główna binaria przeszłość teraz teoria kabaretu publicystyka porady dla początkujących prywatnie filozofijki polemiki

ramka
 
DEFINIOWANIE OCZYWISTOŚCI:
   Definicja szczęścia
   Definicja miłości
   Definicja życia
   Wiara i nadzieja
   Definicja głupoty
   Przyjaźń
   Definiowanie wolności
   Definiowanie prawdy

FAŁSZYWE STEREOTYPY:
   Naiwność
   Naiwność z ograniczonym zaufaniem
   Znieczulica
   Pierwsza wymówka
   Różnorodność i tolerancja
   Narcyzm szczęśliwy
   Pozytywne strony negatywnych uczuć
   Rywalizacja
   Pieprzeni humaniści
   Na cholerę Zło
   Nic lepszego od demokracji?
   Filozofia, logika i inne
   Wyolbrzymianie niezrozumiałego
   Czyja to wina?
   Bój na argumenty

ŚWIATOPOGLĄDOWO:
   Czy istnieje Bóg
   I powstał Bóg
   Grzech pierworodny
   Życie po życiu
   Sens życia
   O grzechu
   O raju
   Śmierć dobra albo zła
   Samobójstwo
   Wojna
   W sprawie aborcji
   Władza sądownicza
   Teoria mieszania świata
   Ufność i niewiara
   Prawo Gorszego

WIELKIE MAŁE PROBLEMY:
   Przeciw depresji
   Starzenie się
   Kurs starości
   Poczucie krzywdy
   Sprawiedliwość w stosunku 1/2
   Asertywność a wykorzystywanie
   Skuteczne przepraszanie
   Tak się nie chce!
   Motory napędowe
   Jak lubić siebie
   Codzienność przykra czy fajna
   Odruch rezygnacji
   Recepta na sukces?
   Recepta na porażkę
   Poznać swoje pragnienia
   Miłość nieszczęśliwa
   Rozkochiwanie
   Urabianie faceta
   Urabianie faceta - błędy
   Urabianie kobiety
   Urabianie kobiety - rozpieszczanie
   Spory i ustępstwa

   



okno filozofia
 
     

MIŁOŚĆ NIESZCZĘŚLIWA I ODKOCHANIE

Przypominam definicję:
Miłość to nieracjonalne uczucie bliskości - wywołane wtórnym przeżywaniem własnych emocji.
To wtórne przeżywanie emocji powoduje sprzężenie zwrotne. Im więcej się to przeżywa, tym silniej działa.

Miłości nieszczęśliwe bywają dwojakiego rodzaju - albo nieodwzajemniona (lub zawiedziona) albo niszcząca.

W obu przypadkach chciałoby się pozbyć miłości która nic dobrego nie niesie.
Ale to niełatwe ze względu na sprzężenie emocjonalne.

Ba! Im bardziej chce się jej pozbyć tym silniej ta miłość oddziaływuje.
Bo żeby się pozbyć miłości trzeba by było przestać się nią w ogóle przejmować. A każda chęć pozbycia się miłości powoduje, że się o niej myśli. Że się przeżywa emocje na nowo. Dokładnie tak samo jak w przypadku nerwicy. Śmiało można nazwać miłość nieszczęśliwą rodzajem nerwicy!

Miłość nieodwzajemniona również jest uczuciem bliskości (jednostronnym) wywołanym wrażeniem że ktoś jest dla zakochanego kimś szczególnym. Druga strona tak nie uważa - ale cóż...
Właściwie już nie powinno się używać słowa miłość - tylko pragnienie, obsesja, pożądanie.
Jednostronne uczucie nadal jest podsycane przez sprzężenie emocjonalne - bo nastąpiła silna emocja w postaci zawiedzionej nadziei - to i sprzężenie ma się czym karmić. To dopiero jest o czym myśleć po nocach. To huśtawka nastrojów - od myślenia jak to jeszcze może się udać, do wmawiania sobie, że nie warto.
Takie wmawianie sobie czegokolwiek - tylko potęguje obsesję, bo każe wciąż więcej myśleć.
Gdyby udało się nie myśleć - szybciej byłoby po sprawie.

