|
SENS ŻYCIA
JEŚLI BÓG ISTNIEJE...
i stworzył nas na wzór i podobieństwo swoje - to ten dar trzeba docenić w pierwszej kolejności.
To podobieństwo nie może być zewnętrzne, bo jakże Bóg miałby mieć całą tą śmieszną konstrukcję z zakończeniem przewodu pokarmowego włącznie. Podobieństwo polega na tym, że każdy z nas o sobie może powiedzieć „Jestem który jestem”.
Jeśli więc człowiek dostał w prezencie boską świadomość - to powinien z niej korzystać. Kto nie czyni użytku ze świadomości ten odrzuca największy dar i popełnia grzech najcięższy.
A jeśli już się zrobi użytek ze świadomości, to zaczyna być jasne, że życie jest po to, żeby się nim cieszyć. I nie banalnie i prostacko oddając się pospolitym przyjemnościom (chociaż też), ale doceniając wszystkie złożone możliwości cieszenia się z drobnych rzeczy jak i z wielkich spraw.
Bo obok boskiej świadomości życie jest drugim z wielkich darów. A dar trzeba umieć docenić. Można zwieść ciotkę: „o jaki piękny prezent, zawsze marzyłem o różowym sweterku w jelonki!” - ale Boga się nie da oszukać dziękczynnymi modlitwami. Bóg wie, kto się cieszy z prezentu a kto nie - bez żadnych słów i pozorów. Modlitwa bez radości to jakby po obiedzie powiedzieć teściowej: Nie smakowało mi ale dziękuję.
Kapłani twierdzą, że życie proste i skromne jest wzorem cnót. Za rzadko dopowiadają najważniejsze: o ile potrafisz się tym cieszyć. Skromne życie może być źródłem wielkich radości, ale opacznie rozumiane może być życiem byle jakim - a to już grzech. Zmarnować życie na nielubianą pracę, na wieczne zmęczenie, na użeranie się z rodziną, na oglądanie telewizji - to najgorsze wyparcie się Boga.
Ale też w życiu wystawnym, wyrafinowanym i pełnym przyjemności nie ma nic złego. Owszem, trudniej być szczęśliwym kiedy jest się zatopionym w prostych przyjemnościach - ale jeśli ktoś potrafi nie utonąć w przyjemnościach i nadal cieszyć się życiem i boską świadomością, to jest w pełnej zgodzie z Bogiem.
Jakże mogła by cieszyć Boga trzódka bezmyślnych, zastygłych, zapatrzonych w ołtarze owiec? Milszy sercu zawsze będzie widok niesfornych ale dynamicznych istot.
Kapłani mówią o zbawieniu dusz tych najbardziej pokornych. A pokora tu nie ma nic do rzeczy. Jeśli życie ziemskie jest selekcją istnień do dalszego życia - to raju dostąpią ci, którzy umieją się radować choćby nawet błądzili, a nie ci, którzy potrafią się tylko umartwiać - dla nich szkoda raju.
JEŚLI BOGA NIE MA...
lub jest ale wcale Go nie obchodzimy - to trzeba się oprzeć na swoim rozumie. Czyli na świadomości - chociaż już bez atutu boskiego pochodzenia.
No i koło się zamyka. Chociaż mniejszą rolę wydaje się mieć dekalog i nauki religijne - to i bez tego dojdzie się do podobnych wniosków.
Chociaż nie spoczywa na nas oko Opatrzności i nie czeka Sąd Ostateczny - to życia i tak nie można marnować, bo to jedyne jakie mamy. Do wykorzystania jest kilkadziesiąt lat i nie będzie nic więcej. Szkoda by było poświęcić ten czas na użeranie się z rzeczywistością. Lepiej skorzystać z 3-punktowej modlitwy:
1. Boże, daj mi cierpliwość, bym pogodził się z tym, czego zmienić nie jestem w stanie.
2. Daj mi siłę, bym zmieniał to co zmienić mogę.
3. I daj mi mądrość, bym odróżnił jedno od drugiego.
I chociaż Boga nie ma, lub Go nie obchodzimy - to możemy spróbować sami wyręczyć Go w realizacji tej modlitwy. Bo teraz każdy z nas jest tym jedynym, który może powiedzieć o sobie: „jestem który jestem”.
Nie ma co się obawiać, że bez Boga człowiek jest gorszy. Dopóki się nie wyrzeknie świadomości nic złego się nie wydarzy.
Pragnieniem każdego jest przeżyć życie szczęśliwie - cokolwiek to oznacza. Dopóki jest ze swoją świadomością to zawsze rozumie, że złość, zawiść, nienawiść działa zawsze przeciwko jego szczęściu. Wybaczanie nie jest cnotą chrześcijanina tylko człowieka świadomego. Zemsta, pogarda jest zawsze zaślepieniem - gdy ważniejsze od własnego szczęścia staje się odegranie się na otoczeniu. Zaślepienie często zrozumiałe zważywszy na okoliczności - ale i tak pozostaje zaślepieniem.
A również utopienie się w prostych przyjemnościach jest po prostu ucieczką od życia - nie różniące się wiele od narkomanii i alkoholizmu (tyle, że z opóźnionym działaniem - po prostu dotrwanie w błogostanie do starości i śmierci).
Tym, którzy marzą o wiecznym życiu powiem tyle: te kilkadziesiąt lat to jest tak bardzo dużo, że więcej to naprawdę byłaby przesada. Jeśli komuś lata za szybko płyną to znaczy tylko, że marnował życie na pierdoły, że pozwalał sobie na bezmyślne przemijanie. Każda godzina to bardzo dużo czasu, ale trzeba przez tą godzinę Żyć.
Kto nadal narzeka, że życie jest za krótkie niech sobie przypomni jak w dzieciństwie nie mógł się doczekać kolejnych lat uprawniających do kolejnych przywilejów dorosłości. W dzieciństwie każdy rok był wypełniony życiem i nowymi doznaniami - więc bardzo długi. A w dorosłości pozwala się na przemijanie lat bez naszego udziału. I to sprawia, że nagle zaskakuje starość.
I nawet tak niemiłe zaskoczenie starością nie powoduje zmiany - zamiast się cieszyć ostatnimi latami życia, zaczyna się próżne wzdychanie za przeszłością - a potem to już śmierć.
Więc kogo jeszcze nie opuściła świadomość - niech czyni z niej użytek a żyć będzie długo i szczęśliwie. Bo świadomość to Bóg - a Boga nie wolno opuszczać bo On opuści nas - kimkolwiek by był, lub jakkolwiek by nie istniał.
|