|
AKTORSTWO I AKTORZENIE W KABARECIE
Aktorstwo a szczególnie kabaretowe jest pełne stereotypów, mitów i innych pierdół.
Tak na oko od razu widać, ze aktorstwo kabaretowe polega na robieniu śmiesznych min i śmiesznym pokazywaniu emocji targających postaciami (o śmiesznym głosie ledwie wspomnę).
Można i tak. Jak już ktoś ma szczególny dar śmiesznego bycia na scenie to mu nawet wyjdzie.
Tylko że…
Dar śmiesznego bycia na scenie to nie są śmieszne miny i śmieszne zachowanie samo w sobie.
To się bierze z wewnętrznego optymizmu i radości z zabawy swoją rolą/postacią. Robienie śmiesznych min bo tak trzeba - to zgroza i żenada.
Obraz zdenerwowanych aktorów „śmiesznie” grających nie ma w sobie nic śmiesznego (a raczej budzi lęk o psychikę tychże). Tak samo „śmieszna” gra z pustką w oczach to obraz żenujący.
Dopiero kiedy ze śmieszną grą widać tego chochlika w oczach i wewnętrzny uśmiech - to zaczyna być naprawdę zabawne.
Aktorstwo zaczyna być prawdziwe i przekonujące, kiedy robi wrażenie, że nie sprawia żadnych trudności. Właściwie wtedy, kiedy tego aktorstwa nie widać - bo ma się wrażenie, że to bierze się samo z siebie.
To samo w przypadku grania wszelkich emocji. Emocje na scenie wyglądają jak prawdziwe, kiedy nie widać wysiłków aktorskich. Specjalne miny, specjalne gesty - im bardziej specjalne tym gorzej.
Aktor nie lubi być bezbarwny - więc często uzasadnia swoją obecność na scenie mnogością zagrywek. Na zasadzie: jak nie jedna mina to inna - któraś będzie pasować.
No właśnie nie! Wystarczy, że jedna mina nie będzie pasować i już jest do kitu. Lepiej nic nie robić i uchodzić za drewno niż zrobić minę i potwierdzić najgorsze podejrzenia.
Gra jest autentyczna wtedy kiedy aktor nie zastanawia się co ma pokazać. Kiedy się nie zastanawia a pokazuje. Wtedy wypływa to z jego temperamentu i charakteru - a nie z niedojrzałego często wyobrażenia o aktorstwie.
Kiedy aktor załapuje flow to przestają działać jakiekolwiek kontrolery - wszystko opiera się na swobodnemu oddaniu się emocji bycia na scenie. Przestaje być ważne jak się wygląda, jak to widzą z publiczności - ważna jest przyjemność kreowania postaci.
Ale dopóki nie pojawi się flow lepiej unikać zagrań „na pokaz”. Lepiej gdy zagrania są „dla siebie”.
Zamiast pokazywać, że postać się np. złości - lepiej zrobić coś dla siebie, coś takiego co aktorowi pozwoli lepiej poczuć złość jego postaci.
Niby podobnie - ale warto się zastanowić mocniej nad tą różnicą. Bo różnica jest na miarę przejścia z pretensjonalnej gry do zupełnie dobrej.
To co aktor zrobi dla siebie, żeby lepiej poczuć emocje swojej postaci, prawdopodobnie będzie autentyczne i co najważniejsze - pozbawione pretensji do aktorzenia.
|