kocham cię...
Bestia: (zachwycony) - Wiem.
Piękna: (niecierpliwie) - I co...
Bestia: (szczęśliwy) - Co "co"?
Piękna: - Stań się pięknym królewiczem!
(o!)
Bestia: - Hm... Może co innego? Może stanąć na rękach?
Piękna: - Nie! Piękny bądź!
Bestia: (stara się być piękny) - Bardziej nie potrafię.
Piękna: - Chyba cię kocham, nie?!... BĄDŹ PIĘKNY!!!
Bestia: - Chyba powinnaś mnie pocałować.
Piękna: - Brzydzę się.
Bestia: - Bez całusa nic nie będzie.
Piękna: - No, to ty mnie pocałuj. (zamyka oczy)
Bestia: (całuje)
(chwila napięcia)
(czar zaczyna działać)
Piękna: (dostaje pryszczy, obrasta sierścią, oczy nabiegają krwią) - No, nie można było tak zaraz.
KONIEC
Autory: Darek i Władek
|
PINOKIO - DREWNIANE STORY
|
Występują:
Pinokio - syn sękaty
Gepetto - tato z dłutkiem
Wróżka - dobra kobieta
Narrator - pan przy mikrofonie
Przypadkowy widz - jeden z nabywców biletu na przedstawienie
(oczywiście: dawno dawno i daleko daleko)
Narrator: - Pewien stolarz imieniem Gepetto był bardzo samotny. Nigdy nie miał żadnej rodziny. W młodości był sierotką Marysią, a później starym kawalerem. Więc samotność mu dokuczała. Chciał koniecznie mieć dziecko. Szukał w kapuście, śledził bociany, ale nie wpadł na to żeby się ożenić. Aż kiedyś postanowił sobie wystrugać chłopczyka. ...Nazwał go Pinokio.
Gepetto: (jest zadowolony) - Fajny ten mój Pinokio, ale trochę drewniany. Napisałem petycję do wróżki, żeby coś zaradziła. Zbieram podpisy. Proszę mi tu podpisywać... (podaje widzom petycję i długopis na łańcuchu)
Pinokio: (pojawia się) - Gepetto!
Gepetto: - To jest właśnie Pinokio.
Pinokio: - Chciałem ci podziękować za to żeś mnie tak ślicznie wystrugał!
Gepetto: - Hm... taboret mi lepiej wyszedł...
Pinokio: (oj) - To źle, że jestem z drzewa, nie?
Gepetto: - Tak, ale zostaniesz prawdziwym chłopcem. Podpisujcie tam! Pinokio, skocz po wróżkę.
Pinokio: (skacze)
Gepetto: (zwraca się do widzów) - Dajcie petycję. Pan podpisał? Nie? To niech pan podpisze. Pan wygląda na jakiegoś prezesa. To się liczy.
Przypadkowy widz: (jest dumny, że wygląda na prezesa)
Wróżka: (pojawia się pełna Dobra) - Czego chcesz mój dobry Gepetto?
Gepetto: (skromnie) - Ja... nic. Ale społeczeństwo się domaga, żeby Pinokio był prawdziwy. Pan prezes też sobie tego życzy.
Wróżka: - Dobrze. Pod warunkiem, że Pinokio będzie grzeczny przez dwa tygodnie. (odchodzi cichutko)
Gepetto: - Słyszałeś? Masz być grzeczny, uśmiechaj się do starszych...
Pinokio: (uśmiecha się do starszych)
Gepetto: - I bądź dobry! (odchodzi cichutko)
Pinokio: - Będę się starał, ale coś czuję, że naturę mam wredną. I ucieknę z domu w świat. Pszę pana, czy tu jest świat?
Przypadkowy widz: - ...
Pinokio: - A pan kto jest? Światowiec?
Przypadkowy widz: - ...
