|
ramka
|
|
| |
TRAKTACIK O GRZECHU
Piszę ten traktacik z perspektywy teologicznej - ale to rozumowanie pokrywa się całkowicie z moimi świeckimi obserwacjami. Traktuję to jako alternatywę dla nauk kościoła.
Zwierzętom Bóg wyznaczył rolę doskonalenia gatunku. Przeżyć w rywalizacji z innymi i spłodzić potomstwo. Po to instynkt, zwinność, siła, wytrzymałość, płodność - aby na przestrzeni pokoleń doprowadzić swój gatunek na wyżyny zwierzęcego rozwoju.
Człowiek wyposażony w boski atrybut, jakim jest umysł zdolny do kreacji, otrzymał nowe zadanie: odnaleźć tą cząstkę Boga w sobie - umysł na podobieństwo boskie zdolny do stwarzania rzeczy których przedtem nie było, umysł zdolny do nadania rzeczywistości nowego lepszego wymiaru.
I ten, kto nie szuka w sobie boskiego atrybutu grzeszy!
Dał Bóg ludziom potrzebę poszukiwania sensu. Pozwolił dostrzegać prawdy i kłamstwa, pozwolił widzieć nierówność - nie po to by sięgali po najprostsze i gotowe odpowiedzi - ale by czynili użytek z umysłu.
Lecz człowiek z resztkami swojej zwierzęcej natury miast szukać sensu - jął wykorzystywać umysł w celach rywalizacji - w sprawie najważniejszej zadowalając się gotowymi odpowiedziami podsuniętymi przez obyczaj i kulturę.
Umysł został stworzony do kreacji a nie rywalizacji!
Albowiem akt kreacji jest źródłem radości. Stworzenie wiersza, jakiejś niebanalnej myśli, czy choćby półki pod książki... - jest radosnym zajęciem. I to jest dowód na to, że to wykorzystanie umysłu jest słuszne i zbawienne.
Radość trwa dopóki nie zmąci jej rywalizacja - bo sąsiad ładniejsze półki ma - i już radość diabli biorą. Kiedy zamiast kreacji z potrzeby serca zaczyna się wyścig kto lepszy - Bóg odbiera i radość i polot.
Moc kreacji umysłu jest zadziwiająca. Doprawdy można kreować tak wiele, że nieomal można uznać to za magię.
Można kreować codzienność zmieniając jej znaczenie, kreować zdrowie, kreować sens, kreować samego siebie. No to już naprawdę jest boska moc - co tam wybitne dzieło sztuki przy mocy kreowania codzienności.
Ale z tej mocy człowiek prawie nie korzysta. Tkwiąc ciągle w atawistycznym pędzie rywalizacji trudno przychodzi mu zwrócić się do Boga którego nosi w sobie. Boga zaprzęga głównie do wyścigu o bogactwo i pozycję.
To jest profanacja Boga.
Za profanację umysłu Boga zaprzęgniętego do zwierzęcej rywalizacji karą są depresje, frustracje, stres i nieszczęśliwość. Bo wszelka nieszczęśliwość duszy ma swoje źródło w umyśle owładniętym rywalizacją.
Zwierzę nie odczuwa nieszczęśliwości tylko czasem jest mu źle. Bo zwierzę nie zatruwa się pragnieniami bogactwa i pozycji. Nie gromadzi więcej niż potrzeba, nie ma obsesji posiadania, nie ma obsesji pozycji. Rywalizuje na swój zwierzęcy sposób o przeżycie i jak najwięcej pozostawionych genów. Kiedy walczy to walczy i ani mu w głowie nieszczęśliwość - a resztę swojego życia jest beztroskie i szczęśliwe.
Człowiek, który zaprzęga umysł do rywalizacji ma wiele powodów do nieszczęśliwości. Nigdy nie nasycony (bo zawsze ktoś ma lepiej) jednocześnie ogranicza kreatywną moc swojego umysłu.
A dla umysłu nie ma innego szczęścia niż kreacja.
Przyjemności pierwotne (jedzenie, posiadanie, kopulacja, potomstwo, drapanie za uchem) zaspokajają zwierzęcą część człowieka. Chociaż niewątpliwie napełniają uczuciem szczęścia i spełnienia - nie radują one kreatywnego umysłu lecz jedynie ciało i serce.
Gdy człowiek jednak rozbudzi swój umysł do takiego stopnia, że przyjemności ciała i serca już mu nie wystarczą - to jego szczęście zależeć będzie do czego umysłu używa.
Jeśli użyje umysłu do rywalizacji to biada mu. Zgubi radość płynącą z ciała i serca - ale nie znajdzie radości z kreacji.
Człowiek zaprzęgający Boga do rywalizacji nie ma boskiej mocy panowania nad swoim światem. Warunki rywalizacji zawsze określone są z zewnątrz. Więc człowiek kieruje swój umysł na zewnątrz. Tam szuka odpowiedzi na najważniejsze pytania, tam szuka zdrowia, tam szuka szczęścia, tam szuka Boga. A tam są tylko odpowiedzi ludowe lub naukowe.
