główna binaria przeszłość teraz teoria kabaretu publicystyka porady dla początkujących prywatnie filozofijki polemiki

ramka
 
DEFINIOWANIE OCZYWISTOŚCI:
   Definicja szczęścia
   Definicja miłości
   Definicja życia
   Wiara i nadzieja
   Definicja głupoty
   Przyjaźń
   Definiowanie wolności
   Definiowanie prawdy

FAŁSZYWE STEREOTYPY:
   Naiwność
   Naiwność z ograniczonym zaufaniem
   Znieczulica
   Pierwsza wymówka
   Różnorodność i tolerancja
   Narcyzm szczęśliwy
   Pozytywne strony negatywnych uczuć
   Rywalizacja
   Pieprzeni humaniści
   Na cholerę Zło
   Nic lepszego od demokracji?
   Filozofia, logika i inne
   Wyolbrzymianie niezrozumiałego
   Czyja to wina?
   Bój na argumenty

ŚWIATOPOGLĄDOWO:
   Czy istnieje Bóg
   I powstał Bóg
   Grzech pierworodny
   Życie po życiu
   Sens życia
   O grzechu
   O raju
   Śmierć dobra albo zła
   Samobójstwo
   Wojna
   W sprawie aborcji
   Władza sądownicza
   Teoria mieszania świata
   Ufność i niewiara
   Prawo Gorszego

WIELKIE MAŁE PROBLEMY:
   Przeciw depresji
   Starzenie się
   Kurs starości
   Poczucie krzywdy
   Sprawiedliwość w stosunku 1/2
   Asertywność a wykorzystywanie
   Skuteczne przepraszanie
   Tak się nie chce!
   Motory napędowe
   Jak lubić siebie
   Codzienność przykra czy fajna
   Odruch rezygnacji
   Recepta na sukces?
   Recepta na porażkę
   Poznać swoje pragnienia
   Miłość nieszczęśliwa
   Rozkochiwanie
   Urabianie faceta
   Urabianie faceta - błędy
   Urabianie kobiety
   Urabianie kobiety - rozpieszczanie
   Spory i ustępstwa

   



okno filozofia
 
     

DEFINICJA SZCZĘŚCIA


Definicja szczęścia - to tak banalnie proste, że nie mogę się nadziwić różnym wygibasom intelektualnym (włączając w to całkiem zdolnych filozofów) próbującym tak nieporadnie opisać czym jest szczęście (jako szczęśliwość).

Szczęście to uczucie, że się jest na dobrej drodze do tego, czego się pragnie naprawdę.

Koniec definicji!!!

Teraz tak najprościej jak można:
Ten szczęśliwy kto ma to czego naprawdę pragnie.
Ale także:
Ten szczęśliwy kto w życiu dąży do tego czego naprawdę pragnie.

Dlaczego więc to takie trudne skoro takie proste?
A dlatego, że mało kto wie czego tak naprawdę pragnie.
A nawet jeśli wie, to w ferworze życia za rzadko do tego dąży.

Większość ludzi uważa, że najważniejsze w życiu jest to, do czego dążą wszyscy inni.
Ludzie uważają za własne te pragnienia, które wydaje się atrakcyjne - bo inni będą zazdrościć lub podziwiać.
Bo wszyscy tego chcą.
A kim są wszyscy?!

Wystarczy się przyjrzeć ludziom którzy osiągnęli sukces - zazdrość i podziw - a i tak depresje, samobójstwa i dragi.
Często sami nie potrafią powiedzieć czego im brak. Bo całe dotychczasowe życie poświęcili na to, żeby zdobywać to, do czego dążą wszyscy. I tak to ich zajmowało, że nawet się nie spróbowali dowiedzieć co dla nich jest najważniejsze.

Jeśli wszyscy dookoła dążą do tego samego to wydaje się to słuszne.
Czy miliardy ludzi mogą się mylić?...
A MOGĄ!!!
Bo przecież miliardy ludzi mają co chwilę doły i depresje.

W tym sęk. Co? Sęk!
Nie wolno kierować się tym, czego chcą inni. Bo każdy może mieć odmienne pragnienia. Bo każdy jakieś ma. Każdy SWOJE! Trzeba się dokopać do naprawdę własnych pragnień.
Jak?! Mam swój sposób. Tu opisałem.

Kiedy już się zna swoje pragnienia to życie staje się proste (prostsze). Czasem nie zawsze udaje się to osiągnąć.
Ale to nic! To nie przeszkadza być szczęśliwym. Jeśli życie poświęciło się dążeniu do swoich rzeczywistych pragnień, to i tak będzie szczęśliwe. Bo nie zakłamane, nie pogubione, nie przegapione, nie zmarnowane na mało ważne rzeczy. I pełne pasji.

Człowiek który wie czego pragnie i całe życie do tego dąży - nie może być nieszczęśliwy!

Chyba, że ktoś mu nagle wszystko spieprzy. Ale jeśli nie stanie się nic złego - a człowiek żyje w harmonii swoich pragnień i dążeń - to będzie szczęśliwy.

rysunek
Ludzie nie są szczęśliwi z kilku powodów:

   Z lenistwa lub głupoty - bo nie chce im się odszukać swoich pragnień i wolą korzystać z gotowych schematów. Czyli owczym pędem dążą do tego co wszyscy. (pieniądze, kariera, mieszkanie, rodzina itp.)

   Z uległości - gdy nie potrafią się przeciwstawić oczekiwaniom bliskich lub społeczności i rezygnują ze swoich pragnień na rzecz tego, czego ktoś inny od nich oczekuje.

   Przez utratę proporcji - gdy dążąc do realizacji pragnień, zapominają o nich zajmując się bardziej osiągnięciem środków do realizacji celu.

   Z frustracji - gdy tak ich denerwują wszelkie przeszkody, że porzucają swoje pragnienia.

   Z braku wiary - gdy nie potrafią wierzyć, że osiągną to czego pragną. I świadomie rezygnują ze swoich najważniejszych pragnień.



