główna binaria przeszłość teraz teoria kabaretu publicystyka porady dla początkujących prywatnie filozofijki polemiki

ramka
 
DEFINIOWANIE OCZYWISTOŚCI:
   Definicja szczęścia
   Definicja miłości
   Definicja życia
   Wiara i nadzieja
   Definicja głupoty
   Przyjaźń
   Definiowanie wolności
   Definiowanie prawdy

FAŁSZYWE STEREOTYPY:
   Naiwność
   Naiwność z ograniczonym zaufaniem
   Znieczulica
   Pierwsza wymówka
   Różnorodność i tolerancja
   Narcyzm szczęśliwy
   Egoista z głową
   Pozytywne strony negatywnych uczuć
   Rywalizacja
   Pieprzeni humaniści
   Na cholerę Zło
   Nic lepszego od demokracji?
   Filozofia, logika i inne
   Wyolbrzymianie niezrozumiałego
   Czyja to wina?
   Bój na argumenty

ŚWIATOPOGLĄDOWO:
   Czy istnieje Bóg
   I powstał Bóg
   Grzech pierworodny
   Życie po życiu
   Sens życia
   O grzechu
   O raju
   Śmierć dobra albo zła
   Samobójstwo
   Wojna
   W sprawie aborcji
   Władza sądownicza
   Teoria mieszania świata
   Ufność i niewiara
   Prawo Gorszego
   Manowce rozwoju

WIELKIE MAŁE PROBLEMY:
   Przeciw depresji
   Starzenie się
   Kurs starości
   Poczucie krzywdy
   Sprawiedliwość w stosunku 1/2
   Asertywność a wykorzystywanie
   Skuteczne przepraszanie
   Tak się nie chce!
   Motory napędowe
   Jak lubić siebie
   Codzienność przykra czy fajna
   Odruch rezygnacji
   Recepta na sukces?
   Recepta na porażkę
   Poznać swoje pragnienia
   Miłość nieszczęśliwa
   Rozkochiwanie
   Urabianie faceta
   Urabianie faceta - błędy
   Urabianie kobiety
   Urabianie kobiety - rozpieszczanie
   Spory i ustępstwa

   



okno filozofia
 
     

RYWALIZACJA

Niedawno usłyszałem, że rywalizacja nie jest godna człowieka Wielkiego.
Pf!
Jak nie?!
A co uczyni człowieka Wielkim jeśli nie będzie miał potrzeby rywalizacji?
Potrzeba dokonywania rzeczy wielkich ot tak sobie - dla dobra ogólnego, dla zabicia czasu?
Co mogłoby skłonić człowieka do wysiłku gdyby nie miał potrzeby rywalizacji? Potrzeby podstawowe (głód, poczucie bezpieczeństwa, prokreacja) motywują do działania w bardzo wąskim zakresie. Potrzeby wyższe mają swoje źródło w rywalizacji.

Żeby się przejąć dobrem innych trzeba mieć poczucie swojej wyjątkowości (wyższości).
Nie będę się brał za reperowanie komuś samochodu jeśli nie mam przekonania, że zrobię to lepiej niż on.
Nie będę próbował walczyć z patologiami, jeśli nie będę przekonany, że moje rozwiązania są lepsze od innych.
Nie będę komuś poprawiał bytu jeśli nie będę miał przekonania, że mam lepsze ku temu warunki niż on sam.
Nie będę tworzył sztuki dla innych jeśli nie będę miał przekonania, że stworzę coś lepszego niż oni.
Itd.

Niech się ktoś upiera, że się da bez rywalizacji dojść do świadomości własnej wartości - będę się kłócił!
Czy ktoś się rodzi ze świadomością własnej wartości?
Ta świadomość przychodzi przez porównanie siebie z innymi. I gdyby nie rywalizować od samego początku - to po co zdobywać wiedzę, przedmioty, doświadczenie? Wystarczy się najeść, wyspać i pokopulować.

Gdyby taki Mozart nie miał żadnej potrzeby rywalizacji - to nawet by nie napisał żadnej nuty, tylko słuchał sobie muzyki w swojej wyobraźni (o ile by w ogóle zechciał się pasjonować muzyką). Ani Einstein by nie ogłosił teorii względności.
Właściwie świat stałby w miejscu - w najlepszym przypadku odtwarzając się z pokolenia na pokolenie - bez żadnego rozwoju.

Rywalizacja napędza ambicję, ambicja motywuje, a motywacja powoduje, że w ogóle coś się wydarza.

I po raz kolejny pojawia się kwestia wychowania i stereotypów. Motywacja jest uznawana powszechnie za coś dobrego. Ale ambicja już potrafi mieć zabarwienie negatywne. Bo ambitny to niekiedy znaczy bezwzględny.
Zdarza się.
Ale to nie są równoznaczne pojęcia.
Ambitny to ten, kto cały czas dąży do jak najwyższego poziomu w jakiejś dziedzinie. Artysta, lekarz, inżynier, naukowiec - byliby miernotami gdyby zabrakło ambicji.
Ambicja jest zawsze efektem rywalizacji. Na początku z najbliższymi (być lepszym niż kolega, brat), później z branżą (być tym lepszym w okręgu, kraju), a gdy już zabraknie równorzędnych rywali - to w porównaniu z samym sobą z minionego okresu...
To wszystko jest rywalizacją.

