powrót

OBLICZA RYWALIZACJI

Pomyślałem, że warto rozwinąć temat Rywalizacja - bo w jednym artykule trzeba się streszczać i trudno zawrzeć niuanse.
Chcę bronić rywalizacji. A przynajmniej pewnych jej odcieni.
Pamiętam, gdy kiedyś opublikowałem swoją teorię konfliktu (rywalizacji) - zostałem wręcz napadnięty dość agresywnie przez osobę która programowo stroni od konfliktów. Atak był godny bulteriera. Niby to nielogiczne, ale wcale nie zaskakujące.

Przeciwnicy rywalizacji zwykle powołują się na ciemne strony tego zjawiska. Bo są. Ale jak zwykle medal ma dwie strony. A ten medal ma nawet więcej.

Bo są różne rodzaje rywalizacji (wg mnie):
1. Otwarta sportowa - otwarta rywalizacja wg obustronnie określonych reguł, stawiająca na własny rozwój a nie na niszczenie rywala.
2. Otwarta wyniszczająca - rywalizacja nastawiona wyłącznie na wynik, gdzie szlachetność rywalizacji nie obowiązuje.
3. Utajniona podjazdowa - rywalizacja prowadzona z ukrycia, nastawiona na niszczenie rywala.
4. Utajniona przyczajona - aktywna rywalizacja w cichości, niewidoczna na zewnątrz do czasu osiągnięcia wystarczająco wysokiego poziomu pozwalającego na ujawnienie (niekoniecznie w formie turnieju, bo też w formie przedstawienia dorobku).
5. Utajniona bierna - rywalizacja porównawcza ograniczająca się do pragnień i marzeń bez aktywności.

Podejrzewam, że przeciwnikami rywalizacji bywają osoby z tendencją do rywalizacji utajnionej. Czy to z braku wiary w swoje możliwości, czy ze strachu przed jakąkolwiek konfrontacją, lub też z powodu charakteru ceniącego spokój i zgodę.

Z wymienionych rodzajów rywalizacji ja akceptuję jedynie pierwszą i czwartą. To rywalizacja stawiająca na własny rozwój i bez skutków niszczycielskich.

Drugi rodzaj rywalizacji (chociaż stosowany) jest powszechnie mało aprobowany i słusznie. Więc odpuszczam.

Natomiast trzeci i piąty rodzaj powinien zostać wyraźnie nazwany i odpowiednio napiętnowany.
Bo ludzie tajnie rywalizujący podjazdowo lub biernie gotowi są poddać krytyce każdą rywalizację, nawet tą sportową. Sami nie mając do zaproponowania nic ciekawego.

Utajona rywalizacja podjazdowa udaje niechęć do rywalizacji w ogóle - jednocześnie drogą pomówień, intryg i destrukcji pracuje nad osłabieniem pozycji rywali. Podejście nie dość, że cholernie nieuczciwe i obłudne - to jeszcze nie mające żadnych pozytywnych aspektów. Bo intrygowanie potrafi być tak absorbujące, że już nie ma energii na własny rozwój.

Utajoną rywalizację bierną też o kant dupy roztłuc - bo to życie złudzeniami, że los się sam odmieni - bez wysiłku ze swojej strony. Tacy też będą otwartą rywalizację potępiali bo to jak wyrzut sumienia - widać gołym okiem, że ci cholerni ambitni coś tam jednak osiągają. I porównanie wypada fatalnie - a przecież chodzi o to, żeby inni nie mieli lepiej.

No i wracam do pozytywnej rywalizacji.

Otwarta rywalizacja sportowa jest godna najlepszych. I niekoniecznie najlepszych w sensie wyniku rywalizacji - ale najlepszych w sensie dążenia do rozwoju. W takiej rywalizacji nieraz się przegrywa, ale po to żeby w wyniku adrenaliny i emocji poprawić co się da i z powrotem stanąć w szranki. To wciąga i energia do działania jest niemal nieustanna dopóki nie nastąpi zniechęcenie (wtedy może dojść do zmiany rodzaju rywalizacji).

Ukryta rywalizacja przyczajona też ma pozytywne efekty - chociaż tej adrenaliny przynosi mniej. Można to nadrabiać ambicją i osiągać też niezłe wyniki. Lecz moim zdaniem wolniej niż przy otwartej rywalizacji.
Ale faktycznie rywalizacja otwarta niesie ze sobą ryzyko porażki i to może być bolesne i stresujące - więc niektórzy wolą rywalizować w utajnieniu. Minusem jest jednak to, że do swojej postawy dorabiają ideologię, która każe im publicznie krytykować każdy rodzaj rywalizacji w ich własnej dziedzinie (chociaż tolerują rywalizację w innych dziedzinach).