   


          


      bok
      bok
 
   

można się nie zgodzić:

podpis:
e-mail:
treść:


podpis: niewdziosek
Efekt "pogoni za króliczkiem" dotyczy także działań czysto technicznych - inżyniersko konstruktorskich. Dążenie do zrealizowania jakiejś koncepcji to najczęściej wiele dni, czy tygodni projektowania, uruchamiania, poprawiania urządzenia, czy programu. Napędza to wszystko nadzieja, że pomysł jest dobry (co nie zawsze jest prawdą). W końcowych momentach (dniach, czy nawet godzinach), gdy wszystko zaczyna działać, nadchodzi satysfakcja (i chyba szczęście?).
Po zamknięciu etapu, który uznajemy za satysfakcjonujący (wiadomo, że udoskonalać można w nieskończoność) poziom zainteresowania sprawą szybko maleje, pozostaje drobne zadowolenie ze skutecznego zakończenia całości i zaczynamy rozglądać się za następnym celem.
Przynajmniej ja tak mam.

podpis: S.
Opisałeś doraźne dążenie do celu - ale bieżący cel niekoniecznie jest jednoznaczny z TYM celem (wyznaczonym przez pragnienia).
Więc niekoniecznie prowadzi do szczęścia.

podpis: niewdziosek
Niekoniecznie - ale przeważnie prowadzi do szczęśliwych chwil. A stan szczęśliwości chyba nie jest permanentny - składają się nań właśnie chwile, przedzielone dłuższymi okresami bezszczęsnymi, czyż nie?

podpis: S.
Za mało wymagasz od życia.

podpis: niewdziosek
Chyba masz rację.

podpis: Madzia
a można się zgodzić??:)
pozdrawiam

podpis: mrowka
Ludzie mogą być jeszcze nieszczęśliwi ze strachu przed porażką, kiedy boją się choćby spróbować zrealizować swoje marzenia.

podpis: S.
Rzeczywiście.

podpis: Robo
e-mail: robofh@wp.pl
No właśnie, to słynne "Po co łapać króliczka skoro tak przyjemnie się go goni"
No właśnie... człowiekowi się wydaje jak już człowiek ZREALIZUJE te marzenia to nic mu nie zostanie... i dlatego - nawet podświadomie - rzuca sobie kłody pod nogi - i tylko marzy... i czy to jest już szczęście?
Dla wielu tak.
I dlatego tylu ludzi chodzi sfrustrowanych, nie wiedząc, że wystarczy jedynie sięgnąć ręką... spełnić marzenia... robiąc to co naprawdę chcieliśmy... a nie to czego wymagano od nas jedynie.
Jestem bezrobotny. Ale robię kabaret. Mierny, amatorski. Czasami mnie nie stać na coś tam.
Ale jestem bardzo szczęśliwy.
Q.E.D.

podpis: aple
szczęście jest wtedy gdy osiągamy cos czego nam brakowało albo udało się to "cos" zrealizować. w sumie do tego "rodzaju szczęścia" jest potrzebna duża wiara, mimo wielkich przeciwności nie poddajemy się i gdy to osiągamy szczęście trwa o wiele wiele dłużej niż gdy byśmy mieli to od razu prawda?

podpis: olga
e-mail: kasiamu@mtvk.pl
Dla mnie szczęście nie jest związane z pragnieniami i dążeniami oraz z ich realizacją. Jest stanem umysłu tu i teraz. Można być szczęśliwym niezależnie swej życiowej sytuacji.Większość z nas jest szczęśliwa,tylko o tym nie wie. Byłam kiedyś bardzo szczęśliwa jadąc zatłoczonym autobusem. Po prostu w tamtej chwili uświadomiłam sobie,że że jestem szczęśliwa-była to kwestia mojej świadomości i stanu umysłu.
Pozdrawiam.

podpis: S.
Olga, wcale się nie nie-zgodziłaś.
Bo stan umysłu tu i teraz - będzie niezmącony niepokojem tylko w przypadku harmonii pragnień i dążeń.
I wtedy nachodzą niespodziewane przypływy szczęśliwości. Czasem wytłumaczalne, czasem nie.
Nie będzie przypływów szczęśliwości u kogoś kto jest w konflikcie ze swoimi pragnieniami. Bo będzie odczuwał niewytłumaczalny dyskomfort i niepokój - a w stanie niepokoju to się nie zdarza.

Po drugie:
Z wiekiem to jest bardziej zauważalne (podejrzewam u Ciebie wiek niezaawansowany).
W wieku dość młodym niepokój zwiazany z brakiem harmonii pragnień i dążeń bywa jeszcze niewielki (bo to dużo czasu do śmierci). Więc takie stany szczęśliwości mogą się zdarzać mimo wszystko.
Dojrzali ludzie dysharmonię odczuwają bardzo mocno. Ktoś kto czuje, że marnuje życie nie odczuje nagłego szczęścia w autobusie!

podpis: mulog
Ludzi dzieli się na: "Tych co biorą życie w swoje ręce, tych co życie bierze w swoje ręce (mają potem wymówkę że życie wzięło ich za mocno), i tych co mówią:
A co się stało??? Zapomniałeś o szczęściu które samo przychodzi bez szukania? Zapomniałeś że szczęście to tylko chwila...wiele chwil po sobie. Zapomniałeś że dlatego nazywamy je szczęściem ponieważ jest tak nikłe i mało spotykane iż wybija się z szarości emocją, biciem serca, łzami, śmiechem. Nikt nie jest szczęśliwy... za to bywa szczęśliwy.

podpis: mrowka
mulog, nie zgadzam się. Mogę o sobie powiedzieć: jestem szczęśliwa. Nie: bywam. Bywam w stanie euforii (albo i załamania czasem). Ale gdybym chciała powiedzieć, że nie jestem szczęśliwa, skłamałabym.

podpis: ten ktoś kto kocha szczęście i jego szczęście też kocha
e-mail: adakarolak@wp.pl
ty jesteś żałosny . takie teksty jako: koniec definicji to jest makabra. i w ogóle za mało tego co to jest szczęcie i niezabardzo na temat dokładny bo to co ty wyprawiasz to przechodzisz samego siebie i to jest poprostu ŻAL !!!!!!!

xD no i koniec mojego wywiadu!!!

podpis: S.
Dokładniej się definicji nie da ująć. Tu jest o wszystkim co potrzebne do szczęścia.
Ale rozumiem zaskoczenie, że tak niewiele (a tak trudno to ogarnąć). Nie mam pretensji o taką ocenę.

podpis: mrowka
Co najbardziej mnie przeraża? Że ludzie dają sobie narzucić pragnienia innych i wydaje im się, że dążą do szczęścia, a potem się dziwią, że szczęśliwi nie są. A może po prostu boją się być szczęśliwi, bo wydaje im się, że to się wiąże z jakimiś nieszczęściami? Ich strata...

podpis: N.
Mrówka - bo może czasem się wiąże. Nieszczęściem może być to, że aby zrealizować swoje największe pragnienie, musisz porzucić inne (to nie reguła, ale bywa). Albo to, że w trakcie realizacji ciągle się coś rypie. Bo jak się nie uda raz, drugi, trzeci, to jeszcze się człowiek otrzepie i brnie dalej. Ale za piętnastym albo trzydziestym podejściem jest już cholernie trudno.

