główna binaria przeszłość teraz teoria kabaretu publicystyka porady dla początkujących prywatnie filozofijki linki

ramka
 
DEFINIOWANIE OCZYWISTOŚCI:
   Definicja szczęścia
   Definicja miłości
   Definicja życia
   Wiara i nadzieja
   Definicja głupoty
   Przyjaźń
   Definiowanie wolności

FAŁSZYWE STEREOTYPY:
   Naiwność
   Naiwność z ograniczonym zaufaniem
   Znieczulica
   Pierwsza wymówka
   Różnorodność i tolerancja
   Narcyzm szczęśliwy
   Pozytywne strony negatywnych uczuć
   Rywalizacja
   Pieprzeni humaniści
   Na cholerę Zło
   Nic lepszego od demokracji?
   Filozofia, logika i inne

ŚWIATOPOGLĄDOWO:
   Życie po życiu
   Sens życia
   O raju
   Śmierć dobra albo zła
   I powstał Bóg
   Samobójstwo
   Wojna
   W sprawie aborcji
   O grzechu
   Grzech pierworodny

WIELKIE MAŁE PROBLEMY:
   Starzenie się
   Poczucie krzywdy
   Sprawiedliwość w stosunku 1/2
   Asertywność a wykorzystywanie
   Skuteczne przepraszanie
   Tak się nie chce!
   Motory napędowe
   Jak lubić siebie
   Codzienność przykra czy fajna
   Recepta na sukces?
   Recepta na porażkę
   Poznać swoje pragnienia
   Miłość nieszczęśliwa
   Rozkochiwanie
   Urabianie faceta
   Urabianie kobiety

   
 
   

POCZUCIE KRZYWDY, PRZYJACIELE I WYBACZANIE

Podobno wybaczanie jest cnotą chrześcijańską. A mi tam to tego nie trzeba chrześcijaństwa - wystarczy tylko parę zwojów mózgowych.

Nie czepiam się chrześcijaństwa, a skąd! Bardzo dobrze, że tego uczy. Ale szkoda, że się tego nie tłumaczy w sposób pragmatyczny tylko tak bardzo cnotliwie-górnolotny.

Wybaczać trzeba w swoim interesie a niekoniecznie z pobudek wyższych.
Ci, którzy lubicie być egoistami, sukinsynami - nie dajcie sobie zabrać wybaczania, to bardzo opłacalne zagranie.

Poczucie krzywdy jest destrukcyjne. Jeśli dopuści się do siebie poczucie krzywdy - to osłabia aktywność, optymizm, jasność widzenia. Człowiek owładnięty poczuciem krzywdy nie jest w stanie realizować swoich planów. Poczucie krzywdy zabiera większość myśli. Choćby krzywda była zupełnie z innej parafii to zmąci każdą dziedzinę aktywności.
Tak długo człowiek się będzie zadręczał poczuciem krzywdy dopóki się go nie pozbędzie.

Mądrzy ludzie powiadają: „nie poświęcaj ani jednej myśli komuś, kogo nie lubisz”.
Bardzo słusznie!
Poczucie krzywdy nie pozwala o niej zapomnieć. Z tego uwolnić może albo zemsta, albo wybaczenie (lub przynajmniej zapomnienie komuś).
Zemsta jest niepragmatyczna bo może wywołać eskalację krzywd. A do tego wymaga środków i możliwości. I nie zawsze istnieje pewność, że krzywda była rzeczywista (a to już aspekt moralny).
Wybaczenie jest dużo prostsze od strony technicznej - choć nie zawsze psychologicznej. Ale jeśli jest tylko możliwe - to warto.

Jest jeszcze trzecia droga - dla dojrzałych osobowości - znaleźć wytłumaczenie dla osoby której przydarzyło się skrzywdzić.
Bo takie wytłumaczenia bywają prawdziwe. Może zły dzień, może nieporozumienie, może trauma z przeszłości, może fałszywe podszepty, może próba zwrócenia na siebie uwagi, a może samemu się niechcący sprowokowało tą krzywdę...
I jak się zrozumie, że to nie wina tego który skrzywdził - to można przestać się tym zadręczać.

Niezależnie jakim sposobem można się pozbyć poczucia krzywdy - trzeba to zrobić dla samego siebie! Od razu wszystko wróci do właściwych proporcji, będzie można zająć się tym co naprawdę ważne.