Pinokio: - Ja też będę światowiec. (wpycha się na miejsce widza)
Przypadkowy widz: (posuwa się)
Gepetto: (zauważa, że Pinokio uciekł) - Pinokio! Wracaj do domu.
Pinokio: - Spadaj!
Gepetto: - Pinokio! Jestem twoim protoplastusiem! Miej odrobinę szacunku.
Pinokio: - Odrobinę mam... Proszę spadać!
Gepetto: - O niewdzięczniku! Ja sobie coś zrobię! (odchodzi cichutko)
Pinokio: (używa życia pełnego przygód) - Juhuuu! Światowcy! Zróbmy jakieś przygody!!! Polowanie na żyrafy, hę?
Wróżka: (pojawia się cichutko) - Pinokio!
Pinokio: - Żyrafa... ?
Wróżka: - DO DOMU!
Pinokio: - ...eee, kura.
Wróżka: (grozi) - Pinokio! Będziesz grzecznym chłopcem, albo wyrosną ci ośle uszy, nos ci zakwitnie, a tyłek ci korniki zeżrą!
Pinokio: - A co ty mnie straszysz?! To jest niewychowawcze! Dziecko będzie znerwicowane!
Wróżka: - Milcz synu sękaty! Do domu, ale już! (odchodzi cichutko)
Pinokio: (szuka kolegów wśród widzów) - Widzieliście terrorystkę... Oj... wrócę. Gepettooooo! (wraca cichutko do domu)
Narrator: - I wrócił Pinokio do domu. Lecz tam czekała na niego niewesoła wiadomość... Stary Gepetto ze smutku i zgryzoty wystrugał sobie nowego Pinokia.
(odchodzi cichutko)
KONIEC
Autor: Władysław Sikora
Pointa: Mirosław Gancarz
|
SPOSOBY DRATEWKI - BAJKA O SMOKU
|
Osoby:
Król i Narrator - osoba podwójna
Smok Wawelski - zielony pożeracz dziewic
Dratewka - osoba służbowa
Pani Basia - użytkowniczka drugiego telefonu
Król i Narrator: (czyta) - Za siedmioma górami, za siedmioma rzekami, za siedmioma dolinami, drzewami...( przewraca kolejne strony w tekście który na przed sobą) strumykami... kamieniami... panował dobry i mądry Król. Państwo rosło w siłę, a ludzie żyli dostatecznie. Aż pewnego dnia pojawił się smok, który nękał Króla i jego poddanych. Ohydna ta poczwara domagała się dziewic. Źle się zaczęło dziać w kraju. Król robił co mógł, ale dziewic już nie stawało, a terminy nagliły. Właśnie zbliżała się pora o której zjawiał się potwór.
Smok Wawelski: (pojawia się w kłębach dymu) - Jestem!
Król: - A witaj smoku! Jakże jestem rad, że cię widzę! (Aż sam się sobie dziwię, że tak łżę jak pies. Spróbuję zagrać na zwłokę) Papierosa może?
Smok Wawelski: - (Nie dość, że łże jak pies, to jeszcze próbuje grać na zwłokę) Przecież palę!
Król: - (Nieźle mi idzie) A coż to palimy?
Smok Wawelski: - Wy mi tu pierdół nie wstawiajcie! Piątek jest?
Król: - Jest.
Smok Wawelski: - Dziewica jest?
Król: - Ńńń ma...
Smok Wawelski: - Słuchajcie król, ja myślałem, że z wami można po dobroci. Ale widzę, że się nie da! Co wy król? W kulki ze mną gracie?! Stare baby podsyłacie?!
Król: - Oj smoku, stare?! A ile ty masz lat?
Smok Wawelski: - Jutro skończę czterysta...
Król: - No widzisz! Ostatnia nawet połowy tego nie miała co ty!
Smok Wawelski: - Ha ha ha, filutek jesteście król, filutek... Ale ja się pytam kiedy będzie dziewica?