Miłość zawiedziona podobnie działa - z tą różnicą, że nie działa pragnienie, obsesja - tylko poczucie krzywdy. Ale i tu jest o czym myśleć i czym się emocjonować. Z jednej strony zawód i poczucie krzywdy a z drugiej rozpaczliwa myśl, że mogło być inaczej.

Myślę, że w tych przypadkach wysiłek nad odkochaniem się jest bezcelowy (a wręcz potęguje cierpienie).
I jako lekarstwo bym kombinował nad wybaczeniem. W obu przypadkach!
Wiem, że to brzmi kuriozalnie.
Ale właśnie tak. Bo wybaczeniem się nie da ekscytować!
W przypadku miłości zawiedzionej wybaczenie zdaje się zbytkiem łaski. Ale... nie mam na myśli wybaczenia i wpadnięcia sobie w objęcia - tylko wybaczenie z jednoczesnym odsunięciem się od tej osoby. Wybaczyć by móc zapomnieć o tym kimś.
W przypadku miłości nieodwzajemnionej wydaje się zaś, że nie ma co wybaczać. A jednak... wybaczyć mu (jej), że wzbudził nadzieję, że był taki fascynujący... Ha. A jeśli nie jemu to sobie! Że się tak głupio człowiek zakochał.
Najważniejsze żeby przestać myśleć.

To jest sposób żeby się skutecznie pozbyć tych szarpiących uczuć.
Bo akt wybaczenia nie jest uczuciem które można tak przeżywać.
I właśnie o to chodzi. Żeby wygasić te żywioły emocji jakie szaleją wewnątrz.

No a teraz miłość niszcząca - kiedy rzeczywiście przynosi tylko cierpienie - a nie da się jej nijak pozbyć (dokładnie na tej samej zasadzie co poprzednich)... Bardzo jej się nie chce, ale emocje działają i to jak!
Takie miłości zwykle oparte są bardzo silnie na bliskości erotycznej. Chemia! Rozsądek mówi co innego, a instynkt co innego. I ten konflikt wewnętrzny powoduje czasem szczególnie mocne sprzężenie emocjonalne. Im silniej się walczy z miłością tym większe rozdarcie powoduje.
Niewiele tu wybaczenie pomoże, bo trzeba by było przede wszystkim wybaczyć sobie - a na to nie zgadza się rozum.

Przyznaję, że nie widzę szczególnie dobrego rozwiązania tej sytuacji. Ale...

rysunek Mam jedno, lecz dość kontrowersyjne: żeby pozbyć się jednego z biegunów na którym jest oparte rozdarcie. Nad instynktem raczej się nie da zapanować - więc pod uwagę można brać tylko rozsądek.
Więc wychodzi na to (z czysto teoretycznego punktu widzenia), że należało by porzucić rozsądek (tym samym osłabiając sprzężenie) i pozwolić działać instynktowi do momentu kiedy na tyle się nasyci, że rozsądek będzie mógł wziąć górę.
I wtedy szybką akcją uciąć całą sprawę (bez roztrząsania - bo wróci sprzężenie).

To są wszystko tylko rozważania teoretyczne nie poparte żadną praktyką. Ale kto wie... może prawdziwe.




   


          


      bok
      bok
 
   

można się nie zgodzić:

podpis:
e-mail:
treść:


podpis: olga
e-mail: kasiamu@mtvk.pl
za dużo w tym wyrachowania i kombinowania, fee..nie podoba mi się.

podpis: S.
A niech się nie podoba.
Ale jak widzę nieszczęśliwie zakochanych - to wrażliwości i spotaniczności w tym życzę im jak najmniej.
Podejrzewam, że i z tego wyrachowania też nie będą potrafili skorzystać.
Rozważania uważam za raczej akademickie - do ewentualnego rozwinięcia...