Wielkości człowieka nie ujmuje sama rywalizacja - tylko reakcja na jej efekty. Jeśli ktoś przegrywa rywalizację i się obraża na świat to jest mały i żałosny. Jeśli ktoś wygrywa rywalizację i obnosi się z tym do zrzygania to jest równie żałosny.

O Wielkości człowieka świadczy umiejętność godnego przegrywania i godnego wygrywania rywalizacji. Rywalizować trzeba, ale źle gdy z wyniku rywalizacji czyni się sens wszystkiego.
Wynik zawsze jest tymczasowy i może ulec zmianie w bliższym lub dalszym czasie.
I właśnie ten kto porzuca rywalizację jest człowiekiem małym, podłym i miernotą - niezależnie od wyników jakie do tej pory osiągnął.
Bo sensem jest sama rywalizacja a nie jej wynik.

temat związany - Oblicza Rywalizacji

ANEKS Dopisany po dość intensywnej wymianie opinii zaraz po ukazaniu się tematu.

Skorzystam niecnie z przykładu jaki sam się nadarzył. Przepraszam uczestników dyskusji za trochę przedmiotowe potraktowanie - ale aż się prosi.
Bo przekonuję się, że rywalizacja nie ma dobrej opinii. Pojawiły się głosy zdecydowanie niechętne rywalizacji i umiarkowanie sceptyczne. Przy jednym skromnym głosie akceptacji.
A chciałbym przypomnieć, że dyskusja też jest rywalizacją - o rację.
Oczywiście nie mam nic przeciwko rywalizacji o rację (pod warunkiem, że uczestnicy nie popadają zbyt mocno w emocje - bo traci się sens). Z takiej rywalizacji może wyłonić się prawda - czyli coś o co warto trochę się poszarpać.
P.S. Oczywiście sam też w tej rywalizacji uczestniczę. Z chęcią i nie bez emocji.

ANEKS II Dopisany po opracowaniu tematu: Motory Napędowe.
Ciekawość i Stan Walki - tworzą zupełnie osobną motywację do działania. Jednak można dopatrzyć się związków między skłonnością do rywalizacji a tamtymi dwoma motywacjami do działania.
Nie rozwijam żeby zbyt nie gmatwać.




   


          


      bok
      bok
 
   

można się nie zgodzić:

podpis:
e-mail:
treść:


podpis: niewdziosek
Wielkości człowieka rywalizacja nie ujmuje, bo nie jego winą jest, że rywalizacja jest motorem napędowym wielu działań człowieczych.
Ten sposób postępowania jest wynikiem życia w świecie o określonych, dość rozbójniczych regułach i skutkiem mechanizmów ewolucji (kły i pazury).
Ja uważam, że najważniejszy jest jednak wynik i staram się do niego dążyć, unikając rywalizacji (nie wiem, czy to podpada pod "porzucanie rywalizacji" - mam nadzieję, że nie :).
Akceptuję jednak wykorzystanie rywalizacji w celach rozrywkowych, czy sportowych - tu z kolei ważniejsza i bardziej interesująca od wyniku jest faktycznie sama rywalizacja.

podpis: S.
e-mail: cepelin@aster.pl
Ja uważam rywalizację za motor wszelkich działań i postępu. I nie nazwałbym tego regułami rozbójniczymi (bywa, ale to tylko część prawdy).
Podejrzewam, że co innego rozumiemy pod hasłem "wynik rywalizacji" - bo bym musiał się zdziwić.
W moim rozumieniu wynik to: "jestem lepszy/gorszy niż..."

podpis: niewdziosek
Rzeczywiście, źle się wyraziłem. Chodziło mi o wynik wysiłków, działań, o cel do którego dążę, a nie o wynik samej rywalizacji, którą traktuję jako ewentualne narzędzie (podejrzanego pochodzenia) do uzyskania tego celu i które odkładam na półkę.

podpis: N.
e-mail: natusiek[at]gmail.com
"Ambicja jest zawsze efektem rywalizacji." --> Eee, to chyba rywalizacja jest efektem ambicji - nie odwrotnie. Jak nie mam ambicji, żeby być lepszym/lepszą od innych, to nie będę się pchać w rywalizację.
Czy nie?

podpis: S.
Hm... najpierw ambicja - potem rywalizacja?...
A skąd ambicja?
Wrodzona?
Nie wyobrażam sobie ambicji bez możliwości porównania siebie z kimkolwiek.
Czy możliwe jest aby pustelnik z jakiegoś powodu stał się ambitny i wyruszył na poszukiwanie rywali?
Odwrotnie tak - pustelnik na skutek przypadkowej rywalizacji (wygranej-przegranej) staje się ambitny i zaczyna się doskonalić w jakiejś dziedzinie.