Mam wrażenie, że na szczęście składa się też sposób patrzenia na świat. Jeśli świat traktuje się jak zagrożenie, to ciężko być szczęśliwym. Lepiej, jak jest wyzwaniem, z którym trzeba się zmierzyć. Bo zagrożenia przerażają i paraliżują, a wyzwania ekscytują i mobilizują.
Szczęśliwy człowiek nie boi się świata.

podpis: mrowka
ale mnie pomaga prosty bilans zysków i strat jeszcze przed snuciem konkretnego marzenia. Nigdy nie musiałam iść po trupach do celu, ani poświęcać jednych marzeń, żeby zrealizować inne. Jak mi się w trakcie realizacji coś rypie, to jeszcze bardziej chcę pokazać, że mi się uda. I z reguły się udaje. Po prostu uważam, że to nastawienie na sukces jakoś tam wymusza pozytywne rozwiązanie. W sumie jedynym problemem jest dla mnie brak cierpliwości...

podpis: N.
Mnie nie musisz do tego przekonywać - zgadzam się, że jak się wierzy w sukces, to się go prędzej czy później osiągnie. Chodzi mi tylko o to, że ten strach ludzi przed porażką, to nie jest "po prostu strach", a brak cierpliwości to nie "tylko brak cierpliwości". Są urodzeni optymiści, którym dążenie do szczęścia już na starcie przychodzi łatwiej. Pesymistom o wiele trudniej przezwyciężyć lęk.
To tak tylko, żeby się nie zapędzić w przekonanie, że szczęście to bułka z masłem.

podpis: mrowka
To jest bułka z masłem, kiedy wiesz, czego chcesz i czego poszukujesz. Kiedy dążysz do spełniania marzeń i jesteś szczęśliwa z samego faktu, że do tego dążysz, to żadnej harówki nie odbierzesz jako ciężkiej pracy.

podpis: Robo
Otóż to. Zauważyłem to chociażby w środowisku kabareciarzy - ale myślę że tak jest wszędzie. Tak naprawdę to nie pragnienie sukcesu decyduje o tym czy się go osiągnie. To KONSEKWENCJA w dążeniu do niego - czasami długim, mozolnym, czasem krótszym (jeśli szczęście dopisze) jest najważniejsza.

podpis: S.
Pragnienie sukcesu... Hmm...
Tak wydaje mi się, że mowa jest o jednym z najbardziej schematycznych pragnień. Wkodowane przez całe otoczenie pragnienie sukcesu może być jednym z większych złudzeń jakim można siebie oszukać.
Wg mnie największym problemem w osiągnieciu szczęścia jest dążenie w niewłaściwym kierunku. A wtedy męczy i samo dążenie i nawet osiągnięcie celu!
Chyba, że sukcesem jest nazwane spełnienie własnego indywidualnego pragnienia - które niekoniecznie musi być odbierane przez ogół jako sukces (a czasem nawet jako dziwactwo a nawet dewiacja).
Podejrzewam, że to co nazywane jest pesymizmem - to właśnie dążenie do czegoś, czego naprawdę się nie pragnie . Takie uwikłanie w jakiś schemat - i wtedy każda przeszkoda sygnalizuje, że coś jest nie tak... ale brak refleksji powoduje trwanie w schemacie pomimo braku radości z dążenia do celu.

podpis: mrowka
"Chyba, że sukcesem jest nazwane spełnienie własnego indywidualnego pragnienia" - tak odbierałam to, może podświadomie nawet.

podpis: rycho
szczęście jest stanem wewnętrznym, który po niewielkim treningu można w sobie wytwarzać na życzenie. tak samo jak depresje czy poczucie krzywdy, beznadziei czy każdy inny stan. Zewnętrzne czynniki są wyzwalaczami pod warunkiem, że zostaną odpowiednio skojarzone ze stanem i powtórzone (jak w klasycznym warunkowaniu). Ale same stany (np. szczęścia, radości czy smutku) są zasobami wewnętrznymi zawsze "gotowymi do działania". Przetrenowałem na sobie - pozdrawiam :)

podpis: S.
Zgadzam się prawie w całości. Chociaż bywają stany w których nie da się wytworzyć szczęścia na życzenie.
No i jeszcze aneks dość ważny - musi być spełniona moja definicja - ktoś uwikłany w realizację nieswoich pragnień nie będzie potrafił wytworzyć szczęście na życzenie.

podpis: kwiatek
Trundo jest zdefiniować szczęście, ponieważ jest czymś wyższym, a może nawet ponad wszystkim. Goethe na przykład stwierdził, że był szczęśliwy tylko kilka razy w życiu, i to przez krótki moment. To prawda, bo jest to zjawisko ulotne, efemeryczne, jak spadająca kometa. I to jest w nim najpiękniejsze, że nie trwa nieustannie. Dlatego tak go łakniemy, ponieważ nie wiemy, kiedy nadejdzie.
Spełnionie pragnienia mogą dawać jedynie zadowolenie, spokój ducha, "uczucie radości z życia", jego sensu. Tak mi się wydaje, że chyba nadużywamy pojęcia szczęście, które zasłużyło na coś więcej, jak miłość.

podpis: S.
Akurat Goethe był poetą - a poeci to zwykle ludzie częściej poszukujący cierpienia niż szczęścia - więc nie uznawał bym go za żaden autorytet! A piękne jest właśnie to, że szczęście może trwać niemal nieustannie - przerywane tylko czasem stanami gorszymi.

podpis:Włodek
e-mail:wlodzimierz.kowalik@wp.pl
Podziwiam odwagę, bezkompromisowość i prostotę.
Tatarkiewicz podchodził do tematu szczęścia jakby miał zgniłe jajo znieść. Po przeczytaniu (kiedyś w młodości) jego "O szczęściu" rzuciłem książką o ścianę. Tyle opinii, filozofów a na koniec.. no nie wiadomo co..

podpis: S.
Oj, Tatarkiewicza wystarczyły mi tylko fragmenty aby się w pełni zniechęcić do jakiejkolwiek lektury.
Trzeba by mocnych słów, żeby przekazać mój stosunek do tej książki.

podpis: Włodek
Stanisław Tym ją lubił (tak przynajmniej twierdził).
Ja jednak mam deja vu. Wg Sikory: "Szczęście to uczucie radości z życia wynikające ze zgodności pragnień i dążeń. Ten szczęśliwy kto ma to czego naprawdę pragnie. Ale także: Ten szczęśliwy kto w życiu dąży do tego czego naprawdę pragnie".
A wg Tomasza z Akwinu? To samo:"Szczęście polega na posiadaniu wszystkich dóbr [..]Dobrem jest zaś to, co upragnione". To "posiadanie" wymaga komentarza. Chodzi o rozkoszowanie się dobrem, czyli ostatni akt pragnienia przyjemności: upodobanie-pożądanie-rozkosz, czyli u Sikory "uczucie radości" z dążenia. U Tomasza szczęście całkowite jest nieosiągalne w życiu doczesnym na sposób posiadania (można posiadać tylko względne szczęście) lecz na sposób dążenia owszem (pragnienie tego dążenia jest niezależne od naszej woli, bo jest samą tej woli naturą), co dobrze odpowiada Sikorowemu "dążeniu". [zob. Tomasz z Akwinu
Traktat o szczęściu, Wydawca: Antyk - Marek Derewiecki
Rok wydania: 2008].
Nie mówiłem? Sikor to tomista in blanco.

podpis: tz
Kiedyś słyszałem jeszcze krótszą definicję :
Szczęście=subiektywne poczucie zadowolenia

podpis: S.
tz - krótka definicja ale stanowczo nieprawdziwa.
Mogę podać wiele przykładów subiektywnego zadowolenia które szczęściem nie są.