Król: - Mamy trudności panie smoku...
Smok Wawelski: - Będzie, czy nie?
Król: - One tak powoli rosną... Takie malutkie są na początku!
Smok Wawelski: - Będzie?!!!!!!!!!
Król: - ...eee ...mmm ...Nie będzie!!!!!!!!
Smok Wawelski: - Nie będzie?!
Król: - Nie będzie...
Smok Wawelski: - No to ja wam król pokażę!
Król i Narrator i Król i Narrator i Król: - Oj... (Król dobrze wiedział, co smok mu może pokazać!) O jak on mi strasznie pokaże! Oj, jak ja okropnie zobaczę! (Ale nie wszystko jeszcze stracone. Jest pewien człowiek: wierny poddany, od lat w służbie Króla, dobry fachowiec, lubi swoją pracę, nie lubi smoków. Szewc zwany Dratewka...) (król nawiązuje łączność z Basią) Panno Basiu, dajcie mi tu Dratewkę!
Dratewka: (wchodzi, zajęty huśtaniem misia na szubieniczce) - Co?
Narrator i Król: - (Zaciekawił się Dratewka.) My, król mamy straszne zmartwienie...
Dratewka: - A to ilu was jest?
Król: - Aż ty durny jesteś! Aż durny... i to mi się w tobie podoba. Więc co... Wawelskiego znasz?
Dratewka: - Znam.
Król: - Bo ten smok mnie nie lubi... Stwarza problemy socjologiczne... jest aspołeczny! Czujesz to Dratewka?
Dratewka: - Co?
Narrator i Król: - (Dratewka nie czuł) Powiem wprost. I ja tego smoka nie lubię!
Dratewka: (rozumnie) - Znaczy się: ukatrupić?!
Król: - Nie!!!... No może... Właściwie tak! Jeśli wykonasz zadanie nagroda cię za to nie minie. Dostaniesz pół królestwa i moją córkę za żonę.
Dratewka: - Pół królestwa... ale bez córki!
Król: - W porządku. Tam w komnacie stoi rower, wskakuj i leć szybko za smokiem...
Dratewka: (leci szybko w kierunku smoka)
Narrator i Król: - (Król był zadowolony ze swego pomysłu. Nastał czas oczekiwania. I po siedmiu dniach Król usłyszał charakterystyczne pukanie do drzwi) Proszę!
Dratewka: (wchodzi umordowany ciężką walką ze smokiem)
Król: - Tyś mi to Dratewka?
Dratewka: - Jam ci jest!
Król i Narrator i Król: - No jak ty wyglądasz? (Król załamał ręce) (i faktycznie załamuje ręce pod kątem 60 stopni)
Dratewka: - Przez siedem dni i siedem nocy walczyłem z poczwarą! Alem ją zmógł!
Król: - Jak? Czym? Mów zaraz!
Dratewka: (prezentuje śmiercionośny pojemnik z naklejką "Wino") - Siarką!!!
Król i Narrator: - Wybawco! Otrzymujesz pół królestwa w nagrodę! Pójdź w moje ramiona!
(...Piękne to były czasy, kiedy wystarczyło postawić komu trzeba, żeby sobie załatwić pół królestwa).
KONIEC
autorzy: Władysław Sikora, Dariusz Kamys, Andrzej Kłos
|
O KRÓLEWNIE, KTÓRA POSZŁA DO POPRAWCZAKA
|
Osoby:
Narrator - gadacz
Król - szmata w koronie
Honorata - cholera w koronie
Pascal - służący, ale czyj?
Narrator: - Działo się to dawno dawno temu, że nikt już tego nie pamięta. Ja pamiętam. Pamiętam jak pewnego dnia ojciec królewny (powiedzmy: król) postanowił oddać ją za mąż. Nieważne komu, byleby się pozbyć z domu. A piekielny miała charakter.
