główna binaria przeszłość teraz teoria kabaretu publicystyka porady dla początkujących prywatnie filozofijki linki

ramka
 
DEFINIOWANIE OCZYWISTOŚCI:
   Definicja szczęścia
   Definicja miłości
   Definicja życia
   Wiara i nadzieja
   Definicja głupoty
   Przyjaźń
   Definiowanie wolności

FAŁSZYWE STEREOTYPY:
   Naiwność
   Naiwność z ograniczonym zaufaniem
   Znieczulica
   Pierwsza wymówka
   Różnorodność i tolerancja
   Narcyzm szczęśliwy
   Pozytywne strony negatywnych uczuć
   Rywalizacja
   Pieprzeni humaniści
   Na cholerę Zło
   Nic lepszego od demokracji?
   Filozofia, logika i inne

ŚWIATOPOGLĄDOWO:
   Życie po życiu
   Sens życia
   O raju
   Śmierć dobra albo zła
   I powstał Bóg
   Samobójstwo
   Wojna
   W sprawie aborcji
   O grzechu
   Grzech pierworodny

WIELKIE MAŁE PROBLEMY:
   Starzenie się
   Poczucie krzywdy
   Sprawiedliwość w stosunku 1/2
   Asertywność a wykorzystywanie
   Skuteczne przepraszanie
   Tak się nie chce!
   Motory napędowe
   Jak lubić siebie
   Codzienność przykra czy fajna
   Recepta na sukces?
   Recepta na porażkę
   Poznać swoje pragnienia
   Miłość nieszczęśliwa
   Rozkochiwanie
   Urabianie faceta
   Urabianie kobiety

   
 
   

WYKORZYSTYWANIE A ASERTYWNOŚĆ

Jestem potworem!
Całe życie staram się wykorzystywać otaczających mnie ludzi.
Proszę, namawiam, naciskam. I nie mam najmniejszych wyrzutów sumienia!

Już dawno sobie wytłumaczyłem, że robię tym wszystkim ludziom przysługę. Bo robię!

Jedną z podstawowych potrzeb człowieka jest potrzeba bycia potrzebnym (niegramotnie ale prawdziwie). Ciężko się żyje ze świadomością, że nikt cię nie potrzebuje, że nikomu się nie przydajesz. Bo niby każdy najbardziej sobie potrzebny, ale też chciałby, żeby inni też coś mieli z niego. Ot, takie dodatkowe usprawiedliwienie dla sensu swojego istnienia.

Najbardziej to by się chciało być kochanym i z tego powodu być potrzebnym. Bo wystarczy tylko być. Łatwe i przyjemne.

Ale wiadomo, że na miłość zawsze liczyć nie można. Więc czasem trzeba ruszyć dupę i coś dla kogoś zrobić. A nie zawsze się chce!
I tu z pomocą przychodzę ja! Mimo, że komuś nie bardzo się chce - będę prosił, naciskał aż ten zechce mi w czymś pomóc. I korzyść jest obopólna – ja mam pomoc, a ten ktoś ma uczucie, że jest potrzebny i że zrobił coś pożytecznego. Czyż nie powinienem za to pójść prosto do nieba?

Są ludzie, którym się wydaje, że dać się wykorzystać to słabość. I zapierają się jak mogą, żeby broń boże ktoś się nimi nie wyręczył. Głupie to jak kilo gwoździ! Płaczą potem po kątach, że są nieszczęśliwi, że nikt ich nie lubi, że nikomu nie są potrzebni. A czyja to wina?

Pewnie, że jest też złe wykorzystywanie ludzi - kiedy nie o pomoc chodzi, tylko żeby kimś się po chamsku wyręczyć. Ale trzeba odróżniać jedno od drugiego. Przesadna podejrzliwość wobec intencji proszącego o pomoc prędzej czy później doprowadzi do zgorzknienia.

Asertywność zbyt serio potraktowana to niestety droga donikąd. Miałem paru znajomych, którzy po kursie asertywności przestali być moimi znajomymi - bo po prostu stali się chamscy i nieużyci.
W głowie mi się nie mieści, że ludzie tracą czas i pieniądze, żeby się nauczyć czegoś, co potrafi każdy zblazoway nieużyty pierdziel. Jak tak ma wyglądać kurs asertywności to ja wysiadam.

Jak zwykle proporcje!
Asertywność to umiejętność ochrony własnych przekonań i już koniec!
Umiejętność odmawiania ma być tylko konsekwencją ochrony przekonań - a nie lekceważącego, obojętnego lub podejrzliwego traktowania proszących o pomoc. Kiedy we własnym przekonaniu spełnienie cudzej prośby będzie niemoralne lub niewychowawcze - proszę bardzo, odmawiać! Ale kiedy odmowa wynika tylko z niechęci do ruszenia dupy - no to nie ma asertywności tylko lenistwo i obojętność.

Na swoją asertywność nigdy nie narzekałem.
Od lat wykorzystuję ludzi i sam pozwalam się wykorzystywać.
I jest mi z tym naprawdę dobrze.
Lepiej być frajerem niż zgorzkniałym, nieużytym pierdołą.
I takie są moje przekonania których asertywnie będę bronił.