podpis:S.
Włodek - żesz normalnie dla wszystkiego znajdziesz pierwomyśl.
Zaraz wyjdzie na to, że wyważam otwarte drzwi.
hm...
Chociaż gdybym był całkiem oryginalny w tych definicjach to musiało by znaczyć, że albo jestem geniuszem albo kompletnie błądzę.
A jedno i drugie mocno by mnie zaniepokoiło.

podpis: Włodek
Najgorzej być geniuszem, który kompletnie błądzi. Przypadek beznadziejny.
Ja bym się nie bał wyważania otwartych drzwi. Moje drzwi, moja strata, niech każdy swoje otwiera.
Chodzi tylko o to, żeby trafić w światło futryny a nie w ścianę. A czy drzwi otwarte, czy nie - nie ważne. No chyba, że nie ma klamki...

podpis: Włodek
A tu moja definicja szczęścia:

"Jak u istoty rozumnej powstaje odczucie tego, że pewne rzeczy są immanentnie wartościowe?[..] Za immanentnie wartościową uważamy rzecz, która przynosi zaszczyt temu, kto ją posiada, zaś temu kto jej nie ma - pewnie wstyd. Stanowi ona przedmiot dumy, którego właściciel może w skrytości oczekiwać poklasku innych[...]
Temu kto gra [w warcaby] nie chodzi o nic oprócz samej gry; pragnie grać i jeśli się da, wygrać. Gdy wygrywa, uważa, że spłynął na niego honor i dokłada starań, by własne odczucie przerzucić na innych. Gdybyśmy byli uczciwi wobec siebie samych, stwierdzilibyśmy, że najsłodszym ze wszystkich na świecie przeżyć jest zostać pochwalonym, zaś wśród przeróżnych rodzajów pochwał nie ma słodszej niż ta, której sami sobie udzielamy, gdy dostrzegamy, że jesteśmy tym, czym warto być i mamy to, co warto mieć [...]
Prawdziwym źródłem wszystkiego, cokolwiek bezwzględnie warto, oraz motywów tego, że warto - honoru i wstydu - są swobodne stowarzyszenia. To dzięki naszym małym instytucjom - a rodzinę uważam za najważniejszą z nich, obok bractw i grup siostrzanych, kółek przyjacielskich, stowarzyszeń religijnych i klubów biesiadnych - życie nabiera znaczenia, albo raczej różnych znaczeń. Poza nimi wyzuci z celów nie jesteśmy w stanie zrobić niczego, co ma wartość - wszystkie nasze działania odnoszą się wówczas do czegoś dalszego, a w sytuacji, w której nie nie ma celu samo przez się, wszelka celowość w końcu upada. Nasze życie gubi się w kalkulacjach dotyczących tylko tego, by przetrwać chwilę obecną i móc kalkulować dalej".

podpis: S.
"Prawdziwym źródłem wszystkiego, cokolwiek bezwzględnie warto, oraz motywów tego, że warto - honoru i wstydu - są swobodne stowarzyszenia. "

Nie da się nie zgodzić.
"gówno nawet złote nie cieszy jeśli nie ma się przed kim pochwalić"
Ale i nie tylko "złotego gówna" tyczy ta sentencja. Wydaje się, że nie ma takiej rzeczy którą można by się cieszyć, jeśli nie ma się przed kim pochwalić. Niechby nawet był to ktoś wirtualny, ale niechby był.

podpis: Włodek
e-mail: wlodzimierz.kowalik@wp.pl
Pisać, czy nie pisać? Co będzie jak znowu zostanę zbanowany?
Nie wierzę w wytrenowanie szczęścia. Można sobie wytrenować nastrój, postawę i tyle. Mało wymagacie Panowie. Trenowanie zabija szczęście, bo polega na zwracaniu się do samych uczuć zamiast do przedmiotu, który je wywołuje. Znany jest fakt, że pragnienie erotyczne więdnie, kiedy zamiast do kobiety, zwracamy się ku samemu pragnieniu. Nędzny autoerotyzm wychodzi w tego. To dotyczy wszystkich uczuć. I wcale nie są wcale wyjątkiem uczucia wiążące się z docenianiem rzeczy dla niej samej, co czasem się podnosi. Smakosz ceni wino nie tylko dla przyjemności smaku (to też robi), ale również dla samego wina. Nie daje się dobrego wina ignorantowi. To jak profanacja. W tym też widać uprzedmiotowienie uczuć.

podpis: S.
Skłonny jestem polemizować. Jest coś takiego jak wytrenowanie szczęścia. Owszem, muszą być spełnione podstawowe warunki definicji.
Ale później można sobie pomagać. Wytrenować w sobie można dostrzeganie drobiazgów które wzmagają poczucie szczęścia i ignorowanie przeszkód, które nie są wystarczająco istotne.
To jest coś co opisałem w temacie "codzienność przykra czy fajna".

podpis: Włodek
e-mail: wlodzimierz.kowalik@wp.pl
"Niechby nawet był to ktoś wirtualny, ale niechby był."

No. Katolicy mają nawet na ten temat specjalny dogmat. Trójcę Świętą. Ja jestem ważny dla Ciebie, Ty dla Mnie, a On ceni Nas za to, co My robimy we Trzech.

"Ale później można sobie pomagać. Wytrenować w sobie....".

Później tak. Ale co przedtem ? Mogę trenować chwytanie, ale to co chwytam już nie zależy ode mnie. Nie można nadać znaczenia "wszystkiemu". Jeżeli wszystkiemu mogę nadawać dowolne znaczenia, to ostatecznie żadne z nich nie zostanie. Dlatego logika zabrania twierdzeń o "prawdzie wszystkich zdań", czy tworzenia "klasy wszystkich klas". Muszą być jakieś dane na "wejściu"...

podpis: S.
A przedtem trzeba wypełnić warunek podstawowy!
Odkryć czego się naprawdę pragnie i do tego dążyć. Bez tego rzeczywiście nie wiesz co łapiesz.

podpis: Włodek
e-mail: wlodzimierz.kowalik@wp.pl
A jak warunek podstawowy jest spełnialny?
Owszem, pragnie się szczęścia, ale czy można wiedzieć w czym ono jest? Ono w pewnym sensie musi być "wszystkim", żeby nie dawało się łatwo osiągnąć, ale zarazem musi być czymś osiągalnym, żeby w ogóle dawało się pragnąć.

podpis: S.
:) Widzę, że złapałeś stan czepialski - ale ok. Zobaczymy czy da się sensownie wymieniać opinie.