Honorata: (wpada i kłapie paszczą) - Proszę stąd wyjść! Wyjść wyjść wyjść! Natychmiast!
Narrator: - Nie wyjdę. Mam swoją godność.
Honorata: - Dobra. Dawać mi ojca!
Król: (wychyla się strachliwie, oczy rozbiegane, włos nastroszony) - O, Boże... Słucham...
Honorata: - Dawaj tu na scenę! Migiem!
Król: (nieśmiało) - Honorato, nie przy ludziach. Ja mam swoją godność.
Honorata: - Ty nie masz godności. Godność ma Narrator.
Narrator: - Tak tak, godność mam po ojcu - baaaardzo stara godność.
Honorata: - Widzisz?! Baaaardzo stara godność.
Król: - Tak, stara. Stara???? Córko, ty jesteś stara. Wyjdź wreszcie za mąż! WYJDŹ! WYJDŹ NATYCHMIAST!
Honorata: - Ani mi się śni! (kopie Króla w nogę)
Król: - To boli. Nie możesz kopać narratora?
Honorata: - Nie. On ma swoją godność.
Narrator: - Narrator nie chcąc się powtarzać, pokiwał tylko głową. (kiwa głową, że ma godność)
Honorata: - Tato, ja muszę wyjść. Teraz kop się sam. (wychodzi)
Król: (kopie się sam)
Narrator: - Honorata wychodzi. A teraz wchodzi służący Pascal! Pascal ma godność po pradziadku.
Pascal: (do Narratora) - Za dużo wiesz!... (do Króla) Co jaśnie Pan robi?
Król: (nie przerywając kopania) - Córka mnie kopie.
Pascal: - A fe! (wychodzi)
Narrator: - Mijały godziny, a król wciąż kopał się po nodze.
Honorata: (wychyla się na chwilę) - Ojciec, zmień nogę! He he!
Król: - Kto mi dał taką córkę?! Trzeba ją oddać do poprawczaka!
Narrator: - Na te słowa wszedł służący Pascal, który podsłuchiwał pod drzwiami.
Pascal: (do Narratora) - Za dużo wiesz!... (do Króla) Kto ma być wychowawcą?
Król: - Pan Romek.
Pascal: - A fe! (wychodzi)
Król: - Dlaczego? Pan Romek niejedną królewnę wychował. Pamiętasz Ludmiłę?
Narrator: - Niedobry przykład. Ludmiła siedzi za porwanie karocy z amerykańskimi królewiczami.
Król: - A to dziwne. A królewna Mogiłka?
Narrator: - Fatalny przykład. Siedzi za zabicie ojca. Ponoć zemściła się za oddanie do poprawczaka.
Król: - O, rany rety!
Narrator: - Tu następuje pauza w której król się oblewa potem ze strachu.
Król: - Mogłeś tego nie mówić, Przecież mam swoją... trochę mam tego... Nie mam?
Narrator: - Nie.
Król: - Trzeba ją wypuścić szybko z poprawczaka.
Narrator: - Pascal już czekał pod drzwiami. A ja za dużo wiem.
Pascal: (patrzy podejrzliwie na Narratora) - Jaśnie Pan ją uwalnia?
Król: - Uwalniam.
Pascal: - A fe! (wychodzi)
Król: - Ojej! A jak Honorata mi poderżnie gardło?
Narrator: - Nie wiem, czy gardło, ale coś pewnie poderżnie. Właśnie idzie z nożem...
Król: - Dzień dobry Honoratko... Prawa nóżka kopie lewą, lewa kopie prawą... (kopie się)
Honorata: - Wiesz co, tato... ty nigdy nie miałeś godności. Postanowiłam właśnie... (unosi nóż)
Narrator: (decyduje nagle) - ...Honorata postanowiła właśnie przeprosić ojca.
Honorata: (nie wierząc własnym uszom) - Co?!
Narrator: - Honorata postanowiła przeprosić ojca.