<


   
 
   
można się nie zgodzić:

podpis:
e-mail:
treść:


(czasowo została zablokowana możliwość dodawania komentarzy ze względu na atak spamu)

podpis: niewdziosek
Już dawno miałem niejasne podejrzenia, co do tej całej asertywności, że to coś podejrzanego.

podpis: efka
e-mail: hgdf@wp.pl
to ja poproszę o zrobienie mi przysługi w sensie wykorzystania mnie lub coś mi tak jakoś nudno w życiu

podpis: N.
e-mail: natusiek[at]gmail.com
To co, można się zgodzić? ;)
Albo przynajmniej nie zgodzić z niewdzioskiem (że niby asertywność jest podejrzana)?
Bo asertywność fajna jest. Tylko większość ludzi ciągle myśli, że to "umiejętność mówienia 'nie'", co jest oczywiście trzecim rodzajem prawdy (tzw. gówno-prawdą). Jakaś kampania informacyjna wśród narodu by się przydała...

podpis: niewdziosek
Właśnie tak myślałem, że asertywność to przede wszystkim umiejętność odmawiania innym, ale widocznie się myliłem. Ale wciąż mam wrażenie, że to coś podejrzanego.

podpis: S.
Asertywność to więcej niż umiejętności - to cechy charakteru z których te umiejętności się biorą. Większość ludzi uważa to tylko za umiejętności - i tu jest pies pogrzebany. Żadne kursy asertywności nie nauczą - i ostatecznie sama asertywność podejrzana nie jest - ale te kursy i to płytkie pojmowanie jako jakieś umiejętności TAK.
I niewdziosek ma dużo racji podejrzewając asertywność. Te szkolenia asertywności których się namnożyło wszędzie to wydaje się być niezłe bagno - bo jak można kogoś nauczyć nowego lepszego charakteru?!
A bez odpowiednich cech charakteru te wszystkie zewnętrzne oznaki asertywności są zachowaniem po prostu grubiańskim, chamskim, agresywnym...
Asertywność to mniej więcej zespół cech które nazwałem na swój użytek teorią wielkości (chociaż ograniczyłem to tylko do sztuki).

podpis: N.
e-mail: natusiek[at]gmail.com
No, teraz to już się mogę trochę ponaniezgadzać :)
To jadę:
OK - cechy osobowości są w tym wszystkim kluczowe. I nie można się ich nauczyć. Ale będę dalej bronić asertywności i upierać się, że to JEST zbiór umiejętności. Owszem, cechy charakteru lub temperament mogą ułatwić bycie asertywnym (albo utrudnić), ale sama asertywność jest elementem umiejętności społecznych, a tych uczymy się w kontaktach z ludźmi w ciągu życia.
A jak ktoś ma mało kontaktów (bo go np. rodzice zamykali w komórce, co mu znacznie ograniczało życie towarzyskie) i do tego jest z natury zamknięty w sobie i uległy, to jest mu trudno nabyć takie umiejętności. A nawet jak pójdzie na kurs i się nauczy, to nie oznacza, że będzie umiał z nich potem właściwie korzystać.
Jak ktoś ma skrajnie 'niesprzyjające' cechy, to zachowanie asertywne nie będzie się 'komponować' z całokształtem.
A co do kursów, to niech będzie, że są podejrzane. Bo z ich efektami faktycznie bywa różnie.
Tylko to chyba z czego innego wynika.
Bo ludzie na takim treningu uczą się jak bronić własnych interesów i przekonań, tylko sęk w tym, że nie wszyscy wiedzą JAKIE mają przekonania, niektórzy mylą obronę własnych interesów z obroną własnego egoizmu. No i jak przychodzi co do czego, to wypinają na bliźnich tyłek, ciesząc się ze swojej niby-asertywności.
Inna sprawa, że trenerzy na tych kursach też bywają różni...
I różnorodność akurat w tym przypadku wcale nie jest zaletą ;)

podpis: nalewka87
sam napisałeś że jak ktoś jest cham to nie jest asertywny więc twoi kumple nie są asertywni. A jeżeli nie są asertywni to nie jest ona (asertywność) niczemu winna.
A takie pytanie w moim życiu przydałoby się być chamem bo jestem do przesady milutka i przez to w du.. bita więc nie jest mi z tym dobrze, gdzie uczą tego chamstwa.

podpis: S.
A jak już jesteś milutka to sama w sobie to doceń - pomimo kosztów - chyba, że jesteś miła tylko na pokaz a w środku naprawdę nie lubisz innych.
To w tym przypadku radzę - miła bądź tylko wtedy gdy kogoś lubisz (a nie po to by Cię polubił ktoś na kim i tak Ci nie zależy).
Bo jak się zechcesz nauczyć chamstwa to się nauczysz - ale jest ryzyko, że będziesz je miała również dla osób na których Ci zależy.

podpis: awsia
e-mail: joannahartmann@interia.eu
Co za cholerny pasożyt napisał ten artykuł???????