Są ludzie, którzy robią kariery towarzyskie i koleżeńskie na wczuwaniu się w krzywdę bliźnich. Owija się taki wokół ofiary i sączy cały czas jak to rozumie, jak to współczuje, jak mu się w głowie nie mieści ta niesprawiedliwość...
Ofiara niczego nie podejrzewając wsłuchuje się w przyjazne przecież słowa - i wydaje się jej, że oto ma wsparcie i zrozumienie. A prawda jest okrutna - ofiara odarta z sił zostaje uwięziona w kokonie współczucia.

Nie twierdzę, że te kariery robione są świadomie. Ot, tak w prostych emocjach ktoś może rozumieć wsparcie dla drugiej osoby. Zwykle przyjaciele i koledzy też postąpią tak w naturalnym odruchu. Ofiara się nie będzie przed tym bronić, bo to przecież wyraz solidarności - a tego właśnie potrzebuje w obliczu krzywdy. Ale okazywanie solidarności w oburzeniu dłużej i bardziej niż to konieczne jest działaniem destrukcyjnym - bo umacnia poczucie krzywdy.

Wiem, że dla przyjaciela może być trudne, aby delikatnie naprowadzić ofiarę krzywdy (rzeczywistej lub subiektywnej) na myśl o wybaczeniu lub zrozumieniu. Łatwiej połączyć się w oburzeniu i współczuciu.
Ale mam apel do wszystkich, którzy uważają się za prawdziwych przyjaciół. Kiedy już będzie można, to pomóżcie spojrzeć na krzywdę inaczej - to wymaga cierpliwości, delikatności, wysiłku i może być czasem źle zrozumiane - ale to w końcu dla przyjaciół.




   
 
   
można się nie zgodzić:

podpis:
e-mail:
treść:


podpis: Robo
e-mail: robofh@wp.pl
Zgadza się, można spojrzeć na krzywdę w zupełnie inny sposób.
Ale co, jeśli krzywdzący jest osobą, która krzywdą innych się karmi, taką krzywdą żyje i to właśnie "po skrzywdzonych trupach" robi swoją karierę?
Takiej osobie też należy wybaczyć, nie dbając o to, że takie wybaczenie tą osobę ani ziębi ani parzy, że gdyby wiedziała iż jej krzywdę wybaczono, jedynie by się uśmiechnęła bo "OK, jednego wroga mniej"?
Kiedyś wierzyłem, że w przyrodzie nic nie ginie, że wszystko, każdy dobry i zły uczynek jaki popełniamy w życiu prędzej czy później w ten czy inny sposób powróci do nas - zło się obróci na naszą niekorzyść, dobro na korzyść (może dziwną i okrężną drogą, ale tak się stanie). A tutaj widzę rzeczywistość. I widzę że ci którzy ranią innych mają się świetnie i prosperują.
I widzę jak dobroć i wybaczenie jest bezlitośnie wykorzystywane.
I jak to wszystko ze sobą pogodzić?

podpis: S.
e-mail: cepelin@aster.pl
Sam piszesz, że takiemu wszystko jedno - więc wybaczając nie robisz przysługi jemu - a przysługę masz robić sobie.
Natomiast wybaczenie nie jest równoznaczne z wyczyszczeniem konta, zapomnieniem i ponownym narażaniem się na nowe krzywdy. Pamiętać trzeba, ale po co się zapamiętywać...
W przypadku o jakim piszesz trzeba się skutecznie odgrodzić od takiej osoby.
I o ile się da ostrzec inne potencjalne ofiary.
A co do wracającego dobra i zła - też myślę, że wprost się nie przekłada. Chociaż istnieje jakiś rodzaj sprawiedliwości - bo chociaż takie typy faktycznie potrafią się świetnie czuć i prosperować to jakoś bardzo bym nie chciał się zamienić na taki rodzaj "zadowolenia z życia" - widzę dużą różnicę (chociaż takie typy pewnie nie - no i to też jest ta różnica).
Ja traktuję ich jak deszcz ze śniegiem - nieprzyjemne, ale się czasem zdarza i najlepiej jak najmniej o nich myśleć i się z nimi spotykać. Amen.

podpis: emi
e-mail: emilia1.86@o2.pl
Piękne słowa... Gorąco polecam lekturke do przeczytania. "Ludzie toksyczni". A ten co Cie zatruwa nie koniecznie jest zły poprostu jest inny, ma takie cechy ktore Cie niszcza i byc moze Ty tez tak dzialasz na niego, dlatego wazne jest aby zawsze mysleć o drugim człowieku pozytywnie... I czasem zastanowić sie co on chciał przez to powiedzieć to działa!

podpis: Robo
Działa różnie. Często mi się zdarzyło być świadkiem kłótni w której rozumiałem racje obu stron - to po prostu okropne, bo zwykle można wziąć tylko jedną stronę. Dwie osoby krzywdzą się, ja rozumiem obie, zaś one same siebie nie są w stanie. A pośrednictwo zwykle działa tak, że wina spada ostatecznie na pośredniczącego...