A wszystkie potrzebne odpowiedzi zna Bóg wewnątrz niego - ale Jego nie zapytano, do Niego nikt się nie zwrócił.
Cały dekalog można by streścić w jednym przykazaniu - nie będziesz używał boskiego umysłu do rywalizacji a tylko do kreacji i szukania prawdy. W tym jednym zawiera się wszystkie: nie zabijaj, nie kradnij, nie pożądaj, kochaj, nie wzywaj nadaremno...
P.S.
Mniejszym już grzechem jest odrzucenie Boga niż profanacja.
Ludzie którzy prawie wcale nie korzystają z kreatywnego umysłu wiodą prosty żywot - od posiłku do posiłku, od przyjemności do przyjemności, od wysiłku do wysiłku.
Nie korzystają z boskiego daru, ale i też go nie profanują. Trudno mieć do nich pretensje - tak jak i do zwierząt pretensji nikt nie ma.
|
|
| |
okno filozofia
|
|
| | |
można się nie zgodzić:
podpis: S.
P.S. Artykuł ten stoi na oko w sprzeczności z tematem Rywalizacja. Na oko!
Spróbuję to uporządkować.
Człowiek jest szczęśliwym posiadaczem instynktu i umysłu. Rywalizacja jest zakorzeniona w instynkcie. Umysł jest stworzony do kreacji.
Cała rywalizacja (potrzebna i pożyteczna) powinna się odbywać w ramach instynktu i jego uczuć pierwotnych. Kreatywny umysł nie powinien się włączać w rywalizację. Umysł kreuje, instynkt przekłada to na rywalizację. I tak jest dobrze.
Emocje pierwotne instynktu są proste - strach, gniew, duma, radość. To uczucia które trwają przez okres swojej ważności i nie powodują komplikacji większych niż trzeba.
Jeśli jednak kreatywny umysł włączy się w rywalizację - to zamiast przemijalnych prostych pierwotnych emocji pojawiają się emocje trwałe związane z rywalizacją. Wszelkie rodzaje obsesji, frustracji, stresu - które zaczynają paraliżować polot i kreatywność.
podpis: Kordyt
e-mail: już podawałem
A może rywalizacja wynika z potrzeby dominacji...? Może istotą rzeczy jest chęć dominacji. A może tworzenie nie jest takim szlachetnym aktem jak piszesz. Aprobata i podziw innych stanowią o pozycji, a tym samym o pewnego rodzaju władzy nad tymi, co podziwiają. Kiedyś czytałem, że artystę (takiego co MUSI błyszczeć) można wychodować. Niewielu tworzy po kryjomu dla siebie, unikając za wszelką cenę dekonspircji... \"Patrzta i podziwiajta osrańcy com uczynił tą razą! Piękne - co? To na chwałę Pana stworzyłem.\" Akurat... To nie jest aby grzech pychy? Nie upieram się - pytam - O! Mistrzu... |
podpis: Kordyt
e-mail: Podawałem
*) Miało być \"wychować\", nie \"wyhodować\". Przepraszam. |
podpis: S.
e-mail: ...
A nie chciałeś zauważyć P.S.? Byłbym że głupim a do tego hipokrytą odmawiając rywalizacji jakichkolwiek praw. To bardzo przyzwoity motorek. Ale Bogu co boskie, a cesarzowi to co jego poddanych. A niech se jeden z drugim dominuje korzystając z tego co stworzył - byle robił to instynktownie a nie w sposób wielce przemyślany: ...co by tu jeszcze stworzyć, żeby mnie bardziej poważano... |
podpis: Włodek
e-mail: ...
Świetne! |
podpis: Kordyt
e-mail: ...
Napisałeś:
>>\"A niech se jeden z drugim dominuje korzystając z tego co >> stworzył - byle robił to instynktownie a nie w sposób >> wielce przemyślany\"
Rozwiniesz tą myśl? - bom ciekaw różnicy...
Instynktownie jak zwierzę? (co należałoby wybaczyć - wszak \"do zwierząt pretensji nikt nie ma\")
Myślisz, że to możliwe jak już ktoś posmakuje sukcesu? Znasz takich wielu? |
podpis: S.
e-mail: ...