Uważam, że to rywalizacja jest wrodzona.
Nie wiem, czy istnieje normalny człowiek który oprze się porównaniom siebie do innych. Może nawet nie mieć ambicji (czyli wspomniane unikanie rywalizacji), ale będzie i tak rywalizował w takiej skali w jakiej czuje się bezpiecznie.
Nie będzie otwarcie rywalizował, ale po cichu będzie szukał śladów swojej przewagi nad kimś/czymś -
lepszy bo bogatszy - nie...,
lepszy bo mądrzejszy - nie...,
no to lepszy bo skromniejszy!!!.

Wystarczy się przyjrzeć jak skromni potrafią bronić swoich racji.

podpis: N.
Ambicję rozumiem na dwa sposoby:
1.stała cecha człowieka (mówimy o kimś, że JEST ambitny),
2.pojawiające się w konkretnej sytuacji pragnienie czy dążenie do tego, żeby coś tam osiągnąć (wtedy mówimy, że ktoś MA ambicję, żeby np. wygrać konkurs recytatorski).
I mówiąc o tym, że ambicja poprzedza rywalizację, mam na myśli to drugie rozumienie.

Nie neguję tego, że potrzeba rywalizacji jest wrodzona. Uważam tylko, że w konkretnym przypadku ona (rywalizacja) też nie może się wziąć z niczego. W konkretnej sytuacji potencjalnie rywalizacyjnej, potrzebny jest jakiś impuls, i moim zdaniem takim impulsem może być (między innymi) właśnie ambicja. Konkretna ambicja, żeby w konkretnej dziedzinie być lepszym od konkretnego człowieka. Skąd ambicja? Z porównywania siebie do innych (lub do siebie samego). Człowiek może się porównać z kimś (czasem całkiem automatycznie i nieświadomie), zauważyć różnice, zmiany i takie tam, a to może wzbudzić w nim ambicję pt. "Kurcze, no przecież stać mnie na więcej niż tamten gość potrafi", no i taka ambicja pcha do działania, czyli do rywalizacji.

Aczkolwiek zgadzam się, że rywalizacja może też napędzać ambicję - im bardziej rywal depcze mi po piętach, tym bardziej mnie to dopinguje (a więc rośnie moja ambicja) żeby być lepszym od niego.

Czy ja piszę po polsku? ... no nieważne, mam nadzieję, że wiadomo o co chodzi ;)
Potrzebę rywalizacji posiada każdy, i z tym (jak i z tym, że jest ona wrodzona) nie zamierzam dyskutować, bo się z tym zgadzam. Ale w konkretnych sytuacjach ta potrzeba musi być przez coś uruchamiana - i o to 'coś' mi właśnie chodziło.

podpis: Robo
e-mail: robofh@wp.pl
Geny...? Zakorzeniona w nas jaskiniowa świadomość, że im bardziej ktoś góruje nad rywalami, tym więcej w stadzie otrzyma samic i mięsa upolowanej zwierzyny?

podpis: niewdziosek
Myślę, że ta świadomość, czy też raczej podświadomość jest starsza, niż jaskiniowa. Nie chodzi o to, czy czegoś tam otrzyma więcej, czy mniej ale po prostu o to, czy przeżyje i będzie mógł przekazać swój gen dalej.

podpis: efka
"Nie będę komuś poprawiał bytu jeśli nie będę miał przekonania, że mam lepsze ku temu warunki niż on sam." - a wdowi grosz??
"Nie będę tworzył sztuki dla innych jeśli nie będę miał przekonania, że stworzę coś lepszego niż oni." - czy też uważasz, że kabaret Adin i Teatr Absurdu są najlepsze??

podpis: S
Wyczuwam lekką zaczepkę - ale tak!
Adin i TA są (lub będą) najlepsze na pewnym poletku sztuki kabaretowej. Nie miałoby większego sensu robić w gorszym wydaniu coś co już istnieje. Jeśli ktoś to zrobi lepiej to trzeba będzie przestać lub zmienić poletko.
A wdowi grosz to jest raczej pewien symbol. I w gruncie ma dotyczyć daru dla jeszcze bardziej potrzebujących.
Bo nie wyobrażam sobie żeby z wdowiego grosza czynić wsparcie dla np. drobnego przedsiębiorcy. (chyba, że komuś się to w głowie mieści)

podpis: efka
nie spodziewałam tak kategorycznie twierdzącej odpowiedzi na moje wcześniejsze pytanie ale żadnej zaczepki tam nie było

podpis: S.
Kategorycznie twierdząco, bo rywalizacji się nie wstydzę. Inaczej nie ma sensu (a udawana skromność mnie nie interesuje).