podpis: S.
Robo - to prawie się nie zdarza, żeby tylko jedna strona była winna. Osoby postronne zwykle dostrzegają to bez trudności.

podpis: Robo
W takim razie prawdziwą sztuką jest - będąc stroną w sporze - umieć spojrzeć na to obiektywnie, z punktu widzenia hipotetycznej osoby postronnej. Często niemożliwe, bo zaślepiają nas nasze własne emocje, zagłuszające rozsądek. Właśnie, jak zrozumieć i wybaczyć, kiedy emocje się walą na nas z siłą wodospadu?

podpis: S.
Łatwo nie jest, a właściwie nie wiem czy możliwe zanim opadną emocje.
Jedyne co można to unikać nieodwracalnych ruchów w emocjach. Żeby dało się naprawić kiedy rozum wróci.

podpis: "dojrzala osobowosc" (?)
Mam taka duza wade:z latwoscia przychodzi mi znajdywanie wytlumaczenia dla negatywnych zachowan innych ludzi. Z tego co tutaj przeczytalam powinnam to uwazac za swoja duza zalete, ale tak nie jest. Umiejetnosc usprawiedliwiania innych i szybkiego zapominania krzywd bardzo pomaga w byciu optymistka i w ogole w byciu osoba szczesliwa, istnieja jednak pewne granice.
Wyobrazcie sobie, ze jestescie z kims bardzo blisko w sensie emocjonalnym (nie fizycznie ze wzgledow obiektywnych). To jest ktos taki, kto o Was dba, spedza codziennie duzo czasu piszac do Was listy, rozmawiajac z Wami, zasypuje milymi smsami... jest lepszy od czekolady i slonca... Daje poczucie wyjatkowosci itd. Nagle po ponad trzech latach takiej prawie czas idyliczno-romantycznej sytuacji odkrywacie, ze ten ktos probuje podczas Waszych niezbyt czestych, ale niewiarygodnie milych spotkan, podawac Wam bez Waszej wiedzy narkotyki...Pedzicie odrazu na policje? To sie wydaje takie oczywiste, ze powinno sie tak zrobic, bo przeciez On moze robic krzywde nie tylko Wam, ale tez wielu innym ludziom. Mozliwe, ze jest wiecej takich osob, ktorym poswieca wiele godzin dziennie przywiazujac je do siebie, moze na tym wlasnie polega jego \"praca\"? Moze wszystko co robil i mowil poswiecajac Wam swoj czas bylo klamstwem?
Kiedy patrze na to obiektywnie, rozwiazanie jest takie proste, ale jesli chodzi o emocje jestem zupelnie skolowana... Musze szybko podjac decyzje, a za kazdym razem gdy mysle, zeby wybrac telefon policji chce mi sie plakac i zupelnie trace zdolnosc logicznego myslenia.

podpis: S.
I tak uważam, że należy tłumaczyć innych przed sobą. Chociaż w tym przypadku trudno o jakieś sensowne wytłumaczenie. Myślę, że jeśli znajdzie się chociaż jeden powód takiego zachowania który nie jest negatywny to należy najpierw pomyśleć przez zawiadomieniem policji. Chociaż ja jakoś go nie widzę. Z każdej strony wygląda to źle.
Nawet jeśli to nie praca to i tak człowiek jest niebezpieczny.
Wybaczyć można i należy bo człowiek jest albo chory albo skrajnie cyniczny - co tak czy inaczej jest kalectwem.
Ale razem z wybaczeniem powinno pójść przeciwdziałanie ewentualnym skutkom jego działalności. I wybaczenie pozwoli się nie rozpłakać wykręcając numer policji.