Nie wiem czy zaglądałeś do zakładki - jak dokopać się do swoich pragnień (link w definicji i poza połową artykułu).
Zakładając, że czytałeś - a pytasz już jak spełniać warunek podstawowy - oprócz tego, że to bardzo indywidualna sprawa, pokuszę się o takie uogólnienie: ogólnie trzeba być czujnym aby nie mylić środków z celem. Bo w ferworze życia łatwo o zapominanie o najważniejszym.

podpis: Włodek
Czytałem.
Czujnym trzeba być w harcerstwie, na posterunku - bo wróg klasowy nie śpi - i na Apelu Jasnogórskim. Pewnie się nie da wymieniać opinii sensownie, skoro mówiąc "A" a nie chce się powiedzieć "B".

podpis: Włodek
e-mail: wlodzimierz.kowalik@wp.pl
Po dogłębnem i długiem przemyśleniu tematu stwierdzam kategorycznie i egzystencjalnie, że nie da się wytrenować szczęścia. Szczęście jest albo ogółem dóbr i tego nie da się trenować - można tylko próbować osiągnąć, albo uczuciem a tego też nie da się trenować, bo uczucie ginie gdy zamiast do jego przedmiotu (wywołującego szczęście), zwracamy się ku niemu samemu. Dobrze to przedstawił Lewis w "Zaskoczonym radością". Nic dodać, nic ująć. Pomijam łamigłówki logiczne stojące za uzasadnieniem tego, ale mniemam, że w nich błędu nie zrobiłem. Naprawdę sprawdzałem.

podpis: S.
Przytoczonego Lewisa nie znam.
Ja jednak obstaję przy swoim.
Chociażby wytrenować się w unikaniu czynników blokujących szczęście (wymienionych na końcu artykułu).
Piszesz "szczęście jest ogółem dóbr" - a ja pytam jakich dóbr - pospolitych gówien, złotych gówien czy tych dóbr naprawdę pożądanych? Chociażby trening w odróżnianiu jednego od drugiego jest wart zachodu.
A fakt, że dla Ciebie to niemożliwe - to jeszcze żaden dowód.

podpis: Włodek
e-mail: wlodzimierz.kowalik@wp.pl
Lewis to autor "Opowieści z Narnii".

Teza z końca artykułu jest bez dowodu. To jest wyraz wiary w osiągniecie szczęścia. Żaden trening nie zapewnia szczęścia. Można perfekcyjnie odróżniając gówna złote od gówien pospolitych i dalej mieć, jak mawiają prości ludzie, tylko gówno.

podpis: Włodek
e-mail: wlodzimierz.kowalik@wp.pl
Inaczej mówiąc trenowanie szczęścia to typowy stoicyzm: szczęściem jest cnota, czyli to co sobie wytrenowaliśmy (jak zwał, tak zwał). Otóż stoicy nie są szczęśliwi. Jak mawiał św. Augustyn oni są tylko dzielnie nieszczęśliwi. Cnota nie nadaje się na przedmiot pragnienia całego życia. Sama analiza pojęcia już to ujawnia. Cnota to sprawność działania. Nikt nie działa dla sprawności działania. Działanie, celem działania?

podpis: S.
Zgadzam się, że przeprowadzonego dowodu brak - jest tylko przekonanie o słuszności.
Chociaż wydaje mi się, że harmonia pragnień i dążeń jest już warunkiem koniecznym i wystarczającym.
Można ewentualnie dowodzić nieprawdziwości definicji - czyli wynajdując przypadek który obali całą definicję. Ale ja takiego na razie nie znalazłem.

Znowu mamy nieprecyzyjna komunikację. Nie twierdzę, że trenowanie może zapewnić szczęście. Twierdzę, że może ułatwić - a to spora różnica.
A gówno złote czy pospolite pozostaje gównem. Ważne jest tylko dobro szczerze pożądane - a gówna mogą być jedynie środkiem do celu (a nie muszą).

Stoicy też mi nie imponują. Właśnie pasje są źródłem szczęścia a nie samodyscyplina i stoicki spokój. Pasje to emocje - czasem nawet negatywne (byłoby nieprzyzwoite gdyby wszystko się udawało bez problemów) - ale finalnie kierujące ku szczęściu.
Czy znasz człowieka z autentyczną pasją (nie tam filatelistyka albo jakieś płytkie chciejstwo) który by narzekał na swoje szczęście? Choćby nawet szło mu z licznymi przeszkodami?

podpis: Włodek
e-mail: wlodzimierz.kowalik@wp.pl
Szczęście to takie zjawisko, które znika, gdy staram się go złapać. Dlatego bezpośrednie dążenie do szczęścia jest jałowe. Szczęście dostajemy "gratis", gdy mądrze zwracamy się poza siebie np do Tajemnicy. Żeby nie było tak górnolotnie to odwołam się do prozy. Bardzo lubię tańczyć (jak podobno każdy głupi), muzykę lubię i można powiedzieć, że mnie to uszczęśliwia. Ale nigdy nie byłem nawet zadowolony idąc na zajęcia z intencją "ale będziemy szczęśliwi". Natomiast często byłem szczęśliwy pomimo (czy może dlatego właśnie), że chciałem jedynie pokonać jakąś techniczną albo mentalną trudność. Myślę, że w kabarecie doświadczyłeś tego samego.

podpis: S.
A i zgadzam się, że taka natura szczęścia, że musi nadchodzić samo - bez ustawiania ręcznego czy też samonakręcania się.

Ale z uporem udajesz, że nie rozumiesz o czym piszę. Nie byłoby to z korzyścią gdyby się spierać w pełnym zakresie?
Gdyby wynajdywać wyłomy w tezach - to i tezy by na tym skorzystały.

'Szczęście dostajemy "gratis", gdy mądrze zwracamy się poza siebie np do Tajemnicy'
Otóż czy nie można trenować mądrego zwracania się..? - i tu polemika: zwracania się do siebie. (bo Tajemnica jest ukryta w sobie a nie gdzieś poza).

podpis: Włodek
e-mail: wlodzimierz.kowalik@wp.pl
Jak mam się spierać w "pełnym zakresie", gdy się częściowo z Tobą zgadzam? Spór musi iść o pierdoły.
Tezy najogólniejsze są w zasadzie nieobalalne. Tak jest z Twoim szczęściem jako zgodnością pragnień i dążeń.
Rozumiem, że mogę trenować dążenie. Ale czy mogę trenować pragnienia? Co to znaczy "zwracać się do siebie"? Powiem jak to rozumiem (korzystam ze swojego tekstu napisanego w innym celu).