Honorata: - Czyś ty zdurniał na koniec bajki?! Mów, że go zabijam! Mów!
Narrator: (spokojnie kontynuuje) - ...Ponieważ pokochała Pascala, a on pokochał ją.
Pascal: (wpada przerażony na scenę) - A FE! A FE!
Narrator: (z odrobiną sadyzmu) - ...I postanowili się pobrać.
Honorata i Pascal: - Nieee!
Narrator: (spokojnie) - ...Ponieważ tak powiedział Narrator, który za dużo wie. Wie kto naprawdę porwał karetę i zabił ojca Mogiłki.
Król: (przechodząc obok Pascala) - A fe! (kopie Honoratę w nogę i wychodzi)
Może i KONIEC...
Autorzy: Joanna Kołaczkowska, Władysław Sikora
|
BAJKA O DZIEWCZYNCE, KTÓRA WYPALAŁA 3 PACZKI DZIENNIE
|
przez co Kopciuszkiem ją zwano
Osoby:
Kopciuszek - umorusane popychadło
Siostra pierwsza - brzydka jak sto diabłów
Siostra druga - brzydka jak dziewięćdziesiąt diabłów
Macocha - brzydka jak sześćdziesiąt, stara jak dwieście
Wróżka - więcej niż iluzjonista
Książę - bogaty (uroda nieistotna)
Narrator - człowiek z dykcją
Narrator: - Kopciuszek jak co dzień była zajęta oddzielaniem maku od popiołu i grochu od kapusty. Poza tym szyła, sprzątała, gotowała... słowem: była sprawniejsza i ładniejsza od pralki automatycznej - miała więcej guziczków.
Natomiast siostry Kopciuszka były brzydsze, bo nie miały guziczków, tylko zamki błyskawiczne, przez co nie lubiły Kopciuszka strasznie.
Siostra pierwsza: - Kopciuszek, ty brudasie!
Siostra druga: - Ty kocmołuchu!
Siostra pierwsza: - Ty wsiórze!!!
Kopciuszek: - Ale mi jest przykro...
Narrator: - Pięć minut drogi konikiem Garbuskiem od chatki Kopciuszka, mieszkał Książę na zamku. Książę był kawalerem i szukał żony.
Książę: (szuka) - Nie ma, nie ma... Nigdzie nie ma...
Narrator: - Postanowił więc wydać bal, na który zaprosił wszystkie piękne panny. Siostry Kopciuszka myślały, że są pięknymi pannami, więc zaczęły się szykować na bal...
Siostry: (więc szykują się na bal...)
Narrator: - No, ale wróćmy do Kopciuszka.
Siostry: (więc przestają się szykować)
Narrator: - Kopciuszek nie miała prawdziwej matki, tylko zastępczą, przez co na imię jej było Macocha. Macocha miała wszystko na haftki, przez co była brzydsza od wszystkich (nie wspominając pralki automatycznej).
Macocha: - Kopciuszku, niech Kopciuszek odprasuje swoim siostrom na bal!
Kopciuszek: - Tak, pani matko.
Macocha: - Nie mów do mnie: pani matko! A jeżeli już mówisz: pani matko, to nie mów: pani matko, tylko: pani matko!
Kopciuszek: - Tak, pani matko.
Macocha: - No.
Kopciuszek: (użala się) - O, ja biedna sierota... Właśnie! Sierrrota! Zapomniałam włączyć żelazko!
Siostra pierwsza: - Kopciuszek! Ty ofiaro!
Siostra druga: - Ty niedojdo!
Siostra pierwsza: - Ty ofermo!!!
Kopciuszek: - Ale jest mi przykro...
Narrator: - Kopciuszek bardzo się rozpłakała. Płakała, płakała, aż zrobiła się noc. Siostry z macochą były już na balu, a Kopciuszek płakała jakby bardziej. I byłaby się odwodniła na śmierć... ale co to? Pojawiła się wróżka. Chyba dobra.
