| | |
można się nie zgodzić:
opinie:
podpis: Muk
ja bym chciała tak na przykładnie odnieść się do tego. Bo dla mnie
totalnym debilizmem są występy kabaretu Paranienormalni. wiem, bo
byłam. Ot taka zabawa i nic więcej. jak wyzej, kolorowo, glosno itd.
Ale 'przemyslowujac' to co pokazują, to ich skojarzenia i żarty, w
większości są naprawdę inteligentne i błyskotliwe. Tylko wychodząc z
przedstawienia myślę sobie: "tak sobie" (swoja drogą
dobrze, ze zmienili te nazwę na inna), bo czułam się jak przedszkolak
oglądający przedstawienie kukiełkowe.
podpis: Enki
Według mnie brakuje tu jeszcze jedna formy odmóżdżania: Stereotypy i
schematy. Niektóre kabarety przedstawiają temat w sposób uproszczony,
schematyczny i stereotypowy, przez co często kompletnie nieprawdziwy.
Feministka, będzie przedstawiona jako wkurzona dziwaczka, która
uwielbia wszystko co męskie, gej zaś będzie ubrany cały w róż i mówił
wysokim głosem. Sytuacja podobna jak w przypadku patologizacji i tu
właśnie jest problem, ponieważ później każda wyjątkowość czy
odmienność jest kojarzona z patologia, która należy wyśmiać.
podpis: S.
e-mail: cepelin55@o2.pl
Stereotypy - dokładnie pasuje pod patologizowanie.
podpis: Enki
Rzeczywiście, po przeczytaniu drugi raz tekstu zauważyłem, ze nie wymyśliłem nic nowego.
podpis: Zdenek
e-mail: Kajtas@poczta.onet.pl
Nie wiem czy ktoś podziela moje zdanie ale dla mnie to esencja
przedstawiania stereotypów i schematów jest cos o nazwie
"formacja chatelet". Ich skecze podpadają i pod
Frankensteiny i pod patologizowanie i nierzadko tez pod mózgojeby.
Żarty polegają na wyodrębnieniu jakiejś grupy (np. parti lub dresów) i
jeżdżenie po nich. Nie wspomnę już o ich aktorstwie...
podpis: Justyna
e-mail: justynakot@poczta.fm
Może to nieładnie rzucać konkretnymi nazwami kabaretów, ale widzę, że
sam Zacny Autor tej strony sobie na to pozwala, wiec co mi tam. Dla
mnie klasyczny model patologizowania prezentuje Kabaret Neo-Nówka.
Domyślam się, ze m.in ich właśnie "autor miał na myśli"
wymieniając wśród przykładów mohery. Owszem, może są inteligentni, ale
stosują chwyt najtańszy z możliwych. Wystarczy, ze wejdą na scenę
przebrani w stereotypowy strój i już sukces maja w kieszeni.
Publiczność płacze ze śmiechu, a większość z widzów pewnie jeszcze
niedawno była na cieplej szarlotce u własnej Babci. Ale co komu
szkodzi pośmiać się z Babci Scenicznej? Żałosne...
Opowiedzieć Wam kawał? No dobrze: "Lepper". Jeszcze jeden? - "Kaczor". Ach, rozwalę Was jeszcze tym: "Moher". Jestem przezabawna :D.
podpis: dablju
Jeszcze o jednym zapomniałeś: o katarynkach, tj. skeczach granych w jeden deseń, niby za każdym razem coś innego, ale ciągle to samo. Np. KMN się zapętlił na serii o Gwidonie i Romku oraz Mariuszu i ojcu, podobnie Neo-nówka z serią o "moherowych babciach"; nie mówiąc o panach z Konia Polskiego, których można w Sevres umieścić. Obawiam się, że taki sam los spotka Łowców.B. Jako widz jestem powtórkami po prostu zmęczony. ukłony, w.
podpis: krzychu rychu-praktyk widowni
e-mail: poprostu.rysiu@gmail.com
Ja tu powinienem bronić neonówki, bo widziałem ich jeszcze, jako kabaret początkujący, kiedy to nie mieli jeszcze programu o moherach. Mieli dowcip inteligentny i bez podtekstów. Dochodzili do półfinałów paki, czy wyżej, a mimo wszystko nikt się niemi nie interesował. Tak na prawdę, niewiele osób interesuje się dziś kabaretem inteligentnym. Oczywiście nie powinno to być pretekstem do robienia kabaretu debilnego. Masa przyzwyczaiła się, że 'na kabarecie' nie musi myśleć. A to źle. Trzeba by ją odzwyczaić. Ogólnie zaczyna panować kult idiotyzmu. Przytoczę taką anegdotę. Stoję sobie na przystanku i słyszę rozmowę: "No k...a spotkałem go w kościele k...a, tzn. przed kościołem. nie? Bo k...a ja do kościoła nie chodzę, bo jestem k...a tym.. no.. pie..lę ate.. ate.. ate-cośtam." To i tak przykład pozytywny, bo przynajmniej wiedział jak zaczyna się nazwa tego, czym jest. I takich ludzi jest wokół pełno. Robienie kabaretu inteligentnego to już nie tylko sprostanie wymogom dobrego smaku, ale zaczyna to haczyć o swego rodzaju naukę myślenia. Gdzie miejsce na szacunek dla publiczności wcinającej popcorn i gadającej przez komórki, o tyle, o ile nie zrobi się czegoś debilnego na scenie?
podpis: zuzanka
Tak, to wszystko prawda, zgadzam się,choć z bólem. Ale najgorsze jest, kiedy kabaret widząc,że wybija się jednym skeczem (Paranienormalni - Blondynka) zamiast zrobić kolejny skecz, robi ten poprzedni jeszcze raz. (Blondynka, wersja druga.)