Czym jest wolność u Arystotelesa? Jest rodzajem determinacji ludzkiego działania. Zaprzeczeniem wolności jest przymus fizyczny. "Za niezależne od woli uchodzą te rzeczy, których dokonuje się bądź pod przymusem, bądź na skutek nieświadomości. Przymusowe zaś jest to, czego przyczyna tkwi poza podmiotem lub przedmiotem i jest tego rodzaju, że ten kto jest podmiotem lub przedmiotem odnośnego działania, wcale się do niego nie przyczynia" [Etyka nikomachejska 1110a].
Wolność działania zależy zatem od:
1/spontaniczności
2/naturalnego pożądania tego co właściwe
3/określonych przekonań na temat tego, co jako stosowne, jest obrane za cel działania
4/przypuszczenia co do środków nadających się do osiągnięcia celu
5/fizycznej możliwości realizacji.
Czynniki 1 i 2 odróżniają byty żyjące od nieżywych. Zapoczątkowują one wszystkie działania wolne i niewolne. Zatem nie zależą od nas, ale nas tworzą.
Czynnik 5 jest udaremniony przez przymus. W wypadku przymusu psychicznego Arystoteles mówi o działaniach mieszanych wolno-niewolnych w wypadku konfliktu między celami działania.
Właściwa od strony etycznej wolność to czynniki 3 i 4, czyli wybór CELÓW i ŚRODKÓW.
"Fałszywe przekonania co do właściwych celów czynią działania niedobrowolnymi w równie małym stopniu, jak wybór niestosownych środków. Jednak dany do osiągnięcia na sposób wolny cel, którego z natury chce działający (punkty 1 i 2) - szczęście- pozostaje niezrealizowany także wtedy, gdy on sam tego nie spostrzega, nie znając wystarczająco własnych nieurzeczywistnionych potencjalności. Decydujący jest zatem sposób determinacji. Trzeba wiedzieć jakie rodzaje determinacji sprzyjają wolności a jakie nie? Roztropność, sprawiedliwość, męstwo i umiarkowanie dysponują trwałej stabilizacji praktycznego sadzenia, utrzymywania stosownych relacji z innymi, do kontrolowania leków i pożądań, roztropność.
SENS CNÓT POLEGA ZATEM NA TYM, ŻE OGRANICZAJĄ ONE SPEKTRUM MOŻLIWYCH SPOSOBÓW DZIAŁANIA TAK ABY ZWIĘKSZYĆ INDYWIDUALNĄ WOLNOŚĆ.
Jak widać u Stagiryty nie ma niczego, co my dziś nazywamy "wolnością woli".
Św. Tomasz zaostrza jeszcze analizę arystotelesowską. W naturalnych koniecznościach natury jestem obecny nieporównanie intensywniej nie w tym, co sam wybrałem, jako że nigdy nie mogę siebie samego związać z tą sama intensywnością - chyba że to, co wybrane, byłoby Bogiem. Dlatego dla Tomasza uznanie, iż Bóg porusza wolę człowieka (w rozumieniu Arystotelesa nie naszym) i jest w tym względzie bardziej w człowieku niż człowiek w sobie, nie prowadzi do sprzeczności z uznaniem wolności człowieka.
"Jak poznanie naturalne zawsze jest prawdziwe, tak miłość naturalna zawsze jest praworządna; wszak miłość naturalna jest skłonnością natury wszczepioną w nią przez Stwórcę natury. Zatem mówić, że skłonność naturalna nie jest praworządna, znaczy tyle, co ubliżać Stwórcy natury" Summa Theologica I, 60,1,ad 3).
"Istotniejsza dla człowieka jest natura, choćby nawet łaska miała być wyższej miary" (Super libros Sententiarum IV, 31,1,3).
"Przed moralnością jest natura" (Q. d. de correctione fraterrna1, ad2)
"Grzech jest nieporządkiem duszy, podobnie jak choroba jest nieporządkiem ciała" (Q.d. de Malo, 7,1)

Tyle, mniej więcej, mogę powiedzieć o trenowaniu mądrego zwracania się do siebie.

podpis: S.
No pewnie!!
I mam to rozumieć???... Przegrzało mnie.

podpis: Włodek
...bo masz niewydajny układ chłodzenia...

podpis: saszin
mozna sie z tym zgodzic:P

podpis: rzyczliwy
Wróćmy zatem do źródeł. Szczęście nie wynika ze zgodności pragnień i dążeń. Szczęście wynika ze świadomości niemożności osiągnięcia zgodności pragnień i dążeń. Wynika ze świadomości, że JESTEM. NIE MUSZĘ, a chcę zgadzać swoje pragnienia ze swoimi dążeniami. Nic nie muszę. CHCĘ! To, że jestem - wystarczy - żeby się cieszyć. To, że zgłębię wszystkie nauki św. Tomasza z Akwinu, nie wystarczy by być szczęśliwym. Pomaga tylko zyskać quaziintelektualną przewagę nad interlokutorem. Nie przybliża, a pokazuje: JESTEM WIELKI... I to jest gówniane dążenie do zgodności pragnień i dążeń:).

podpis: S.
Stan CHCĘ występuje samoczynnie w przypadku pragnień. Ewentualne MUSZĘ może wystąpić kiedy pragnienia są źle odczytane lub dążenie jest przekombinowane.
Wypada mi się trochę zgodzić - ale nie uznam rozwiązania sprawy szczęścia w JESTEM. Za mało - co liczne przykłady potwierdzą.
Nie ma gównianego dążenia do zgodności pragnień i dążeń - są gówniano odczytane pragnienia lub gówniano realizowane dążenia.
A kwestia zgodności jest indywidualna w każdym przypadku.

podpis: Włodek
To, że zgłębię wszystkie nauki św. Tomasza z Akwinu, ewidentnie pomaga mi w odczytaniu owego stanu "CHCĘ", który decyduje o szczęściu, a który wedle Sikory i Tomasza z Akwinu występuje zupełnie "samoczynnie". Bo to nie ja tworzę swoją wolę, tylko wola tworzy mnie. Wola to intelektualne pożądanie (definicja tomaszowa), właśnie owo sikorowe "CHCĘ". Odczuwam ją i identyfikuję, tylko i wyłącznie dzięki akcji uczuć we mnie (uczucia=pożądanie zmysłowe), jako pewne pragnienie, czyli gotową i zastaną tęsknotę. "Ewentualne MUSZĘ może wystąpić kiedy pragnienia są źle odczytane lub dążenie jest przekombinowane". - PRAWDA
"nie uznam rozwiązania sprawy szczęścia w JESTEM. Za mało - co liczne przykłady potwierdzą" - PRAWDA.
"Nie ma gównianego dążenia do zgodności pragnień i dążeń - są gówniano odczytane pragnienia lub gówniano realizowane dążenia" - PRAWDA.
"A kwestia zgodności jest indywidualna w każdym przypadku" - PRAWDA.
Najwyraźniej Władkowi zaskoczył system chłodzenia.

podpis: Artur Mandas
e-mail:: artur.mandas@gmail.com
Zgadzam się. Mój punkt widzenia na zagadnienie szczęścia opisałem w powieści "Człowiek z sercem w oku" (szukam wydawcy i pomocy w wydaniu, zainteresowanym udostępniam manuskrypt za darmo):

„Człowiek z sercem w oku” to prześmiewcza krytyka typowo polskiego pesymizmu. „Człowiek z sercem w oku” to historia człowieka, u którego rozpoznano niezwykle rzadką chorobę psychiczną: szczęście urojone. Bohater powieści wiedzie żałosne, pełne cierpień życie. Na przekór przeciwnościom losu uparcie uważa się za szczęśliwego człowieka, co w efekcie niefortunnych zdarzeń kończy się jego pobytem w szpitalu psychiatrycznym. Dysonans pomiędzy doznanymi traumami a przekonaniem o własnym szczęściu powoduje, iż lekarze diagnozują u bohatera psychozę szczęściową. Protagonista zostaje poddany licznym absurdalnym terapiom, które mają na celu stabilizację jego samopoczucia na poziomie "zdroworozsądkowego pesymizmu psychologicznego".