podpis: weronika
dobre, dobre. lepiej mi tak o tym myśleć. od dzisiaj będę wybaczać. żadnego sprzęzenia, jak to mówisz. spokój. dobre , serio.
podpis: Eve
No No musze ci powiedziec ze sie postarales....najbardziej podoba mi sie tekst z tym odkochaniem hehe dobre, dobre. :) winszuje

podpis: N.
W teorii - piękne. W praktyce - nierealne. Chyba po prostu nie da się z tego wybrnąć na skróty, potrzeba czasu i tyle.

podpis: S.
Być może nierealne - nie sprawdzałem, nie wiem.
Ale wydaje mi się, że może coś w tym być. Akurat byłoby fajnie gdyby można jednak na skróty.

podpis: Lukas
e-mail: l.p.kubica@gmail.com
I jak zwykle teoria teorią a praktyka praktyką. Moim zdaniem pojęcie miłości jest czymś niedefiniowalnym z prostego względu - bardzo często pojawiają się specyficzne wyjątki, które podważają regułę. Ludzki mózg wciąż pozostaje zagadką i sprawia wiele "niespodzianek". Może w przyszłości dowiemy się więcej, ale jak na chwilę obecną nie da się wyjaśnić wszystkich aspektów miłości.

podpis: S.
Lukas - jak masz wyjątek podważający regułę którą opisałem to poproszę - to pomoże doprecyzować definicję.
Bo do cholery musi jakaś być.

podpis: Robo
Ale czy idąc na skróty, odrzucając rozsądek i opierając się na instynkcie nie zamienimy uczucia miłości na hedonistyczne zaspokajanie potrzeb? Wtedy trudno będzie się tym nasycić tak, aby wszystko szybko uciąć, być może bardziej prawdopodobną pochodną takiego działania będzie uzależnienie się od "chemii"?

podpis: S.
Ja tylko teoretyzuję.
Ale myślę, że ze zwykłym hedonizmem łatwiej sobie poradzić niż z nieprzytomnym pragnieniem drugiej osoby.

podpis: apple
e-mail: agamatuszek@autograf.pl
Podoba mi się.
Jak byś kiedyś chciał/chciała to napisz coś więcej na maila.
;D

podpis: N...
e-mail: dziobaczek88@wp.pl
a ja nie potrafie w żaden sposób wyzbyć sie tego uczucia.. choc wiem ze mój ukochany nie chce byc ze mna... każdy z tych sposobów jest dla mnie nierealny... zbyt trudny.. a może to ja jestem słaba

podpis: s
rewelacja:) długo szukałam w sieci, aż w końcu-- olśnienie.. to takie oczywiste, że aż trudne w dostrzeżeniu, a rozwiązanie leży, jak zawsze w umiejętnym wybaczeniu --tym razem-- "że wzbudził nadzieję". dzięki:)

podpis: skrzywdzona
niech ktos mi pomoże bo kocham czlowieka ktory mnie krzywdzi a jednak nie potrafie od niego odejść. próbowalam wielu rzeczy żeby go nawet znienawidzieć, ale im więcej o tym myśle tym bardziej go kocham, nie moge przestać o nim myśleć przypominają mi się cudowne chwile z nim. im szybciej od niego odchodziłam tym szybciej wracałam. pomóż mi zgadzam się z tym co piszesz ale na mnie to nie działa... pozdrawiam

podpis: S.
Pisałem, że z tym jest jak z nerwicą - im bardziej walczysz tym gorsze efekty.
Więc im mniej o tym myślisz tym lepiej. Jeśli rozwiązanie które podałem uważasz za ryzykowne (bo tak może być - sam nie sprawdzałem) to na pewno w miarę dobrym rozwiązaniem wydaje się znalezienie czegoś co Cię zaabsorbuje do tego stopnia, że przestaniesz myśleć o tej miłości.
Zamiast walczyć to może lepiej pozwól jej wygasnąć. Tak po cichu - bez fanfar i scen.
Po prostu postaraj się miec jak najmniej czasu na myslenie o tym.