podpis: "dojrzala osobowosc" (?)
Dziekuje za komentarz. Zgadzam sie ze wszystkim co w nim napisane.
Wczoraj w nocy zadzwonilam na policje i wytlumaczylam swoja sytuacje. Pani, ktora ze mna rozmawiala przejela sie moja sprawa i poradzila mi zebym zglosila sie na posterunek w ciagu dnia i porozmawiala z policjantami, ktorzy zajmuja sie sprawami narkotykow. Pojechalam tam dzisiaj. Policjant, ktory przyjmowal w okienku przy wejsciu na posterunek, w zasadzie juz po pierwszym moim zdaniu, powiedzial mi, ze policja w tej sprawie nic nie moze zrobic, bo same moje opisy tego jak sie czulam w trakcie spotkania i po nie sa zadna podstawa do tego zeby zaczac postepowanie... Nawet nie wiadomo do konca jak to bylo mi podane, czy w herbacie, gumie do zucia, czekoladkach, wodzie...
Nie dziwie sie, ze policja tak do tego podeszla. W sumie kazdy tak moglby sobie wejsc z ulicy i powiedziec, ze podano mu kilka dni temu narkotyki bez jego zgody...
Czulam sie nieswojo i troche idiotycznie. Wiedzialam, ze jestem malo przekonujaca i jakos nie chcialam byc bardziej. Chyba podczas tej pierwszej rozmowy telefonicznej z policja wyplynely wszystkie moje zale. Potem juz nie mialam w ogole ochoty o tym mowic.
Poradzili mi zebym po prostu przestala sie z nim kontaktowac.

podpis: elvie
e-mail: elvie1111@gmail.com
Witam w moim przypadku sytuacja wygląda inaczej to ja jestem osobą skrzywdzoną przez ludzi i nigdy nie uwierzę w to, że oni mogą mieć jakiekolwiek wyrzuty lub skrupuły z tego powodu. To ja zostałam porzucona zraniona oszukana i pozostawiona sama sobie i to nikt inny tylko ja nie mogę sobie dać z tym rady, wciąż myślę i pytam dlaczego, czym sobie na to zasłużyłam. Może w skrócie jeden był zemną 10 lat i przestraszył się ślubu a taki był kuźwa zakochany ale fakt moja wina po cholerę chciałam ślubu. A drugi pseudo przyjaciel płakał razem ze mną kiedy ten pierwszy uciekł. Płakał pocieszał obiecywał, że zawsze mi pomoże nie zawiedzie by po kilku dniach stwierdzić że coś jest zemną nie tak, że nie dałam mu szansy, że on tak nie może i odchodzi po poznał inną. Wtedy kiedy potrzebowałam najbardziej tej pomocy i wsparcia drugiego człowieka, przyjaciel wypiął się na mnie.
Zostałam sama ze sobą i ze swoimi problemami. "Dzięki" tym osobom nigdy już nie uwierzę w żadne miłości przyjaźnie i szczerze mówiąc boję sie teraz ludzi.Uciekam od znajomości, poco ufać? by ktoś znowu mnie skrzywdził? Nie chce juz cierpieć.
A przebaczyć? Hmm czy można wybaczyć to, że ktoś zniszczył mi życie???? Plany marzenia nadzieje o rodzinie, dzieciach,- wszystko poszło sie..... Sory ale tego nie da się wybaczyć. Nikt nie zwróci mi ani czasu który poświęciłam tej osobie ani zdrowia które straciłam tolerując różne jego zachowania, ani uczuć bo jednak szczerze kochałam tego człowieka a on zniszczył mnie zapewne z wielką miłością!!!. A przyjaźń? nie istnieje, jesteś komuś potrzebna/y masz tzw przyjaciół i tylko w to uwierz a szybko się przekonasz empirycznie na własnym grzbiecie ile to wszystko jest warte. Pozdrawiam

podpis: S. Będę się nie zgadzał - to chyba Cię nie zdziwi.
W Twoim przypadku sytuacja nie wygląda inaczej. Zostałaś skrzywdzona i z tym się zgodzę - ale to co dalej wynika z tej krzywdy już bardziej zależy od Ciebie.
Nie masz sił lub ochoty żeby wybaczyć - nie mogę z tym się nie zgodzić - bo to bywa trudne.
Jednak to czym teraz żyjesz to właśnie wynika z tego problemu, że nie możesz wybaczyć.
10 lat byłaś z kimś i zakładam, że w miarę szczęśliwie (do momentu rozstania) - więc powinny Ci zostać z tego czasu dobre wspomnienia (które teraz są dla Ciebie nic nie warte - a może nawet odbierane jako wielkie kłamstwo. Ale nikomu by się nie chciało kłamać tak długo).
Teraz nie ufasz ludziom i obarczasz tamte osoby winą, że zmarnowały Ci życie.
Sory, ale to nie jest prawda.
Przeżyłaś to boleśnie. To nie dziwne. Zawiódł Cię jeszcze przyjaciel - nowy cios.
Skumulowane poczucie krzywdy kazało Ci się zamknąć na wszystko - zawiodły Cię 2 osoby - być może dla Ciebie najważniejsze w tamtym czasie.
Ale to normalne, że ludzie czasem zawodzą. Nieszczęśliwie w tym samym czasie - to pech. Ale co zrobisz? Zabijesz? Wyklniesz? Ideały nie chodzą po tym świecie. Każdy przeżywa jakieś zawody związane z najbliższymi.
Jeśli w końcu potrafi się wybaczyć - cokolwiek to jest - to życie wraca do normy.
Jeśli w końcu wybaczysz człowiekowi, który Cię opuścił (przecież nie zrobił Ci tego na złość - on też musiał to przeżyć w jakiś sposób - coś musiało go gryźć, cholera wie jak długo zwlekał z tą decyzją) jeśli wybaczysz, to wspomnienia mogą nabrać pozytywnych barw, możesz zająć się swoimi sprawami (a pewnie masz już spore zaległości), możesz poznawać bez problemu nowych ludzi (niekoniecznie zaraz przyjaźnie i miłości - ale przynajmniej ciekawe znajomości).
I twoje życie wtedy nie będzie marnowane.
To nie on zmarnował Ci życie - życie marnuje Ci Twoje poczucie krzywdy. On Cię skrzywdził i krzywda jest jego - ale poczucie krzywdy już jest Twoje!
Jeśli się go nie pozbędziesz to faktycznie może Ci je całkiem zmarnować.

