Porady dla Początkujących
Porady dla Początkujących
Porady dla Początkujących
Porady dla Początkujących
  powrót
PISANIE SKECZY

Nie ma jednej uniwersalnej szkoły pisania skeczy.
W ogóle nie ma szkoły pisania skeczy. To jest sztuka. A każda sztuka opiera się regułom i schematom.

Ale parę podpowiedzi może się przydać zanim się rozwinie talent pisania.
Po pierwsze - skecz tak naprawdę może napisać każdy kto ma parę szarych komórek i chociaż jedną prawą ręke.
Po drugie - skecz niekoniecznie trzeba zaczynać od żartów.

Od czego można zacząć pisać skecz:

Od pomysłu - pomysł na skecz może być wymyślony, ale też i wprost z życia. Odradzam komplikowanie pomysłu. Im prostszy tym łatwiej coś napisać.
Do pomysłów można zaliczyć: zderzenie dwóch popularnych schematów nie pasujących do siebie na oko. Wprowadzenie do zwykłej rzeczywistości niezwykłego elementu. Wprowadzenie do niezwykłej rzeczywistości zwykłego elementu. Oparcie skeczu na podobieństwach lub skojarzeniach. No i wiele różnych innych nie podlegających systematyzacji.

Od hasła - hasłem może być słowo, zawołanie, slogan lub jakiekolwiek zdanie. Hasło staje się pierwszym roboczym tytułem skeczu - trzeba zacząć tak pisać aby hasło pasowało jako tytuł. Podczas pisania zwykle i tak skecz skręca w inną stronę niż by się na początku można spodziewać - ale to pierwsze hasło jest impulsem.

Od sytuacji - sytuacja nie musi wcale być oryginalna. Często sprawdza się banał. Byle sytuacja była wyrazista i w jakiś sposób barwna - z możliwością rozwinięcia w trakcie.

Od postaci - znając możliwości aktorów można pisać skecz pod konkretne umiejętności aktorskie, albo też podpatrując jakąś charakterystyczną postać – można poszukać pomysłu jak umiejscowić taką postać aby to było atrakcyjne.

Od pojedynczego dobrego żartu - jeśli mamy dobry żart to warto poszukać kontekstu w którym będzie błyszczał - i po prostu dopisać do tego resztę.

Pisanie skeczy to jest umiejętność swobodnego wypuszczenia wyobraźni. Nie należy się specjalnie przejmować tym, że musi wyjść śmiesznie. Raczej trzeba się starać, żeby wyszło lekko, jak najlżej. Żarty same się zaczną pojawiać kiedy wyobraźnia nie będzie ograniczana przez jakieś ciśnienia.
Nie ma co wymyślać na siłę śmiesznej sytuacji. Sytuacja ma być atrakcyjna (!) - a śmieszność będzie zależała od tej atrakcyjności.
Można wymyślić, że blondynka, żul i gej klepią się po tyłkach - niby śmieszne ale niekoniecznie atrakcyjne. Taki pomysł to raczej marnowanie czasu.

Atrakcyjne bywa to co ma ten potencjał, że może się rozwijać w trakcie.
Więc nawet jak się wymyśli śmieszny pomysł - to warto zastanowić się jak go zacząć mniej śmiesznie aby było można ten pomysł rozwijać w trakcie. Nie strzelać od początku z najgrubszych dział!
Bo później już nie ma czym straszyć.
I tylko rozpacz i beznadzieja.

Skecze można pisać na parę sposobów.

Słowo po słowie - bez planowania całego skeczu. Po prostu z każdego napisanego zdania wynika dopiero następne. Aż do puenty, lub jako takiego zakończenia.
Doradzam, aby nie bać się kreślić przy tej metodzie. Jeśli tekst utknie to trzeba wykreślić wszystko aż do momentu gdzie sytuacja jeszcze była czysta i klarowna.

Wg konspektu - planując wcześniej rozwój wydarzeń w skeczu. Wymyślając sytuację jeszcze bez konkretnych dialogów. Dopiero jak już wiadomo jaka jest główna fabuła skeczu to rozpocząć pisanie słowo po słowie.
W takiej sytuacji można spróbować napisać kilka wersji tego samego skeczu - i na końcu powybierać najlepsze dialogi i zachowania.

Po żartach - wymyślając wcześniej najprzeróżniejsze żarty na wybrany temat. Kiedy worek z żartami zostaje zapełniony, to wtedy zacząć je układać w jakiejś sensownej kolejności dopełniając przestrzeń pomiędzy nimi dialogami lub sytuacją.

Żaden ze sposobów nie jest lepszy.
Więcej: trzeba ciągle zmieniać sposób pisania, bo nie da się tylko jednym sposobem pisać.
I wraz z doświadczeniem coraz bardziej sobie urozmaicać sposoby pisania.

Na koniec jeszcze przypomnę:
Pisanie to umiejętność wypuszczenia wyobraźni. Żadnych ciśnień na śmieszność, żadnych zobowiązań.
Skończysz to zaczniesz oceniać. Wcześniej nie warto.