Jeszcze raz chcę podkreślić, że nie ma (moim zdaniem) człowieka który nie uczestniczy w rywalizacji w żaden sposób. Więc wypieranie się rywalizacji przyjmuję podejrzliwie - bo to nigdy nie wiadomo, który to rodzaj rywalizacji ukrytej.
(no, chyba, że jest jeszcze jakiś rodzaj rywalizacji o którym nie pomyślałem...)



      
strona główna
strona główna 
     

DEFINIOWANIE OCZYWISTOŚCI:
   Definicja szczęścia
   Definicja miłości
   Definicja życia
   Wiara i nadzieja
   Definicja głupoty
FAŁSZYWE STEREOTYPY:
   Naiwność
   Naiwność z ograniczonym zaufaniem
   Znieczulica
   Pierwsza wymówka
   Różnorodność i tolerancja
   Narcyzm szczęśliwy
   Pozytywne strony negatywnych uczuć
   Rywalizacja
   Pieprzeni humaniści
ŚWIATOPOGLĄDOWO:
   Życie po życiu
   Sens życia
   O raju
   śmierć dobra albo zła
   I powstał Bóg
   Bóg jesli istnieje
   samobójstwo
WIELKIE MAŁE PROBLEMY:
   Starzenie się
   Poczucie krzywdy
   Sprawiedliwość w stosunku 1/2
   Asertywność a wykorzystywanie
   Skuteczne przepraszanie
   Tak się nie chce!
   Motory napędowe
   Jak lubić siebie
   Codzienność przykra czy fajna
   Recepta na sukces?
   Recepta na porażkę


 mapa strony
   
można się nie zgodzić:

podpis:
e-mail:
treść:


podpis: niewdziosek
A może jeszcze wprowadzić rodzaj rywalizacji gawędziarskiej - ograniczającej się tylko do filozania i dyskusji i z niewielką aktywnością, pozwalającą w miarę spokojnie żyć?

podpis: mrowka
i dobrze, że rozwijasz ten temat, bo jeszcze pewnie sporo zostało do przedyskutowania :).
Dla mnie rywalizacja ma sens tylko wtedy, kiedy jest nastawiona na własny rozwój. Inaczej: nie akceptuję tych odmian rywalizacji, w których jest zawarty motyw niszczenia rywala - wydaje mi się, że z takiej postawy nic dobrego wyniknąć nie może.
A najlepszym sposobem na zdenerwowanie wroga i tak jest odniesienie sukcesu ;). Pewnie wynika to z lenistwa, zwyczajnie nie chce mi się marnować energii na dyskredytowanie kogoś, skoro mogę po prostu udowodnić, że jestem od niego lepsza, a wtedy on się wścieknie bez mojego udziału.
Co do wymienionych przez Ciebie rodzajów rywalizacji - pierwsza mi się podoba, ale podejmę dopiero wtedy, kiedy wiem, że mam coś ciekawego do zaproponowania (albo będę mieć, jeśli nad sobą popracuję, bo uznam, że warto). Jeśli decyduję się na jej podjęcie, to ewentualne porażki mam wpisane w koszt - i one mnie nie załamują.
Na przykład: wysyłam Ci teksty, odrzucasz je po kolei - a mnie to cieszy (nawet bardziej niż ewentualny sukces), bo dzięki temu mogę napisać następny lepszy. Do otwartej wyniszczającej i utajnionej podjazdowej trzeba chyba mieć jakieś geny, charakter wypaczony czy coś... Otwartą wyniszczającą odrzucam jeszcze dlatego, że bawi mnie sam fakt rywalizowania, bez względu na wynik. Utajniona przyczajona to coś jakby etap przed sportową, przynajmniej czasami.
Utajnionej biernej nie potępiam tak całkiem, bo jestem w stanie zrozumieć, że ktoś tam się może bać, że się nie uda... woli nie ryzykować, bo nie poradzi sobie z klęską... dopiero kiedy wkracza tu chęć zrównania innych do własnego poziomu zaczyna się robić groźnie. I dopiero wtedy odrzucam.
Niewdziosek - na gawędziarską się nie zgadzam, bo ona się wpisze albo w sportową, albo w coś... muszę jeszcze w sobie przegryźć temat, więc pewnie wrócę ;)

podpis: N.
Bezczelnie pozwoliłam sobie na zrobienie pseudo-rysunko-wykresu dotyczącego czterech pierwszych rodzajów rywalizacji. Tak jak ja to widzę. Można się czepiać.

