|
PRECYZJA I SWOBODA W GRZE
Czy precyzja i swoboda idą w parze czy sobie nawzajem przeszkadzają?
Czy pracując nad skeczem pozwalać sobie na daleko posuniętą dowolność dla wzmocnienia naturalności, czy lepiej precyzyjnie trzymać się zamysłu i tekstu skeczu?
Odpowiedzi na te pytania nie są wcale jednoznaczne.
W pierwszym odruchu można pomyśleć, że precyzja przeszkadza swobodzie, a swoboda precyzji.
To jest prawda w przypadku gdy precyzja oznacza bezsensownie kurczowe trzymanie się każdego słowa i gestu, a swoboda oznacza pełną dowolność w interpretacji.
Kurczowe trzymanie się zapisów skeczu rzeczywiście przeszkadza swobodzie. Dowolność interpretacji faktycznie wyklucza jakąkolwiek precyzję.
Ale wtedy jedno i drugie nie działa na korzyść. Albo uporządkowane ale sztywne, albo luźne lecz straszny bałagan.
Natomiast jeśli precyzja oznaczać będzie pewność tekstu i emocji w każdym momencie skeczu - to zupełnie nie przeszkadza swobodzie. Mając pewność, że nie grozi pogubienie się w roli - można swobodnie dostosowywać grę i słowa do tego co się właśnie dzieje na scenie.
Aktor w pełni przygotowany do swojej roli może bez problemu odnaleźć się w przestrzeni scenicznej - z jednej strony wykorzystując wszystkie elementy sceny na swoją korzyść, a z drugiej reagując na każdy ruch na scenie i wokół niej.
Warunek jest jeden - że aktor zna wszystkie kluczowe zwroty w skeczu i wszystkie emocje jakimi kieruje się jego postać - w takim stopniu, że żadna nieoczekiwana sytuacja nie może go wybić z pewności tego co ma dalej zagrać i w żadnym momencie nie zastanawia się co ma być dalej - tylko po prostu wie!
Nieraz się wydaje, że reżyser usztywnia aktorów wymagając precyzyjnych zachowań i zwrotów. To bywa prawdą jeśli aktor zna swoją rolę na krawędzi pomyłki. Wtedy o swobodzie nie ma mowy - bo cała uwaga idzie na to, żeby wykonać kolejne zadania bez pomyłki. Nic nie zostaje na ocenę sytuacji scenicznej, na możliwość szybkiej reakcji. A byle nieoczekiwany drobiazg może wytrącić z roli i położyć skecz.
Kiedy aktor podchodzi do swojej roli jak do przymusu opanowania zachcianek reżysera to nigdy nie osiągnie wystarczającej pewności. Zawsze się zatrzyma na etapie w którym przestał się mylić - ale już nie ma ochoty na takie opanowanie roli w którym będzie się czuł swobodnie.
Swoboda nie pojawi się kiedy aktor zastanawia się w trakcie grania „co dalej?”.
Reżyser swoją rolę spełnia tylko do pewnego momentu - uporządkowania emocji, sytuacji scenicznej, tekstów, akcentów... I dalej nic więcej nie może zrobić.
Dalej to już zależy od aktora, czy zechce przyjąć to uporządkowanie za podstawę i budować samodzielnie swoją swobodę.
Nie ma skutecznego sposobu uczenia kogoś swobody. Uwaga „Luźniej graj” to tylko jeszcze jeden powód aby aktor się zestresował bardziej.
Jedynie pełna precyzja przyswojenia sobie roli może dać swobodę której nikt nauczyć nie może.
Na koniec dodam, że bywa, że reżyser (będący często autorem) zbyt przywiązany jest do litery tekstu i swojego wyobrażenia o nim - i wymaga zupełnie niepotrzebnej precyzji.
Ale nawet i w tym przypadku lepiej jest na próbie przyswoić sobie wszystkie uwagi (mimo, że czasem bezsensowne) w stopniu umożliwiającym później swobodę wykonania.
Bo jeśli reżyser jest uparty to i tak będzie wymuszał swoją wizję - a i nawet w jego wizji można zagrać swobodnie.
A jeśli uparty nie jest, to w swobodzie łatwiej proponować nowe spojrzenie na wykonanie skeczu.
Jako wieloletni reżyser zauważyłem u siebie, że im bardziej niedbale aktor podchodzi do roli, tym bardziej ja się skupiam na tym żeby wykonywał ją precyzyjniej - zapominając już o artystycznym i humorystycznym znaczeniu poszczególnych elementów. A kiedy aktor wykonuje rolę precyzyjnie - wtedy przestaję zwracać uwagę na drobiazgi i zajmuję się tym co reżyser powinien robić - wyznaczaniem kierunków i klarownością fabuły i żartów.
|