To, że trudne nie znaczy, że niemożliwe. Posiadamy umysł boskiego pochodzenia - więc nie takie rzeczy da się ogarnąć - jeśli sie naprawdę tego daru używa z przekonaniem. Różnica: Jeśli zostało stworzone coś godnego podziwu - niech zwierzę które w nas siedzi się tym chwali. Na zwierzęcym poziomie: proszę oto dzieło, podziwiajcie - a ja będę dumne. Jeśli podziw nie nastąpi - będę smutne. Przez jakiś tam czas. Byleby umysł kreatywny nie zaczął się włączać do tej akcji - skoro tak nie wyszło to zajdę z drugiej i trzeciej strony, aż moja próżność się zaspokoi. A jeśli się jednak nie zaspokoi to zamiast zwykłego smutku będzie obwinianie, analiza porażki itd. A jeśli się zaspokoi to zamiast zwykłej dumy będzie planowanie następnych sukcesów, zabezpieczanie osiągnitej pozycji itp. W ten sposób zamiast następnych kreacji mamy analizy, obsesje, żal, frustracje. I to jest kara za grzech. |
podpis: Kordyt
e-mail: #
Napisałeś:
>>\"Byleby umysł kreatywny nie zaczął się włączać do tej akcji - skoro tak nie wyszło to zajdę z drugiej i trzeciej strony, aż moja próżność się zaspokoi.\"
Oj, z całym szacunkiem i pokorą, ale się czepię... Pono było paru takich genialnych, co to ich gawiedź za życie nie doceniła. Nie powinni \"z drugiej strony zajść\"? Jest paru takich, co to gawiedź ich podziwia i hołubi, choć straszne gówno tworzą. Nie powinni oni rzetelnej analizy dokonań poczynić i spokornieć odrobinę? Może się mylę, ale instynktownie człek lubi się dla spokoju ducha okłamywać: \"Klaszczą, czyli się podobało! No to jeszcze raz nasram na scenę. Alem genialny!\" Zapytam inaczej: Czy twórca, który widzi swoją \"Damę z gronostajem\" powieszoną do góry nogami (gronostajem)- powinien ingerować, czy też powinien tylko być smutny \"przez jakiś tam czas\"?
|
podpis: S.
e-mail: ...
Dociekliwość godna dużej sprawy. :) Powieszoną damę z gronostajem do góry nogami wręcz powinien twórca staraniem odwrócić - ale do tego nie potrzeba kreatywnego umysłu i długimi nocami sposobów szukać. Czyż nie? Lecz gdyby się nie udało w prosty sposób - to rzeczywiście powód do smutku. Co do niedocenionej za życia genialności - wątpię, że byliby w stanie kontynuować swoje dzieło jednocześnie walcząc kreatywnie o uznanie swojego geniuszu. To po pierwsze. A po drugie - niejeden ma się za niedocenionego geniusza. I bardzo wątpię, że ten który oddaje się głownie staraniom o uznanie swojego geniuszu jest genialny rzeczywiście. Bardzo wątpię. O takich potocznie się mówi: odjebało mu. |
podpis: Kordyt
e-mail: ...
Napisałeś, że wątpisz:
>> \"I bardzo wątpię, że ten który oddaje się głownie staraniom o uznanie swojego geniuszu jest genialny rzeczywiście. Bardzo wątpię.\"
Mistrzu! Czyż posiadanie talentu jest według Ciebie tożsame z wrodzoną, przesadną skromnością i brakiem poczucia własnej wartości? Odbierasz geniuszowi prawo do walki o uznanie? Ma li tylko być smutny? A wkurwić się i krzyknąć to mu już nie wolno?
Nie zajmujmy się tymi, którym - jako rzeczesz - \"odjebało\". Zajmijmy się tymi, którzy talent posiadają (posiadali). Czy nie było w historii takich, którzy krzyczeli: - Skupta się ludziska, wszak perły wam rzucam!!! (?) Pono C.K.N. trochę się zżymał, że go nie chwytają i nie czują. \"Odjebało\" mu? Dlaczego zakładasz, że ktoś niedoceniony musi \"głównie się oddawać\", a nie trochę, lub nawet trochę więcej niż trochę, lecz mimo to tworzyć dalej? Jest jakieś logiczne uzasadnienie Twych wątpliwości - Mistrzu?
|
podpis: S.
e-mail: ...
A gdzie w krzyknięciu lub zżymaniu rola dla kreatywnego umysłu? No gdzie? Krzyknąć basem czy dyszkantem?? Zżymać się na lewą czy prawą stronę?? No przestań. Rywalizacja idąca z instynktu - kreacji nie szkodzi a czasem nawet pomóc może. A ja cały czas krytykuję przemyślaną, kreatywną rywalizację. A co do rzeczywistego geniuszu - kto może ocenić swój niedoceniony geniusz ponad wątpliwość? Na jakiej podstawie takiej oceny dokonać? Czym się różni niedoceniony geniusz świadomy swojego geniuszu od oszołoma przekonanego o swojej misji i racji? |
podpis: Włodek
e-mail: ...
Myślałem, że świetne, ale już tak nie myślę. |
podpis: S.
e-mail: ...
No. Bo już trochę zacząłem czuć niepokój... :) |
podpis: W
e-mail: ...
Odpuszczę Ci tutaj, jako i Ty mi odpuściłeś. |
podpis: M.
e-mail: moonalisa@gazeta.pl
przepraszam ,że przeszkadzam,ale dlaczego Ja nie dostałam odpowiedzi na maila w sprawie terminu Waszego występu?prosze o kontakt ,pozdrawiam |
|
|
|