Pozdrawiam,
Artur

podpis: Improwizacja Zamyślonego
e-mail:: profunek@gmail.com
Moim zdaniem szczęście opiera się w bardzo dużym stopniu na wolności. Mam tu na myśli niezależność czyli warunki np. finansowe, społeczne umożliwiające nam radość z życia pod postacią własnych fascynacji. Świat wokół nas opiera się na zabawie, którą ciężko zdefiniować tak ażeby każdy był zadowolony, dlatego w teorii jest coś wyżej tzn. dobro. Jeżeli mamy pasje odpowiadające temu ażeby nie wywoływać agresji (manipulacji, kłamstw itd..) wobec innych a raczej dzielić się z nimi czymś wtedy możemy być świadomie szczęśliwi, mówię o stanie stałym a nie emocjami wahającymi się z góry na dół.

podpis: S.
Wolność na pewno ułatwia bycie szczęśliwym - chociaż szczęścia nie zapewnia.
Z tym dobrem bym nie przesadzał - trochę to zbyt patetyczne. Najczęściej to prawda, ale bywają przypadki w których się nie sprawdza. Pragnienia, pasje bywają różne.

podpis: Epikur
e-mail:: drenek1@o2.pl
Chamstwo innomyślące nie dopuszcza do szczęścia
Wszystkie posady latami zajęte
To gdzie tu zarobić ?
Bez pieniędzy możesz być tylko w dupę kopany

podpis: IZ
"Bez pieniędzy możesz być tylko w dupę kopany"
Podoba mi się ten tekst, niestety takie są realia :(

podpis: S.
Oho! Arystokracja wśród frazesów.
Zbiera mi się na westchnięcie.

podpis: kawi
Chyba, że ktoś mu nagle wszystko spieprzy...
niestety w ten sposób gorsze toruje sobie drogę...

podpis: Etuard_Tomson
Nie znam nikogo, kto może o sobie powiedzieć, że jest permanentnie szczęśliwy. Szczęście jest chwilowym odczuciem, które najczęściej osiągamy podczas "łapania króliczka", a także gdy już trzymamy go za nogi. (albo jajka... -każdy ma innego króliczka). Według mojej definicji, i w nawiązaniu do powyższego, szczęście jest stanem umysłu, w którym jest on całkowicie wolny od trosk i pragnień. I nic więcej. Oczywiście można skalować miarę szczęścia. Ja mówię o 100%, gdy słońce bez barier rozświetla nasze wnętrze, kiedy czujemy się szaleńcami, ale kochamy to uczucie. I podsycamy je w sobie. Bo, jak napisałem wcześniej, jest ulotne i rzuca na nas urok...

podpis: ILONA
ja moge powiedziec ze szczesliwa raczej rzadko bywam bo rzeczywiscie nie wiem czego chce, nie wiem do czego daze boje sie byc szczesliwa nnie umiem bo chce kokosow tzn tego co niemozliwe.

podpis: Ania
Przeczytałam kiedyś coś co utkwiło mi w głowie…

Nie robi się czegoś, aby być współczującym. Współczującym się jest i stąd postępuje się w określony sposób. W prawidłowym porządku rzeczy nie robi się czegoś, aby być szczęśliwym – szczęśliwym się jest i stąd postępuje się w określony sposób.
„[ludzie] uważają bowiem, że jeśli będą “mieli" coś (więcej czasu, pieniędzy, miłości – czegokolwiek), to wreszcie będą mogli coś “zrobić" (napisać książkę, oddać się swej pasji, wyjechać na wakacje, kupić dom, związać się z kimś), co z kolei pozwoli im “być" (na przykład, szczęśliwym, zakochanym, zadowolonym).”
„Najpierw “jesteś" – “szczęśliwy", “mądry", “miłosierny" czy inny – następnie zaczynasz “robić" rzeczy w oparciu o to poczucie – i wkrótce przekonujesz się, że twoje postępowanie przynosi ci to, co zawsze chciałeś “mieć".

podpis: S.
Aj. Nie zgodzę się, że nie można zrobić nic dla swojego szczęścia.
Można! I to sporo.
To zbyt bierne podejście - będę szczęśliwym gdy będę. Wszystko poza moją wolą.
Przeciwnie - wszystko jest w mojej mocy. Byle tylko nie zbłądzić.

podpis: gadula
e-mail: carlawien@onet.eu
każdy może byc szczęśliwy jezeli dąży do swych marzen i pragnień ale nie za wszelka cenę, ja jestem szczęśliwa mam prace poczucie bezpieczeństwa choć nie zawsze tak bywało, ale od pewnego czasu myśle nad każdym dniem aby go przeżyc jak najlepiej nie ogladajac sie co robia inni bo nie od nich zależy moje szczęście ode mnie samej jak to moje szczęście wygląda i tak trzymam, rodzina tak znajomi tez i owszem ale moje szczęście tu i teraz
 
podpis: Gabriel
e-mail: Gabriel@wp.pl
Podana definicja szczęścia jest złudna i nieprawdziwa. Piszesz, że szczęście to przekonanie. Przekonanie jest iluzją wiedzy. Porównam to do podstawówki. Klasa 1 to liczenie. Proste np. dodawanie. Taki uczeń stworzy sobie proste definicje dodawania. Ale gdyby mu powiedzieć że istnieją skomplikowane procesy matematyczne ze szkoły wyższej to nie zrozumie nic. Twoja definicja szczęścia jest ( tak dla zobrazowania ) na poziomie klasy 2 ( na 11 możliwych - bo tyle jest na drodze rozwoju ). Prawdziwą definicję szczęścia podajesz niżej - i nawet nie ma tego w Twojej świadomości - ale ocierasz się o rzeczywistą \"definicję\". To zdanie to \"Ten szczęśliwy kto w życiu dąży do tego czego naprawdę pragnie.\" Prawdziwą definicję szczęścia znalazłem u jednego z genialnych nauczycieli rozwoju i zdefiniował ją tak: \"to działanie na takich wibracjach w życiu ( na poziomie fizycznym ) , które są zgodne z Twoimi indywidualnymi wibracjami ( na poziomie duchowym ) i ta synchronizacja powoduje że otrzymujemy taki stopień wsparcia dzięki tym wibracjom, który sprawia że wszystko w Twoim życiu pomaga Ci i działa dla Ciebie. Grzegorz Cieślik - HolisticMind \". Ta definicja gdy się zastanowić jest genialnym opisem procesu jaki zachodzi na drodze w szczęściu. Polecam jego wiedzę i nauke. Warto. Pozdrawiam
 
podpis: S.
e-mail: ...
Wcześniej też próbowałem definiować szczęście bardziej obiektywnie (trochę podobnie do przytoczonej definicji). Ale uznałem, że szczęście jest pojęciem subiektywnym. Stan szczęśliwości to subiektywne uczucie a nie obiektywna zgodność.
Nawet będąc na dobrej drodze do realizacji pragnień - bez wiary/przekonania o tym - nie odczuwa się szczęścia.
I szczęście również można odczuwać będąc pełnym wiary w zgodność swoich dążeń i pragnień - nawet jeśli obiektywnie tej zgodności brak. (chociaż w tym wypadku rozczarowanie jest niemal pewne - a więc i nieszczęśliwość czyha)
Trwałe szczęście jest więc związane z obiektywną zgodnością - tu się pewnie zgodzimy.
Jednak definicja powinna obejmować również stany krótkotrwałe. I tu definicja o charakterze obiektywnym się łamie.
P.S. Zmieniłem pojęcie Przekonanie na Uczucie. Faktycznie pojęcie Przekonanie może sugerować iluzję wiedzy (osadzoną w ego), a mi chodziło o Uczucie.
 