Wtedy czuję się po prostu opluta.
Pozdrawiam baaardzo, bardzo znad morza,
szalona fanka ^^
PS: Sama też próbuję pisać. Ale kiedy coś stworzę, chowam to do szuflady na jakiś czas, i wtedy czytam jeszcze raz,na zimno. Współczesnym kabareciarzom chyba tego brakuje.
podpis: efka
e-mail: hgdf@wp.pl
fakt debilizm się szerzy i co gorsza wielu się to podoba rzeczywiście debilizm się szerzy wśród kabaretów. mnie to czasem męczy po kilku minutach (a może nawet i nie) oglądania ale gdy jakiś kabaret zaprezentuje żart nieco z wyższej półki to zauważam, że mało kto się wtedy śmieje, np. w piosence kabaretu Hrabi Skleroza jest coś takiego "podobnie Kordian pięknym słowem (...) tyle, że mi wypadła z głowy data urodzin Mickiewicza" a Kordiana napisał Słowacki. Nikt się nie śmiał wtedy
podpis: niewdziosek
Nie jest aż tak źle. Czasem się śmieją.
podpis: Robo
e-mail: robofh@wp.pl
Lodówka transformująca się w cyborga? Panie S. proszę, może Pan wie, gdzie w tym zalewie efektów specjalnych znajdował się kabaret...?
podpis: pawel
Kurcze, Cepelin, przecież mamy postmodernizm. Wszystko już podobno było. Więc podobno jedyne co nam pozostało, to powielanie lub powtarzenie tych samych narracji, tyle że od nowa. Debilne to, a owszem.
podpis: S.
Zawsze wszystko podobno było. Ale zawsze się pojawi jakiś naiwny. który o tym nie wie i pokaże coś innego. I znowu całej reszcie się wydaje, że to właściwie ostatnie co można było nowego wymyślić. Aż się pojawi koleiny naiwny. I tak w kółko.
podpis: mrowka
Twoim zdaniem łatwiej wymyślić coś naiwnemu, czy temu, który wie, co było przed nim, ale ma bujną wyobraźnię?
podpis: S.
Już poniekąd odpowiedziałem - naiwnym łatwiej. A bujna wyobraźnia nijak nie przeszkadza. Jestem zdania, że zgłębianie wiedzy historycznej raczej przeszkadza twórczości niż jej pomaga.
podpis: mrowka
no dobra, rozumiem, że znajomość dawnych tekstów kabaretowych albo satyrycznych może przeszkadzać, bo w momencie kiedy dostajesz/wymyślasz temat, to nagle możesz wpaść w jakieś koleiny (tak ujął to X, Y wymyślił to) - i widzisz wtedy, że masz bardzo mocno ograniczone (jeśli nie zamknięte) możliwości wyboru. Ale nie boisz się mimowolnego plagiatu? Zdarza mi się czasami, że piszę coś, co - mam wrażenie - gdzieś widziałam. Co wtedy? Zrezygnować z niepewnego fragmentu tekstu? Przeszukiwać całe biblioteki? W tym sensie naiwnym łatwiej, ale nie wiem, czy bym wolała... Co robisz, kiedy zdarza Ci się taka myśl, że "to już było, to jest wtórne"?
podpis: S.
A czy znajomość dorobku wszystkich kabaretów i humorystów ustrzeże przed plagiatem? Raczej spowoduje mimowolny plagiat.
Człowiek nie biblioteka. Widział, czytał ale niekoniecznie pamięta. I tak gdzieś może niechcący przemycić coś co widział wcześniej bez świadomości.
Kiedy mi się zdarza zbyt daleko posunięta zbieżność z czymś co już gdzieś było to przede wszystkim kieruję się tym czy mogłem to widzieć wcześniej. Jeśli mogłem widzieć to stosuję ostrzejsze kryteria. To duże prawdopodobieństwo mimowolnego plagiatu. Jeśli nie mogłem tego widzieć - a to co wymyśliłem nie jest dokładnie tym samym - to pozwalam sobie na pozostawienie w swoim dorobku.
Jeśli tylko mam jakieś wrażenie, że to mogło już być to dopytuję kogo mogę. Dopóki nie znajdę źródła to nie rezygnuję.
podpis: mrowka
dzięki. W sumie już dla zamknięcia tematu - zauważyłam, że z tym, co już było u innych mam problemy wtedy, kiedy muszę napisać coś na siłę, a brakuje mi pomysłów. Ale teraz sposoby na pierdolca galopującego sobie wypróbowuję i na razie jest ok, działają ;).
|
|