Wróżka: - Płaczesz?
Kopciuszek: - Tak, matko chrzesno.
Wróżka: - Nie mów do mnie: matko chrzesno! A jeżeli już mówisz: matko chrzesno, to nie mów: matko chrzesno, tylko: matko chrzesno!
Kopciuszek: - Tak, matko chrzesno.
Wróżka: - No! Chcesz iść na bal?
Kopciuszek: - Tak!!!
Wróżka: - No to ręce do góry! (spryskuje sukienkę Kopciuszka lakierem w kolorze ładnym)
Narrator: - Wróżka, za pomocą sobie tylko znanych sposobów, zamienia brzydką sukienkę Kopciuszka w ładną sukienkę Kopciuszka.
Wróżka: - A teraz idź na bal i za mąż!
Kopciuszek: - A buty?
Wróżka: - A buty też.
Kopciuszek: - O, jakże ci jestem wdzięczna w tym ubranku. (wdzięczna w tym ubranku biegnie na bal)
Wróżka: - Tylko pamiętaj! O północy lakier odpadnie!!!
Narrator: - I pobiegła Kopciuszek na bal w butach, rozluźniając bezwiednie sznurówki, które w krytycznym momencie pękną, co umożliwi wyskoczenie z butów i zmianę stanu cywilnego. Tymczasem na balu...
(na balu...)
Książę: - Czy Kopciuszek już przyszła?...
(STOP. To nie ta scena. "Matka z wrednymi córkami" start proszę!)
Książę: (poprawia się) - Czy matka z wrednymi córkami już przyszła?
Narrator: - Tak, Książę.
Książę: - A ta wredna z matką i siostrą?
Narrator: - Tak, Książę.
Książę: - A tamta wredna z siostrą i matką?
Narrator: - Tak, Książę.
Książę: - To idę spać.
Narrator: - Jeszcze nie!
Książę: - A która godzina?
Narrator: - Za pięć dwunasta.
Kopciuszek: (wpada na salę balową) - Tańczmy, tańczmy szybko, bo mam mało czasu!!!
Książę: - Orkiestra! Coś szybkiego proszę! (orkiestra szybko gra, Książę szybko tańczy z Kopciuszkiem)
Książę: - Kim jesteś Kopciuszku?
Kopciuszek: - Kopciuszkiem!
Książę: - ...A może byśmy tak wyszli?
Kopciuszek: - A która godzina?
Narrator: - Dwunasta.
Kopciuszek: - To lecę!!! (leci)
Narrator: - A bucik ?!
Kopciuszek: (wraca, podaje torbę z bucikiem i ucieka)
Narrator: - Książę bardzo się zdziwił i poszedł spać.
Książę: (dziwi się i idzie spać)
Narrator: - Nazajutrz w domu Kopciuszka jakby się zmieniło...
Siostra pierwsza: - Kopciuszku, chcesz czekolady?
Kopciuszek: - Chcę!
Siostry obie: - To se kup !!!!!
Kopciuszek: - Ale mi jest przykro...
Narrator: - Tymczasem Książę biegał po mieście i przymierzał bucik wszystkim kobietom.
Książę: - Gdzie są te wszystkie kobiety ?!!!! Nie ma...
Narrator: - Wpadł do domu Kopciuszka i dalejże przymierzać bucik. Na macochę - za mały, na pierwszą siostrę - za mały, na drugą siostrę - w sam raz...
(o!)
Książę: - Czy to twój bucik?
Siostra druga: - Nie, ale pasuje!
(o!)
Książę: - No to weźmy ślub!
Narrator: - I wzięli.
Kopciuszek: - Ale mi jest przykro...