podpis: bububu
e-mail: buuu889@gmail.com
hmm mam nerwicę i zgadzam się z Twoim porównaniem jej do miłosci. Bardzo podobne irracjonalne odczucia, ciągle te same myśli, zaburzenia postrzegania, poczucie braku kontroli nad emocjami, a przy okazji swiadomosc i poczucia życia w pułapce, brak APETYTU, PROBLEMY z koncentracja i SNEM. Coś w tym jest:) Od zawsze sądziłam, że miłość to forma choroby. Jednak jeśli jest teoretycznie dobra to czy nerwica też? XD

podpis: bety
POdoba mi się to co piszesz- zgadzam się z tym - przestać myśleć aby nie napędzać machiny- super. Tylko jak? Jak przestać myśleć? Mam odpowiedzialne stanowisko, ogrom zajęć, realizuję marzenia- w weekendy konie + koncerty jak się nadarzą, w tygodniu lekcje tańca + warsztaty, wieczorami jazda rowerem, 2 dzieci (czytaj ogrom obowiązków z nimi związanych) a jak wsiadam do auta to wypatruję jego auta, jak dostaję sms-a to licze że to od niego, jak gotuję lub sprzątam moje myśli biegają naokoło niego. Niestety jego prawie bezszelestne, prawie przypadkowe pojawianie się w moim zyciu jest chyba po to, abym nie zpomniała o nim.Tylko po co to robi? Rozbudza nadzieję za kazdym razem jak już ją uśpię.

podpis: S.
Aż taki mądry to nie jestem. Powodów może być kilka.
Jak on tak bezszelestnie dokarmia nadzieję to faktycznie trudno przestać myśleć. Ot łobuz :)
Ale i tak zamiast walki z uczuciem doradziłbym cichą akceptację istniejącego stanu rzeczy. Zamiast się złościć na siebie i robić sobie wyrzuty.
Nie mówić sobie: jaka ja jestem głupia! Jest sms - dobra, sprawdzę czy nie od niego - bez ociągania się i stwarzania przed sobą pozorów. Samochody - dobra, sprawdzę czy nie ma akurat tego.
Jeśli uda się doprowadzić do tego, że stanie się to rodzajem zabawy zamiast walki - to sprawy trochę się wyprostują.
Przynajmniej będzie mniej szarpać.

podpis: S.
bububu - to, że w wielu przypadkach to potrafi być przyjemna nerwica i pożądana - to i tak działa w podobny sposób (w fazie zauroczenia czy zakochania). I jak każda nerwica - jeśli się z nią nie walczy to zwykle w końcu sama przechodzi (miłość albo wygasa albo zmienia formę na bardziej dojrzałą).

podpis: S.
bety - jeszcze raz (w związku z wpisem o głupocie).
Niechcący potwierdzasz swoje oburzenie na siebie za to uczucie.
Wybacz sobie. Zaakceptuj. Zamień w zabawę.
Każda zabawa w końcu się znudzi.
A walka może trwać wiecznie.

podpis: lola
a co poradzić na milość nieszczesliwą, kiedy obie strony bardzo pragną byc ze sobą, ale trzyma je zycie które ułożyły sobie z kims innym jak dzieci, wspólny majątek kredyty, jak sprać się z takiego uczucia?

podpis: Aga
e-mail: agusia6981@interia.pl
wszystko jak byc powinno....

podpis: Maryja Ono
e-mail: anna.ch@plusnet.pl
Wiele , wiele lat temu przeżyłam obie. Rozstanie- porzucenie. Depresja, ciąża, urodzenie, troska o życie dziecka, jego śmieć, "wyleczyła" zdawało się skutecznie z "chorej " miłości. Wyleczenie nieskuteczne, ponowny związek, zakończony małżeństwem trwający lat kilkadziesiąt. Jedyne usłyszane wyznanie tuż przed Jego śmiercią "Nigdy nie chciałem rozstać się. Byłaś najważniejsza w moim życiu. Dziękuję losowi że Cię spotkałem..." Jak to się ma do powyższych teorii?

podpis: baś
dokładnie tak jak piszesz!