podpis: mrowka
dwa dni od opublikowania tekstu, i jakie emocje ;).
Mnie rywalizacja jest potrzebna. A przynajmniej - w wielu momentach jest, zwłaszcza w twórczości. Ratuje przecież przed brakiem pomysłów! Pod warunkiem, że to będzie rywalizacja pozytywna, to znaczy "pokażę wszystkim, że jestem lepszy" a nie "pokażę wszystkim, że oni są gorsi".

podpis: S.
Cała motoryka naszego świata jest oparta na rywalizacji.
I kwestia przeżycia i kwestia rozwoju. I dorzucę wojny, wielkie odkrycia, złodziejstwo, wspaniałe przyjaźnie, sport, morderstwa, sztuka, - wszystko co żyje rywalizuje ze sobą na niezliczonych płaszczyznach.
Bez rywalizacji nie byłoby niczego.

podpis: S.
Do N. - "Skąd ambicja? Z porównywania siebie do innych (lub do siebie samego)"
Samo porównanie jest już pierwszym aktem rywalizacji. Drugi to chęć poprawienia wyniku porównania.
I tu z ambicją lub bez.
Ci bez ambicji wykorzystują jedynie to, co samo w ręce wpadnie, a ambitni biorą sprawy w swoje ręce (działając szlachetnie lub bezwzględnie).

podpis: N.
Samo porównanie jest po prostu porównaniem. MOŻE być zaczątkiem rywalizacji, ale nie musi. Czasami kończy się po prostu na porównaniu (no i wtedy nie ma ani ambicji, ani rywalizacji, ani działania).
Sory, że się tak upieram, ale chęć osiągnięcia lepszego wyniku to nic innego jak ambicja :) Nie mieć ambicji znaczy zadowalać się bieżącym stanem rzeczy, pozostawać przy tym, co się ma, nie dążyć do poprawiania swoich osiągnięć. (Mam wrażenie, że chyba po prostu trochę inaczej rozumiemy ambicję.)

podpis: S.
N. Ostatni raz. Jak nic nie wniesie do wymiany opinii to wykasuję.
Chęć poprawienia wyniku to jeszcze nie jest ambicja, można mieć chęć poprawienia wyniku i nic z tym nie robić (czekając na łut szczęścia).
Czy się mylę? Czy czekanie na szczęśliwy przypadek też nazywasz ambicją? Czy wysłanie kuponu totka to dla Ciebie ambicja? Czy aktor czekający na Oskara po zagraniu byle roli jest ambitny? Czy marząc o strzeleniu bramki w ważnym meczu staję się ambitnym piłkarzem?

No i związek przyczynowo-skutkowy. Ty uważasz ambicję za początek rywalizacji, ja rywalizację za początek ambicji.
Rywalizacja to chęć bycia lepszym od... (chyba, że Ty inaczej definiujesz rywalizację...?)
Czy można być ambitnym zanim pojawi się chęć bycia lepszym od...?

podpis: ...
A nie byłoby optymalne (pod względem jakości uzyskanego efektu, a nie pod względem poniesionych kosztów) dążyć do celu, mając na uwadze jak najlepszą tegoż celu jakość, a nie chęć pokonania rywali? Jeżeli sensem jest sama rywalizacja, to znaczy, że jednak zależy mi na jej wyniku, czyli wysforowaniu się do przodu.
Czyli nie stawiam sobie za zadanie wykonać dzieło w sposób najlepszy, jak potrafię, ale wykonać je tylko lepiej niż rywale.
Czy to nie jest pójście na łatwiznę?

podpis: S.
Nawet naiwny idealizm powinien mieć granice.
Chcesz namawiać do wysiłku w ramach czystego idealizmu - bez żadnych najmniejszych korzyści?
Nikt Ci nie zabroni, ale na co liczysz?
Natomiast kiedy rywalizacja jest sensem to wynik jest ledwie chwilową satysfakcją/porażką bo trzeba dalej rywalizować - i nie ma sensu zbyt wiele czasu poświęcać na rozpamiętywanie wyniku.

podpis: S.
Coś widzę, że rywalizacja ma gorszą opinię niż sobie wyobrażałem.
Dziwi mnie ten brak akceptacji (Niewdziosek - podejrzane pochodzenie, ...- łatwizna, Robo- górować nad rywalami) wobec motoru czyniącego niektórych ludzi Wielkimi.
Czyżby Najwięksi byli osobami niegodnymi? Czy też ludzie podle ambitni tak zszargali rywalizacji opinię?
???

podpis: niewdziosek
Prawdopodobnie, jak zawsze, prawda leży pośrodku. Wszystko zależy od podejścia rywalizującego. Niektórzy zaszargali. Niektórym zdrowa rywalizacja pomogła osiągnąć sukces - wielki lub całkiem malutki. Inni niszczyli konkurentów bez pardonu.
Niektórzy dłubacze przez wiele lat, czy też nawet całe życie pracowali w odosobnieniu nad teoriami, wynalazkami, dziełami sztuki. I zostali docenieni dopiero po śmierci albo i nie. Być może rywalizacja pomogłaby im pokazać światu swe osiągnięcia wcześniej. Ale nie każdy lubi wyścigi i zwyciężanie konkurencji.
I nie chodzi tu o żadne wywyższanie się, czy jakieś kompleksy niższości. Taki charakter...