KONIEC
Autorzy: Joanna Kołaczkowska, Dariusz Kamys
Opracowanie: Władysław Sikora
|
LUSTERECZKO, POWIEDZ PRZECIE...
|
Występują:
Królewna - z koroną na głowie i torebką pod pachą
Lustereczko - autorytet
Pianista - w guście lustereczka
Widz - jeszcze jeden ładniejszy
Królewicz - erotoman
Królewna: (patrzy w lustereczko) - Lustereczko powiedz przecie, kto jest najpiękniejszy w świecie...
Lustereczko: (szszszszsz... - coś tam)
Królewna: (podejrzliwie spogląda w kierunku pianisty) - ...on?
Lustereczko: (yhm)
Królewna: (wyjmuje z torebki zatrute jabłko i daje pianiście)
Pianista: (gryzie jabłko i pada na klawisze)
Królewna: - Lustereczko powiedz przecie, kto jest najpiękniejszy w świecie...
Lustereczko: (szszszszsz... - coś tam)
Królewna: (spogląda podejrzliwie w kierunku widza? - ...on? (rzuca widzowi jabłko) - Smacznego!
Widz: (zjada lub nie, kogo to obchodzi)
Królewna: - Lustereczko powiedz przecie, kto jest najpiękniejszy w świecie...
Lustereczko: (szszszszsz... - coś tam)
Królewna: (uśmiecha się skromnie) - Nie wierzę... (wskazując na siebie spogląda pytająco do lusterka)
Lustereczko: - (yhm)
Królewna: - Oj, wierzę! (zjada jabłko i pada)
Królewicz: (wpada na pobojowisko) - CAŁOWAĆ! CAŁOWAĆ! (zaciera ręce)
Królewna: (ożywa szybko) - UCIEKAĆ! UCIEKAĆ! (ucieka)
Pianista: (ożywa szybko) - GRAĆ! GRAĆ! (gra tusz)
Królewicz: (rzuca się niezdecydowany, lecz w końcu decyduje się na widza)
Widz: (boi się) - Klaskać!
KONIEC
My napisali: Darek i Władek
|
ACH TE RÓŻE - MAŁY KSIĄŻE
|
Występują:
Narrator - przedmówca
Mały Książę - ofiara miłości w podróży
Krasnal - szef Straży Bajkowej
Krasnal-Twardziel - funkcjonariusz
Narrator: - Tam jest kosmos... za sufitem. Tam, na dalekiej planecie żył Mały Książe, który kochał się w róży. Mały Książe się jej oświadczał, a ona mu mówiła: spadaj kurduplu. Więc mu się robiło przykro i spadał, aż opuścił planetę na zawsze i udał się w nieznane.
Mały Książę: - O kurcze, ale nieznane.
Głos: - Stój! Stój!
Mały Książę: - Kto mówi?
Krasnal-Twardziel: (wychodzi z karabinem) - MY!
Mały Książę: - Ojej, autochtony...
Krasnal: - Co się gapi?! Krasnoludków nie widział?!
Mały Książę: - Nie.
Krasnal-Twardziel: (do kolegi Krasnala) - Ja ci mówię... On jakiś z innej bajki.
Mały Książę: - Ja z Kosmosu.
Krasnal: (podekscytowany) - Ufoludek! Ufoludek, zrób tak:Ti-dit, wi-tam was Zie-mia-nie...
Mały Książę: - Nie umiem.
Krasnal-Twardziel: - Mówię ci: Szpieg!
Krasnal: (niezdecydowany) - To co...?
Krasnal-Twardziel: - Rozwalić!
Krasnal: - Wpierw go wybadamy. Nazwisko!?
Mały Książę: - Mały Książę.
Krasnal: - Imiona rodziców?
Mały Książę: - Nie mam rodziców.
Krasnal: (nagle rozczulony) - Sierota...
Krasnal-Twardziel: - A ja tam swoje wiem. (wie, że rozwalić)
Krasnal: - Sierotę?! A może potrzebuje pomocy. Potrzebujesz pomocy?