 

strona główna
strona główna 
     Zalety początkujących
   Do diabła z warsztatem
   Co warto ćwiczyć
   Budowanie programu
   Praca nad wizerunkiem
   Lider
   Reżyser
   Precyzja i swoboda
   Aktorstwo
   Zasady improwizacji
   Pisanie skeczy

   TEORIA KABARETU
















 mapa strony


można się nie zgodzić:

podpis:
e-mail:
treść:

opinie:

podpis: mrowka
e-mail: mrowka@granice.pl
robię się w tym momencie dumna z siebie, bo kiedy próbowałam pozbierać to wszystko, co wyszło mi z różnych studiów u różnych satyryków, z słuchania podpowiedzi i wydobywania tych podpowiedzi z analiz tekstów - wyszło mi podobnie. Tyle że w ramach piosenki. Nie umiem napisać skeczu, nigdy nie próbowałam, prawdopodobnie dlatego twierdzę, że tego się nie nauczę. Nie mam motywacji, bo i po co mi skecz. Ale przy piosenkach też się to sprawdza. Tylko że piosenki piszą się przeważnie same - siadasz, zamykasz oczy, wyobrażasz sobie coś i jest. A skecz to już niekoniecznie. Z piosenkami jest łatwiej.
Pocieszam się, że nie muszę pisać skeczy, a kiedy zechcę spróbować - wiem, jak zacząć. Na razie zostawiam to lepszym, jak rysowanie.

podpis: Robo
e-mail: robofh@wp.pl
Pozwolę się z Tobą nie zgodzić. Jeśli o mnie chodzi to właśnie pisanie skeczy - korzystam zwykle z wszystkich podanych powyżej sposobów, wszystko zależy od weny - jest łatwiejsze. Piosenka jest ograniczona większą ilością reguł, podziałem zwrotek, sylabami, rymami (nie zawsze, oczywiście), dodatkowo jeśli to ma być piosenka kabaretowa to musi też wzbudzać emocje określone przez reguły kabaretowe. Wszystko naraz! Twierdzę że pisanie skeczu jest łatwiejsze, bo można poruszać się na gruncie pelnej fantazji, nie zatrzymując się co chwila aby sprawdzić czy sama istota, konstrukcja piosenki przypadkiem nie ogranicza mi swobody konstruowania wątku fabularnego, lub puenty (A nuż np się nie zrymuje świetna puenta a piosenka ma być rymowana w taki a nie inny sposób? Przerabianie od nowa, eksperymenty a gdzieś w międzyczasie ucieka świeżość idei). Dlatego też wolę zdecydowanie prozę.

podpis: mrowka
to ja w tym momencie nie widzę punktu, w którym się nie zgadzasz. Nie mówię, że pisanie piosenek jest łatwiejsze od pisania skeczy GENERALNIE. Dla mnie jest łatwiejsze. Nie przeszkadzają mi rygory formalne, rymy, rytmy itp. - bo przez lata nauczyłam się, jak to wykorzystywać, co zrobić z rymem, żeby nie zagłuszyć żartu, jak kombinować z formą, żeby mi się wszystko zgadzało (nie mówię, że zawsze wychodzi). Powiem więcej: przez lata uczyłam się w sztuce kabaretowej wyłącznie tego. Przy piosence nie poruszam się po omacku. Przy skeczu - takie mam przynajmniej wrażenie - siadam i mogę zrobić WSZYSTKO, co automatycznie mnie blokuje, wiesz: wolę pisać, pokonując kolejne ograniczenia. Jak ograniczeń nie ma, to nie wiem, od czego zacząć.
Poza tym - ja się w piosence nie zatrzymuję, jak już zacznie się pisać, to dopisuje się w całości i od razu ;). Jeśli okaże się, że muszę odłożyć jedną zwrotkę z zamiarem dokończenia kiedy indziej, to nigdy do niej już nie wracam.
Powiedział mi kiedyś mój wykładowca-satyryk "albo zaczynaj piosenkę od wymyślenia rymowanej puenty i pod ten rytm pisz całość, albo wszystko potem przerabiaj, puenta nie może być wymuszona". Tylko że mi się z reguły wymyśla wszystko na jednym olśnieniu. A kiedy nie - stosuję któryś z tych "skeczowych" sposobów i też działa.
Robo, my w zasadzie nie mamy tu płaszczyzny do sporu, Ty wolisz skecze, ja piosenki (a że o piosenkach pisze się rzadziej, to się podpinam pod tekst o skeczach ;)) - uzupełniamy się, i tyle ;)

podpis: Rektor
Rektor się zgadza... trzeba wypuścić wyobraźnię jak najdalej stąd. Czasami ja trzeba nawet wypościć, żeby móc ją potem wypuścić.

podpis: Krzych-Rych
nie zgadzam się.
Mańkuci nie potrzebują prawej ręki, mogą użyć lewej.

podpis: internautka.
żeś się uczepił...

podpis: mrowka
jak się odważę spróbować siąść do pisania skeczu, to może coś powstanie. Na razie mam blokadę psychiczną przed zaczęciem. Na plus - wreszcie umiem sobie temat wymyślić.

podpis: mrowka
spróbowałam dialog nierymowany, jeszcze nie skecz, ale już postęp. Z tym, że ciężar puent mi się opiera na jednej postaci, a druga jest tylko "dopowiadaczem". Chyba jednak się do stand-upów muszę bardziej przymierzać...

 
powrót