podpis: N.
No dobrze, może mało precyzyjnie się wyraziłam: ambicja to nie każda bylejaka chęć poprawienia wyniku, ale chęć na tyle silna, że napędza nas do działania. Czy tak lepiej?
Czy można być ambitnym zanim pojawi się chęć bycia lepszym? Oczywiście, że nie. Tylko nie powiedziałabym, że rywalizacja to jest chęć (a przynajmniej nie sama chęć). To przede wszystkim działanie, dążenie do tego, żeby być lepszym od..., robienie czegoś w tym kierunku.
Nie wyobrażam sobie, żeby można było nazwać rywalizacją sytuację, w której pianista bardzo mocno chce wypaść lepiej od swojego kolegi na najbliższym konkursie Chopinowskim, ale jednocześnie nie robi nic, żeby to osiągnąć, tylko sobie o tym marzy. Jeśli faktycznie uznajesz za rywalizację już samą chęć bycia lepszym, to będę bardzo zaskoczona.

P.S. Do ... - a czy nie jest czasem tak, że wykonywanie czegoś w sposób najlepszy jak potrafię, to zwyczajnie podejmowanie rywalizacji z samym sobą?

podpis: ...
Można tak powiedzieć górnolotnie, że to rywalizacja z własnymi słabościami. Ale raczej jest to wewnętrzna potrzeba "dobrej roboty" i poprawiania dzieła, jeśli zauważy się taką możliwość.

podpis: mrowka
czy nie jest tak, że wyrzeczenie się rywalizacji odbiera "prawo" do radości i zadowolenia, kiedy COŚ się uda? Dla mnie rywalizacja jest niezbędnym składnikiem tego szczęścia od narcyzmu szczęśliwego. A przy okazji dobrym sposobem na pokonanie własnego lenistwa. Nie zawsze rywalizacja musi być powiązana z bezwzględnością - chyba tu pojawia się największe ognisko zapalne w tej dyskusji.
Do ... - wystarczy sobie wybrać rywala, który jest powyżej Twoich możliwości i starać się go jakoś doścignąć. I już masz dążenie do wykonania dzieła w sposób najlepszy jak potrafisz.

podpis: ...
Do osiągnięcia radości i zadowolenia wystarcza fakt, że COŚ uda się zrobić. Niepotrzebna przy tym jest satysfakcja, że kogoś przy okazji udało się pokonać. Satysfakcja ta wzmacnia nieco efekt radości, ale niezbędna nie jest.

podpis: S.
N. Bądź zaskoczona. Tak, sama chęć już jest rywalizacją (wg mnie). Oczywiste, że wzięcie udziału w konkursie z nadzieją na dobry wynik to rywalizacja (chyba nie muszę rozwijać?). Ale ja idę dalej - samo marzenie o wygraniu (bez udziału w konkursie) uważam za rywalizację - tylko niespełnioną, odpuszczoną, tylko w myślach. To rywalizacja zawieszona - wystartuje w konkursie jak zobaczy, że konkurentom nagle słabiej idzie.
Albo nigdy nie wystartuje, bo brak mu wiary, że może wygrać. Ale w marzeniach rywalizuje.

podpis: S.
Niewdziosek i ... - nie wytrzymałem, dopisałem aneks.
Nie wiem, czy zechcecie uznać dyskusję za rywalizację. Być może uznacie, że to zwykła niewinna troska o prawdę.
Ale... Czy mi się wydaje, że trochę emocji jest w Waszych komentarzach? Prostej emocji jaka zwykle towarzyszy rywalizacji. Trochę upierania się przy swojej racji... Dość szybka reakcja na odpowiedzi...
Sama troska o prawdę raczej nakazuje odpowiadać rozważnie, powoli, z uwzględnieniem kontrargumentów...

:) "wystarczy się przyjrzeć jak skromni potrafią bronić swoich racji"

podpis: niewdziosek
Chyba trochę mnie złapałeś. Rzeczywiście, dyskusja też jest rywalizacją. Ale chyba traktuję ją jako rozrywkę lub sport i w związku z tym akceptuję. Idę to przemyśleć w kąciku.
P.S. Ten "..." to też ja. Niechcący nie wpisałem podpisu, a potem chciałem być konsekwentny :)

podpis: mrowka
ja zechcę uznać (dyskusję jako rywalizację) - to piękna puenta tej rozmowy a w rywalizacji dalej nie widzę nic złego. Niewdziosek - w samej rywalizacji jest też przecież element rozrywki, gdyby nie bawiło, to by się człowiek w to nie pchał jednak dobrowolnie...

podpis: niewdziosek
Tak, ale ja dopuszczam tylko ten element rozrywki. Rywalizacja prowadzona na serio zupełnie mnie nie bawi.