1 i 2 to rywalizacja bezpośrednia (czyli otwarta),
3 i 4 - ukryta,
a jednocześnie 1 i 4 - nastawione na rozwój,
2 i 3 - nastawione na wynik

Moim zdaniem otwartą wyniszczającą i utajnioną podjazdową, można uznać za ten sam rodzaj rywalizacji. Bo w sumie opierają się na tym samym: w obu liczy się tylko wynik, bez względu na koszty, w obu obowiązuje zasada 'cel uświęca środki' i 'po trupach do celu'.
Różnica jest tylko w metodzie działania: w otwartej dowala się przeciwnikowi wprost, w utajnionej - z ukrycia i w bardziej zawoalowanej formie.
Otwarta wyniszczająca (no i utajona podjazdowa też) jest stosowana przez ludzi, którzy w gruncie rzeczy bardzo nisko siebie cenią (choć może publicznie udają, że jest inaczej) i dobry wynik jest im niezbędny do budowania szacunku do siebie. Porażka w jednej małej dziedzinie jest dla nich równoznaczna z porażką na całej linii i podkopaniem własnej wartości. Dlatego dążą po trupach do celu. Bo jak nie jestem zwycięzcą, to jestem nikim.
Nawet czasem mi ich żal, bo to przesrane aż tak nie wierzyć w siebie... Żeby nie było - nie próbuję ich usprawiedliwiać, bo się takiego zachowania nie da niczym usprawiedliwić. Próbuję tylko zrozumieć.

Co do rywalizacji otwartej sportowej - zgadzam się w stu procentach. Taką rywalizację lubię i taka daje najwięcej frajdy. A utajniona przyczajona też jest w porządku (o ile dobrze zrozumiałam jej sens) - dzięki niej człowiek działa, dąży do poprawiania swoich wyników i rozwija się.

Oczywiście piątego rodzaju, czyli rywalizacji utajonej biernej, nie uznaję za rywalizację, bo nie spełnia podstawowego (dla mnie) kryterium aktywności. Ale o tym już wspominałam. Za to zgodzę się w kwestii rozbijania o kant dupy ;). Bo marzenia, czy same chęci, bez poparcia w działaniu, nie prowadzą do niczego.

P.S. Przypomniałam sobie, że jest przecież w języku polskim słowo-synonim rywalizacji, które raczej nie kojarzy się negatywnie: 'współzawodnictwo'. Słowa mają wielką moc i wydaje mi się, że jakby zrobić jakiś sondaż, to mogłoby się okazać, że zdecydowanie więcej ludzi będzie skłonnych przyznać się do współzawodnictwa niż do rywalizacji. Mimo, że to to samo :). Ale to już tylko takie moje kombinowanie na marginesie.

podpis: S.
Otóż piąta też jest w pewien sposób aktywna - to jest czekanie na cud, deprecjonowanie rywalizacji w ogóle, narzekanie.
Nie za wiele - ale zawsze to jakaś aktywność.
P.S. Oj, starszym "współzawodnictwo" może się kojarzyć nienajlepiej.:)
No i współzawodnictwo to jednak nie jest w pełni synonim rywalizacji. Bo ta ma swoje ciemne strony - i nie da się tego przemilczeć.
A ja osobiście nie lubię wygładzania rzeczywistości. Trzeba brać taką jaka jest. Czasem dobra, czasem zła... I rywalizacja właśnie taka jest od zawsze. Ale ostatecznie bez niej nie byłoby nic.

podpis: mrowka
N. - chyba nie tyle na wynik nastawione, co na pokonanie konkurencji...

podpis: N.
Co do P.S. - no racja :) Na to nie wpadłam.

mrowka - za wynik uważam pokonanie konkurencji lub przegranie z konkurencją, a że chyba nikt się nie podejmuje rywalizacji z nastawieniem "chcę przegrać", więc wydaje mi się, że wychodzi na to samo

podpis: N.
A jeszcze apropos aktywności - idąc tym tropem można pójść jeszcze dalej i powiedzieć, że żaden żyjący człowiek nie jest zupełnie bierny, bo zawsze COŚ robi.
Może i racja, ale chyba nie do końca o taki rodzaj aktywności mi chodzi ;)

 
powrót