podpis: Oczkol
e-mail: brak@o2.pl
\"Ten szczęśliwy kto ma to czego naprawdę pragnie.\"
Wydaje mi się, że rzeczywiście szczęście jest ściśle powiązane z posiadaniem. Każdy człowiek ma zestaw potrzeb podstawowych. Dobrze je skategoryzował Masłov, tworząc swoją piramidę potrzeb. Zgadzam się z tym, że zaspokajanie tych potrzeb jest impulsem naszych działań. Jeżeli uda nam się je zaspokoić i zapewnić taki stan w dłuższym okresie czasu, stajemy się ludźmi wolnymi. Jesteśmy wolni psychicznie, wyzwoleni z różnego rodzaju trosk i niepokoju. Jesteśmy też wolni fizycznie, nie skrępowani przez nikogo, nie zmuszani do niczego - zapokajamy swoje potrzeby w dużej mierze wg własnego uznania. Stan, w którym mamy zaspokojone nasze potrzeby można nazwać szczęściem, choć tak na dobrą sprawę, jest on tylko idealnym środowiskiem do osiągania czystego i właściwego szczęścia, którego wyrazem jest wewnętrzna, rozpierająca nasze ciało euforia i zewnętrzny uśmiech.
Częstym problemem ludzi jest to, że nie potrafią docenić tego co mają, ciągle im się wydaje, że mają za mało. Ciągle wynajdują kogoś kto ma \"więcej\" i \"lepiej\" i dążą do osiągnięcia tego samego. Popadają w błędne koło, próbując ciągle zaspokoić potrzeby, które w rzeczywistości są już zaspokojone. Ich umysł nigdy nie będzie wolny. Popadają w depresję, chorobę cywilizacyjną współczesnych czasów.
Ważne jest, by zaspokajanie kolejnych potrzeb nie hamowało utrzymania realizacji poprzednich. Nie może nas to nadmiernie absorbować, bo choć ostatecznie osiągnięcie celu mogłoby rzeczywiście dać nam szczęście, okazuje się, że zaniedbaliśmy inne potrzeby, które teraz znowu są niezaspokojone. Samo poczucie, że dążymy do tego, czego rzeczywiście potrzebujemy, nie da nam więc szczęścia, jeżeli wymaga zbyt dużego wysiłku.
Jak dla mnie, to próba wyjaśnienia, w jaki sposób można zapewnić sobie szczęście jest bezcelowa. To jest zbyt skomplikowane i napewno nie sprowadza się do stwierdzenia, że \"Szczęście to uczucie, że się jest na dobrej drodze do tego, czego się pragnie naprawdę.\"
 
podpis: zofik
e-mail: durney@interia.pl
ja się zupełnie nie zgadzam :)
bzdury piszesz. ktoś dazy do czego czego pragnie ale jest nieszczęśliwy. no i co ty na to?
 
podpis: zofik
e-mail: durney@interia.pl
\"Szczęście to uczucie, że się jest na dobrej drodze do tego, czego się pragnie naprawdę.\"
ktoś czuje ze jest na dobrej drodze do celu, ale ma jeszcze wiele gor przed sobą i nie wie czy przezyje i dotrze do celu. Nie jest szczęśliwy.
bzdry piszesz kolego.
Napisz do mnie to ci napsize czym jest szczęście :D
pozdrawiam
 
podpis: S.
e-mail: ...
Może bzdury, a może jednak nie.
Jeśli nie jesteś szczęśliwy dążąc do swojego celu - to powiem Ci: zmień cel. Jeszcze raz się zastanów czego naprawdę chcesz.
Bo widocznie dążysz do celu niewłaściwego.
 
podpis: S.
e-mail: ...
Albo zmień drogę - bo może cel właściwy, ale droga źle obrana.
 
podpis: Larwa
e-mail: larwik@wp.pl
Czym jest szczęście? Jak widać z powyższego trudno o jednoznaczną definicję;)

Słusznie Oczkol wspomniał o podstawowych potrzebach, bez których trudno pomyśleć o byciu szczęśliwym i gdyby ktoś dziś spotkał żebraka z pod mostu, który mówi, że tak wybrał i jest szczęśliwy bo wszystko czego potrzebuje to po prostu BYĆ, to nasz umysł natychmiast go oceni: biedny głupek - tylko po to, żeby, w świetle obowiązujących kanonów społecznych a tym samym i naszych, umotywować naszą ciężką pracę, starania o większy dom, lepsze auto, bielsze zęby, lepszy występ... (każdy ma swoją listę (nie)szczęść). Ale z drugiej strony, czy to aby nie nasze pragnienia są źródłem nieszczęścia? To już rozterka dla producenta pragnień - umysłu bo przecież od małego i ze wszystkich stron, byliśmy warunkowani schematem, że trzeba w życiu osiągnąć sukces a pieniądze to szczęście. A czym jest sukces? Dobra praca, wysoki status społeczny, tytuły i nagrody, uznanie itd itp. No więc pragniemy to mieć. A kiedy tego nie możemy zdobyć to... jesteśmy nieszczęśliwi.

Czyżby brak pragnień był szczęściem?;)
 
podpis: Włodek
e-mail: wlodzimierz.kowalik@wp.pl
Sikor podał dobrą definicję szczęścia. Zresztą klasyczną: działanie zgodnie ze swoją (niepowierzchownie rozumianą) naturą.
 
podpis: Agata P.
e-mail: agatka_15@interia.pl
Szczęście- niby z pozoru prosta sprawa, a trudna do zdefiniowania …  Każdy tak naprawdę odczuwa je na swój własny sposób;  dla każdego ma inne znaczenie, sens  …
Czasem bywa ono ulotne- jak dmuchawiec trącony silnym porywem wiatru. Czasem jest abstrakcją…
Zatem czym jest szczęście?
Może promieniami słońca przebijającymi się przez aleję usychających, jesiennych liści?
Może błękitną tonią jeziora, w której odbijają się wierzchołki jeszcze niezdobytych gór?
Może muśnięciem mroźnego powietrza ? (…)