podpis: mrowka
ja z kolei nie potrafię sobie wyobrazić rywalizacji bez tego elementu rozrywki. Bo w końcu po co się rywalizuje? Żeby udowodnić innym (albo sobie), że się jest lepszym. Czyli efektem jest przyjemność.
Rywalizacja - nawet ta ukryta i słabo uświadamiana - pozwoli Ci w ostatecznym rozrachunku powiedzieć "a ja mam was w nosie [dobra, niekoniecznie w nosie], bo umiem coś lepiej". I pokaż mi osobę, której to nie sprawi frajdy. ;)

podpis: S.
Eeech... No i zrobiło się zgodnie i ekumenicznie, a rywalizację już szlag trafił. :)
To co? Jako, że trochę mnie natchnęło w wyniku wymiany zdań to spróbuję rozwinąć jeszcze temat w zagadnieniu Oblicza Rywalizacji.

podpis: N.
Nie zaglądałam tu raptem jeden dzień, a w międzyczasie debata zdechła. Łeee... ;)
Czyżby to ten aneks zadziałał na wszystkich tak łagodząco?
To nie będę się wybijać... nim zamilknę, dodam tylko, że zgodnie z obietnicą jestem zaskoczona. Ale pozostanę przy swoim zdaniu. No i może jeszcze trochę pomarudzę, ale to już w drugim temacie.

podpis: Kamil
Człowiek człowiekowi nierówny? Wręcz przeciwnie! Człowieka się nie rozpatruję w tej kategorii, każdy z nas to nieskończone piękno. Wynik który osiągamy rodzi się z potrzeby. Potrzeba rodzi się z czego? 1Miłości 2Ciekawości świata 3 Chęci dowartościowania się 4Potrzeby bezpieczeństwa
Potrzeba nie rodzi się z potrzeby rywalizacji bo coś takiego nie istnieje. Rywalizacja to twór sztuczny, a dosłownie strategia/sposób działania. Najbardziej pasuje mi do tej strategi chęć dowartościowania się.
Przede wszystkim takie podejście do świata rujnuje poczucie bezpieczeństwa, ponieważ całe życie jest postrzegane przez takiego człowieka jako pasmo porażek/zwycięstw i będzie on mierzył swą wartość przez pryzmat stosunku tych dwóch opcji rozwoju wydarzeń. Dziwnie to brzmi... nawet budzi smutek i współczucie. Jak ma się rozwijać miłość do bliżniego kiedy wiecznie się nie czujemy bezpiecznie? Jak ma się rozwijać ciekawość świata skoro motywem działania jest chęć bycia lepszym?

Czytajcie biblię!!! Radzę wam analizujcie swoje czyny i myśli przez pryzmat tego czy grzeszycie w danej chwili. Cały czas działajcie według przykazań bożych! Grzech budzi::: strach lęki nie pewnosc brak motywacji negatywne cierpienie tłumi::: uczucie miłości spokoju radości bezpieczeństwa szczęścia ciekawość świata energie ludzką pozytywne cierpienie wszystko to czego pragniecie!

Grzech to postawa lub działanie wbrew Bogu. Bóg to świat. Traktuj bliżniego swego jak siebie samego!

podpis: S.
Kawał solidnej roboty misyjnej - ale i tak rywalizacja była i będzie. I nie drzyj szat - to całkiem przyzwoity motorek - tylko czasem ludzie bywają nieprzyzwoici. Cóż - każda dobra rzecz ma też swoją ciemną stronę.

podpis: Robo
Zaraz, moment. Jeśli nie czytam Bibli, ksiązki napisanej przez ludzi o Bogu i nie staram się dostosować do Boga, tylko do własnych zdroworozsądkowych zasad postrzegania świata (zadziwiająco zbieżnych z przykazaniami, po prostu bez całej religijnej otoczki) to będę kimś gorszym? Tak między wierszami wywnioskowałem z tego "misyjnego" postu...

podpis: Włodek
Tym razem obrona dzielności czyli wielkości szlachetnej. Znowu tomizm. Deja vu mam czy co? Jakbym Gilsona "Wprowadzenie do filozofii św. Tomasza z Akwinu" czytał. Rozdziały "Życie osobiste" i "Życie społeczne". Chyba mam gdzieś na półce, jak znajdę podam odnośniki, bo Sikora dokładnie powtarza argumenty: "Wielkości człowieka nie ujmuje sama rywalizacja - tylko reakcja na jej efekty. Jeśli ktoś przegrywa rywalizację i się obraża na świat to jest mały i żałosny. Jeśli ktoś wygrywa rywalizację i obnosi się z tym do zrzygania to jest równie żałosny.
O Wielkości człowieka świadczy umiejętność godnego przegrywania i godnego wygrywania rywalizacji. Rywalizować trzeba, ale źle gdy z wyniku rywalizacji czyni się sens wszystkiego".