Mały Książę: - Yhm. POMOCY!
Krasnal: - Potrzebuje pomocy...
Mały Książę: - Mam złamane serce (wyjmuje Roentgena z sercem przebitym strzałą)
Krasnal: - Kto ci to zrobił?!
Mały Książę: - Róża.
Krasnal-Twardziel: (dotyka w Roentgena) - Boli?
Mały Książę: - Boli. Ała...
Krasnal: - Nie łam się! Nie ta, to będzie inna! Znajdziemy ci! Jaką chcesz: czerwoną, białą, herbacianą czy Luksemburg?
Mały Książę: - Takiej jak tamta nie znajdziecie...
Krasnal-Twardziel: (ugodzony wprost w ambicję) - Co?! Ja nie znajdę?! Daj karabin, Daj karabin! Zaraz wracam! (wychodzi i krzyczy w oddali): RĘCE DO GÓRY!!! (sprowadza Ogrodniczkę)
Krasnal: - Kogoś ty nam sprowadził?
Krasnal-Twardziel: - Ogrodniczkę! Poproszę różę dla Jego che che Wysokości.
Ogrodniczka: (z dwiema różami) - Którą chcesz? Tę czy tę?
Mały Książę: - Jakie piękne! Można obie?
Krasnal-Twardziel: - Bigamista!
Mały Książę: - Cicho...
Ogrodniczka: - O, mam jeszcze tysiąc równie pięknych.
Krasnal-Twardziel: - Poligamista!
Mały Książę: - Uuuu. Jakże wybrać spośród tysiąca?... (wyjmuje olejnego Roentgena z sercem przebitym tysiącem strzał)
Krasnal-Twardziel: - Bądź mężczyzną: po kolei - kochaj i rzucaj!!!
Mały Książę: - Nie mogę! Wiesz co:rooozwal mnie...
Krasnal-Twardziel: (z politowaniem) - Ojej tylko nie rycz!
Krasnal: - Mam lepszy pomysł. Bierzmy te róże i frrru na tourne po Kosmosie: Mały Książe! Prawdziwe Krasnoludki! i bezpruderyjne róże do towarzystwa!
Koniec bajki i pięknych złudzeń
Autorzy: Dariusz Kamys, Władysław Sikora
|
|
|
Występują:
Rycerz - interesowny miłośnik przyrody
Król - tato królewny
Królewna-Rzekotka - zaczarowana jak wiele innych
Kumak - żaba dużej urody
(dawno temu niejedną żabę można było odczarować przez pocałunek)
Rycerz: (chodzi i pluje) - Tfu! Tfu! Ile ja się żab nacałowałem!... Tfu! (niedobrze mu)
Król: (z żabką) - Rycerzu kochany! Pocałuj żabkę!
Rycerz: - Idź z tym zwierzęciem!!!
Król: - To moja córeczka. Odczaruj!
Rycerz: - NIE.
Król: - Ja cię proszę... Ja cię przekupiam! Pół królestwa za całusa.
Rycerz: - Nie mogę...
Król: (zachęca) - No...
Rycerz: (zbiera się w sobie, ale ma trudności ) - Niedobrze mi...
Król: - Błagam.
Rycerz: (całuje)
(z żabki pojawia się królewna)
Rycerz: (zakochuje się zaraz) - Jaka piękna królewna! Ma dwie nogi, dwie ręce... jak tata! Królewno zostań moją żoną!
Król: (zgadza się) - Córko, zostań jego żoną!
Królewna: - To niemożliwe. Ja już kocham innego!
(pojawia się przepiękny kumak i odchodzi z Królewną)
KONIEC
Autory: Darek i Władek
|
| | | |
| | | |
| | | |
| | | |
| | | |
| | | |
| | | |
| | | |
| | | |
| | | |
| | | |
| | | |
| | | |
| | | |
| | | |
| | | |
| | | |
| | | |
| | | |
| | | |