|
Fajne życie w kabarecie
Często spotykam się z opinią: Ale macie fajne życie w tych kabaretach. Cały czas się bawicie.
I tu chciałbym rozczarować nieco tych wszystkich, którym się wydaje, że kabaret to nieustająca zabawa. Nawet bardzo rozczarować.
Zwykle bywa, że ktoś niezorientowany wpada do kabaretu przy pracy i pierwsze pytanie jakie zadaje: Co się stało? Pokłóciliście się? Odpowiedź brzmi: Nie. Wymyślamy skecz.
Nie dotyczy to początków, kiedy rzeczywiście każda chwila w kabarecie jest zabawą. Ale wystarczy tylko odnieść jakiś znaczący sukces i się zaczyna. Gówno nie zabawa. To już trzeba sprostać przeszłości, bo teraz chce się coraz lepiej. A frajda coraz mniejsza - bo jak się już wymyśliło dziesięć świetnych skeczy to jedenasty już tak nie cieszy jak pierwszy czy drugi. Tym bardziej, że tamte dziesięć śmieszy, a o jedenastym jeszcze niewiele wiadomo.
A tu jeszcze konkurencja nie śpi i te ciągłe porównania – komu lepiej idzie, czemu tamto gówno ludzi śmieszy, dlaczego mój genialny skecz tak słabo chodzi itp. To się można dorobić nerwic. Ludzie, i jak tu się bawić kabaretem?! A jak się nie bawisz, to rzeczywiście coraz gorzej się wymyśla nowe rzeczy. Ciągle jeszcze cieszy popularność, udane występy, nowy skecz. Lecz pod bokiem wyrastają bardziej popularni, mocniej oklaskiwani... Pociechą bywa przekonanie, że to siuchy pod publikę, którymi można pogardzać. Że takie gówno to by się napisało lewą ręką w środku nocy. Ale broń boże spróbować i okaże się, że do takich siuchów też trzeba mieć talent. Kto spróbował ten wie.
Wszechwiedzący fanowie kabaretu twierdzą, że to trzeba tworzyć w zgodzie ze sobą a wszystko będzie dobrze. Takie komunały można prawić jak się samemu nie spróbowało czym jest parę lat w zawodowym kabarecie. Każda ożywcza inspiracja blednie z czasem - czymkolwiek jest. Pozostaje warsztat i uświadomiona potrzeba szukania nowych inspiracji. Jeśli znajduje się kolejną to na jakiś czas jest spokój. Ale jeśli nie, to jest mozolna nużąca praca nad wymyślaniem kolejnych śmiesznych historii.
Widzowie często bywają oburzeni, że oni tu z kagankiem prawdy do artysty, a ten ich zbywa lub co gorsza ostentacyjnie lekceważy obrażając nawet. A co ma robić???
Kiedy przez skórę czuje, że to już nie takie lotne jak dawniej, lecz na szczęście ma wianuszek wielbicieli, którzy jakoś go podtrzymują na duchu. I nagle się zjawia krytyczny widz ze swoimi cholernymi uwagami.
Zaraz rodzi się chęć przegonienia takiego w diabły - bo inaczej depresja gotowa. Nawet gdy się przeczuwa, że z lotnością rzeczywiście już gorzej to jeszcze pozostaje nadzieja, że tego nie widać dla zwykłych widzów. A taki oświecony widz pozbawia resztek tej ostatniej nadziei.
Pewnie i w innych dziedzinach sztuki twórcy mają te same problemy. Stąd używki, uzależnienia, depresje itp. Niby można zejść ze sceny i zająć się czymś innym. Ale jak się już spróbowało życia artysty, to nie tak łatwo wrócić do codzienności.
Tekst ten dedykują wszystkim którzy zaczęli bawić się w kabaret i zamierzają się szybko sprofesjonalizować. Tfu!
P.S. Da się długo mieć radość z kabaretu, ale trzeba się pomęczyć - TEORIA - Wygasanie Artystyczne
|