podpis: Toms
e-mail: samadi@onet.eu
patrząc z punktu widzenia osoby o nisko rozwiniętej świadomości tak to wygląda jak opisałeś, z moich obserwacji np.tzw.kujony szkolne to stosują już od urodzenia i ciągle się porównują i chcą być lepsi... jednak podłożem tych motywacji jest tzw."mua" moje- po prostu egocentryzm !!! prawdziwa motywacja wyłania się z żądzy z pragnień które poparte planem realizacji zamieniają się w osiągnięcia!są ludzie którzy nie musieli rywalizować z innymi a osiągnęli wielomiliardowe fortuny , wciągając najbliższych we własne biznesy stosowali podejście win-win, ale to wyższa joga :) ogólnie trudna do zrozumienia

podpis: S.
Ajżesz!
Pasja, pragnienia, żądze - też w podłożu mają rywalizację. Nawet te pasje doskonalące są efektem porównań - w skrajnym przypadku nawet z samym sobą.
Ciężko mi sobie wyobrazić zaspokajanie potrzeb wyższych bez żadnego punktu odniesienia.
A już zdobywanie fortun jakoś nijak mnie nie przekonuje jako działanie pozbawione rywalizacji.
Bo po co komu fortuna jeśli nie do pokazania innym lub wydawania na coś na co innych nie stać?

podpis: Adam
e-mail: aveallah@gazeta.pl
Ciekawy wpis. Rywalizacja nie jest efektem ambicji. Chcę coś osiągnąć (zamierzony skutek) i konsekwentnie działam, by do niego dojść. Jednak po drodze są zawsze jacyś ludzie, jeśli mój cel może być dostępny tylko dla niewielu, to wtedy jest rywalizacja między potencjalnymi zwycięzcami. dy jest ona zgodna z zasadami przyjętymi dla gry i zasadami prawa naturalnego, moralnymi - wszystko gra, wygra akurat w tym czasie i miejscu najlepszy. Jeśli jest sprzeczna z regułami porządku międzyludzkiego - to chora rywalizacja. Twierdzenie, że napędza ona ambicję jest oczywiście fałszywe. Ambicja wpisana jest w każdego człowieka, bo ma on wolny wybór. Decyzje podejmuje ze względu na cele, gdy cele, decyzje i wynikające z nich działania nie szkodzą innym- to jest to wolność, nie bezprawie w odwrotnym przypadku. Rywalizacja to pewien środek na drodze właśnie. Jeśli kogoś ona napędza, to długo nie pociągnie psychicznie, albo się zdegraduje. Dla mnie najważniejsze jest, że chcę rozwijać zdolności, które mam. Ciało. umysł. duchowość,psychikę.
Sami sobie robimy często ograniczenia których nie ma. To prawda, obecne czasy to motłoch właśnie chorą rywalizacją napędzany, jak za przeproszeniem bydło, ale co poradzić, nie wszyscy są skłonni do konstruktywnego myślenia. Życie to walka, ale przede wszystkim z samym sobą, swoimi słabościami etc. A jak ktoś chce przenosić to na relacje z otoczeniem i robić rywalizację ze wszystkiego niemal,to co to za człowiek? To taki zwierzak, który nie wie kim jest.

podpis: S.
Trochę zawęziłeś. Rywalizacja występuje nie tylko wtedy gdy cel jest dostępny dla niewielu.
Cel może być powszechnie dostępny (np. pieniądze) a jednak następuje to porównanie z wybranym otoczeniem (człowiek sam sobie wybiera grupę z którą się porównuje) i pojawia się ambicja żeby w tej grupie wypaść, jeśli nie najlepiej to przynajmniej powyżej średniej.

Nie bardzo się zgodzę z kwestią ambicji. I chora rywalizacja i zdrowa napędzają ambicję.
No a ambicja również może być chora. To już indywidualne przypadki. Jeśli ktoś ma ambicję dotrzeć do celu po trupach...
Wg mnie ambicja jest dobra dopóki nie zaciemnia myślenia i nie zapomina o przyzwoitości. Dopóki ambicja nie ma cech obsesji.

podpis: ja
czyli jestem miernota, biegne na 100 m i zwalniam przy mecie ,zeby inni wygrali.

podpis: S.
:)
Pewnie nie - bo byś się tym nie chwalił.
Co innego zwolnić, a co innego udawać kulawego już przed startem.

podpis: juyhg
e-mail: juyhg@wp.pl
popieram całkowicie

podpis: monia
e-mail: monikairena@poczta.onet.eu
co za bzdury szok. Dla mnie chora rywalizacja to nieporozumienie, zamiast działać we współpracy lepiej rywalizowac, i bawic sie w moje lepsze, to chore psuje relacje powoduje wrogosc i niszczy co dobre w sercu. Kobiety zazdroszcza urody wdzieku facetów, tam gdzie jest zaiwsc nie ma przyjazni to sie zdarza w reodzinach nawet, tak miałam w rodzinie meza szwgierka taka była, powinna sie leczyc z kompleksów bo ja na na tym straciłam małzenstwo.