Piszesz: zmarnował mi życie, nigdy już nie zaufam, miłość i przyjaźń nic nie warte...
Nie czujesz, że jedziesz strasznymi banałami?

A 10 lat w związku - to napradwę długo! Żeby miłość mogła przetrwać muszą się starać obie osoby. I to bardzo.
Widocznie któreś z was się nie starało wystarczająco - ale czy to, że ktoś zapomniał, że trzeba się codziennie starać o uczucie to już przestępstwo? A jesteś pewna, że Ty się zawsze starałaś jak należy?
Któreś z Was się nie postarało (a może oboje) - ale nie rób z tego tragedii swojego życia - bo zrobisz!!!

podpis: elvie
e-mail: elvie1111@gmail.com
Witam dzięki za słowa wprost, ale to dla mnie za mało żeby wybaczyć. Nie umiem tego zrobić. Zgadzam się że przyjaźń miłość to banał i wkurza mnie to że ja taka rozważna ostrożna dziewczyna dałam się podejść jak małe naiwne dziecko. Uwierzyłam w te banały i trwałam w tym -Mam za swoje. Nie mam tez już żadnych dobrych wspomnień, nie chce wspominać chce zapomnieć, jeśli ktoś jak mówisz nie oszukiwał mnie przez te 10 lat to co takiego stało się później?. Kochał bez pamięci i dlatego tak szybko zapomniał?-paradoks. Nigdy tego nie zrozumiem i chyba nie chce poznać prawdy. Jedyne czego potrzebuje teraz to świętego spokoju, ten świat jest dla mnie zbyt przerażający tylko cynicy materialiści i kamienie bez żadnych uczuć. Pozdrawiam

podpis: Basia
Człowiek, który czuje się skrzywdzony chciałby, aby krzywdziciel coś zrobił: przeprosił, naprawił, zmienił się. A tak dzieje się bardzo rzadko i nasze pragnienia i oczekiwania zostają zawiedzione - można powiedzieć, że krzywda trwa i trwa. Bardzo mi się spodobało powiedzenie "nie poświęcaj ani jednej myśli komuś, kogo nie lubisz". Może też pomóc uświadomienie sobie, że nie mamy wpływu na to, co ktoś mówi czy robi i nie starajmy się o ten wpływ. Wystarczy, że będziemy decydować, co sami robimy, mówimy i myślimy.

podpis: elvie
e-mail: elvie1111@gmail.com
Jest w tym sporo prawdy, zamiast wyrzucić z siebie to co było pielęgnujemy w sobie poczucie winy i krzywdy. I podświadomie wciąż czekamy że ktoś zrozumie wróci przeprosi-beznadzieja. A życie ucieka. Nie wiem co z tego wyniknie ale od dziś staje na uszach i zmieniam swoje nastawienie do życia i ludzi. Proszę trzymać za mnie kciuki. Pozdrawiam:)

podpis: S.
Powodzenia.

podpis: Karolek.
e-mail: karol1943@interia.pl.
Bardzo spodobało mi się zdanie:„nie poświęcaj ani jednej myśli komuś, kogo nie lubisz”
Kłótnie w rodzinie spowodowały całkowite zerwanie kontaktów,
pomimo tego nie ma dnia abym nie analizował tego co przyczyniło się do tej sytuacji, może to egoistyczne, ale jakoś nie mogę się dopatrzyć własnej winy. Samo myślenie o tych sprawach jest bolesne. Taka myśl, była mi bardzo potrzebna, dzięki za ten artykuł. .