podpis: Monika
e-mail: lie@onet.pl
Po krótkiej analizie przeszłości, po przeczytanie tego tekstu... Wiesz, to nawet nieźle działa
 
podpis: kotka
e-mail: ...
ja zakochałam się w pierwszej klasie gimnazjum w chłopaku, chodziliśmy do jeden klasy. To uczucie było potężne jak piorun silne i nagłe. Myślałam tylko o nim nic mnie więcej nie interesowało. Przestałam się uczuć. Myślałam tylko o nim. Wpatrywałam się w niego na każdej lekcji.On nic do mnie nie czuł. Nie dawał mi żadnych oznak i ja zaczęłam się buntować ze wszystkich stron. Byłam taka nieszczęśliwa, że zaczęłam wagarować,nie słuchałam rodziców. Nie miałam odwagi temu chłopakowi powiedzieć w prost,że go kocham i to była moja wina, bo może wtedy gdy by mi powiedział, że nic do mnie nie czuję i nic z tego nie będzie, może było by mi łatwiej to przyjąć i moje życie by się inaczej potoczyło
 
podpis:
e-mail: ...
 
podpis: m
e-mail: ...
Kiedyś zakochiwałem się często, ale całe szczęście nauczyłem się odkochiwać: albo metodą klina-klinem, albo przez obrzydzanie sobie w jakiś sposób kochanej osoby.
Potem przez wiele lat nie byłem już w stanie się zakochać, za to dzięki temu mogłem angażować się w związki - bo znacznie łatwiej zdobyć kogoś, w kim się nie jest zakochanym.

Aż tu nagle, w wieku trzydziestu paru lat, po raz pierwszy zakochałem się z wzajemnością. Nie mogłem jednak być z tą dziewczyną, a przynajmniej takie miałem przekonanie. Ona znalazła sobie wkrótce nową miłość, ja nie. Nie jestem w stanie się odkochać - jest zbyt idealna i nie ma czym jej sobie obrzydzić, a wszystkie inne kobiety są w porównaniu z nią nieatrakcyjne. Czas też nie pomaga. Minęło już ponad półtora roku i nadal wyję z rozpaczy, nie mniej niż na początku. Nie wiem, jak miałbym porzucić rozsądek - nie mam wpływu na to, że ciągle o niej myślę. Myśli idą własnym torem i nie sposób je powstrzymać.

Nie mam też już u niej szans. Od ponad roku jest szczęśliwie zakochana w innym facecie, układają sobie razem życie, nic tam po mnie.

Alkohol też nie pomaga. Ból tylko się nasila, rośnie agresja.

Ma ktoś jakiś pomysł, co jeszcze mogę zrobić?
 
podpis: S.
e-mail: ...
Ja bym nie walczył z myślami, bo walka tylko wzmaga zaangażowanie. Im więcej walki tym więcej zaangażowania.
Trzeba raczej wybaczyć sobie wszystko co się zrobiło i czego się nie zrobiło. I zachować to uczucie w kategorii niespełnionych.
Niespełnione uczucia też potrafią być piękne. Tylko są niespełnione. Zamiast wyć z rozpaczy życz jej szczęścia - jeśli masz trochę miłości.
 
podpis: el
e-mail: elenanail@o2.pl
Super i tak wlasnie jest...a końcowe rozwiązanie trafione w 100.
 
podpis: Pooh
e-mail: ...
Ciekawy tekst. Zgadzam się z autorem, a jako że wyżej opisaną sytuację mam na świeżo mam zamiar wziąć do serca jego wskazówki.
 
podpis: ktoś
e-mail: ...
Bardzo fajnie czyta się te informacje... ale jak większość pisze, bardzo ciężko jest przestać myśleć... sporo osób mówi, że miłości nie ma... ja już nie wiem co myśleć?? no bo jak nazwać "to coś" co powoduje w nas tyle emocji, wzruszeń... myśli same się kierują ku danej osobie, rozsądek walczy, ale nic nie może zdziałać, bo człowiek czuje się błogo myśląc.. jak to pogodzić? i czy się da? ciężko stwierdzić..

pozdrawiam