podpis: S.
Większość tego co chore jest nieporozumieniem. :)
 
podpis: Alkatel
e-mail: cbalek@op.pl
Kanadyjczyk Tom Sinclair-Faulkner dowodził, że „hokej jest w Kanadzie czymś więcej niż zwykłą grą: dla niejednego pełni funkcję religii”. Taka postawa jest typowa dla wielu entuzjastów sportu, bez względu na to, gdzie mieszkają.
Na przykład w USA do sportu przylgnęła etykietka „uznanej religii świeckiej”. Psycholog David Cox wskazał na „liczne podobieństwa między sportem a słownikową definicją religii”. Dodał też, że niektórzy „traktują sportowców jak bogów albo świętych”.
Fanatycy sportu składają mu w ofierze czas i pieniądze, często kosztem swych rodzin. Kibice spędzają mnóstwo godzin na oglądaniu imprez sportowych w telewizji. Z dumą ubierają się w barwy swej drużyny i noszą jej emblematy. Z zapałem śpiewają piosenki i skandują hasła dowodzące, że są zapalonymi zwolennikami danej dyscypliny.
Wielu sportowców przed meczem nawet prosi Boga o błogosławieństwo, a po strzeleniu bramki dziękuje Mu na kolanach. W 1986 roku podczas Piłkarskich Mistrzostw Świata pewien znany zawodnik argentyński przypisał swego gola pomocy Bożej. Fanatycy sportu, tak jak wyznawcy niektórych religii, zyskali miano „dogmatycznych fundamentalistów”. Fanatyzm ten doprowadza do krwawych, czasem śmiertelnych bójek między kibicami przeciwnych drużyn.
Podobnie jak religia fałszywa, tak „świecka religia” sportu dostarcza swym żarliwym zwolennikom rytuałów, relikwii, tradycji i „świętych”, ale nie nadaje ich życiu rzeczywistego sensu.
 
podpis: Zuzula
e-mail: zufila@wp.pl
Nie ma nic prostszego i głupszego niż rywalizacja z innymi. Spróbuj byc lepszym od siebie samego, którym byłeś wczoraj!
 
podpis: S.
e-mail: ...
"Szlachetny" frazes.
 
podpis: nina
e-mail: gagatek1960@tlen.pl
a ja się z tym nie zgodzę i przedstawię dlaczego..
jeżeli człowiek jest istotą społeczną i ma inne potrzeby niż biologiczne to niby dlaczego ma być we wszystkim najlepszym i dlaczego tylko to czyni go wielkim? to jest raczej cechą zwierzęcą...a człowiek ma na tyle rozwinięty mózg, że zdaje sobie sprawę iż właśnie często utrzymanie równi z innymi jest trudniejsze i wartościowsze od wykazania siły we wszystkim..co ma powiedzieć ktoś kto nie ma możliwości bo urodził się w biednej lub słabej intelektualnie rodzinie? ma być poddany selekcji bo nic nie jest warty? czy o wielkości człowieka nie mówią jego cnoty? A do czego prowadzi rywalizacja? do bezwzględności i pustki...nie nie finansowej oczywiście ale proszę pojechac na Florydę..tam w otoczeniu brylantowych sedesów w obrzydliwym bogactwie siedzą ..ci co wygrywali..jednak ich życie jest puste a te bogactwa nie dają im nic..po za poczuciem,że nie o to chodziło ! co się dzieje teraz w Polsce ..ludzie wrażliwi..klejnoty tego świata padają ofiarą tych co mają cechy walca..to czyni człowieka wielkim? niszczenie innych ? czy umożliwienie życia wszystkim istotom i umiejętność akceptacji swojego życia ..jako jednego z wielu...tylko w handlu rywalizacja jest potrzebna choć jest ochydą w jaki prymitywny, bezwzględny, podstępny często sposób \" zdobywa \" się klientów..im więcej na tym świecie ludzi bez rywalizacji tym większe szanse na przetrwanie gatunku ludzkiego ..nie musimy ze sobą walczyć..możemy wszyscy doceniać innych , pozwolić cieszyć się każdej istocie na tej ziemii. Wielki człowiek to tak naprawdę dobry człowiek, to istota , która ma mało cech zwierzęcych a resztę potrafi opanować sercem i zrozumieniem.
 
podpis: S.
e-mail: ...
Rywalizacja (jak chyba wszystko) ma wady i zalety.
Rywalizacja jest cechą zwierzęcą - a jakże. Ale przydaje się też istotom twórczym i społecznym.
Ty się skupiasz na gorszej stronie rywalizacji, na tej najbardziej bezmyślnej, schematycznej, ilościowej. No, ale bezmyślność raczej w żadnej formie nie doprowadzi do rozkwitu.
Może i masz rację, że w sferze ekonomiczno-materialnej właściwie dalszy rozwój nie jest potrzebny - bo wystarczy to co jest.
Teraz by się przydał rozwój jakościowy - no i mam wrażenie, że obecnie czekamy na jakiś przełom/przesilenie.