|
|
| | |
można się nie zgodzić:
opinie:
podpis: efka
e_mail: hgdf@wp.pl
wulgaryzmy są śmieszne ale tylko wtedy gdy kabaret wie kiedy ich użyć.
podpis: Kaś.
Ostatnio do mojego miasta zagościł KMP, każda puenta miała w sobie słowo na "k" a ludzie wręcz pokładali się ze śmiechu. Poczułam żenadę i wyszłam z występu. Zgadzam się, że czasami wulgaryzmy podkreślają co nieco, ale na litość: nie muszą być używane w każdym prawie skeczu!
podpis: mehilaeinen
No tak, też ostatnio odnoszę wrażenie, że sporo kabaretów ratuje słabe puenty użyciem wulgaryzmu (wyłączając "Szczypiorek", tam pasuje).
podpis: jerzul
e-mail: jerzul<człekokształtna>o2.pl
Wulgaryzmy? Tak, ale tylko w określonym celu i do tego nie za często.
Natomiast odnoszę wrażenie, że estradowcy nie mając pomysłu na cokolwiek, wstawiają parę słów na ka, a tłuszcza się bawi.
Co gorsza, także nauczyciele coraz częściej gdy chcą się przypodobać uczniom/studentom rzucają mięsem na prawo i lewo. I to niestety działa...
podpis: kasia
e-mail: kasia_6@buziaczek.pl
Nie ukrywam, że coraz częściej kabaret kojarzy mi się z prostactwem. Chociażby ostatnio: oglądam w telewizji zlepek występów różnych kabaretów i co widzę? Jeden skecz po drugim, a każdy o pijakach, o żulach, o nierobach, o głupich blondynkach. Rozumiem, że niektórym to się podoba, ale co z resztą? Czy to świadczy o tym, że intelekt społeczeństwa spada? Jeżeli rozśmieszyć potrafi nas już tylko epatowanie wulgaryzmami, to bardzo mi przykro.
podpis: S
Myślę, że nie tyle społeczeństwo obniża loty co kabarety (pod dyktando tv - nieważne jacy widzowie, byle duuuużo).
podpis: Igo
e-mail: kotlars_osu@yahoo.com
Wulgaryzmy sa powszechne w każdym żywym języku. Ostatecznie trzeba miec jakiś wyraz aby go wypowiedzieć gdy wbijający mlotkiem gwoźdź uderzy się nim w palec. Wulgaryzmy są wszędzie gdzie są zgrupowani sami mężczyźni. Tak więc literat opisujący akcje dziejącą sie w grupie samych mężczyzn używa ich języka. Wystarczy przeczytać "Pożegnanie z Bronią" Hemingwaya po wlosku lub "Komu Bije Dzwon" tego samego autora po hiszpansku. Jako taki słownik wystarczyłoby spisać zawodowy język codzienny wojskowych bohaterow narodowych różnych narodów, nie chce wymieniać nazwisk.
podpis: mrowka
e-mail: mrowka@granice.pl
ale nadużywanie wulgaryzmów, to jest chwyt, który się szybko znudzi. Wystarczy sobie przypomnieć, jakie wrażenie robiły wulgaryzmy w "szeptance" Smolenia - dzisiaj już takiego aplauzu nikt przekleństwem nie wywoła. Chyba że faktycznie dobrze użytym i umotywowanym. Przypuszczam, że niedługo publiczność przestanie się po prostu śmiać w miejscach "wulgarnych". Przykre jest to, że kabarety często maskują brak konceptu takimi tanimi środkami.
podpis: S
Wulgarność nie zniknie ze scen kabaretowych - będzie się tylko zmieniać rodzaj. To zbyt łatwy kawałek chleba, żeby "artyści"" zechcieli zrezygnować i wystarczająco prymitywne żeby poruszać masowe widownie.
podpis: mrowka
jeśli to, co daje się obserwować dzisiaj, to zmiana wulgarności (przejście od przekleństw do całkowitego prymitywizmu) - to zaczynam się bać o kondycję sceny w przyszłości. Ale przecież gdzieś musi być granica, w końcu i masy zrozumieją, że drapanie się po... hmm, plecach... na scenie wcale nie jest takie śmieszne. Śmieszy, póki jest aktem dziwnie pojmowanej "odwagi". Tylko ile można?
podpis: S.
Odwaga sceniczna to niezła pułapka.
I muszę przyznać, że sam też wpadam w takie koleiny - chcę odważnie a czasem wychodzi pretensjonalnie lub niesmacznie. I to trudno dostrzec z bliskiej odległości (dokładnie jak w temacie "Utrata Dystansu").
podpis: mrowka
w czyjej ocenie pretensjonalnie albo niesmacznie?
podpis: S.
A w mojej własnej. Co widzę nieraz po fakcie.
podpis: mrowka
ale to nie musi być obiektywna ocena, mimo doświadczenia scenicznego...
chociaż właściwie nie bardzo się mogę wypowiadać, bo to wszystko to będą tylko przypuszczenia
podpis: S.
Obiektywnie ani autorytatywnie tego NIKT nie może stwierdzić. Ale ja sam dla siebie jestem widzem na którym mi bardzo zależy - więc nie mam zamiaru ryzykować utraty szacunku.
podpis: mrowka
zgoda, ale jesteś też widzem o - momentami ekstremalnie mocno - zawyżonych oczekiwaniach, a to też może przeszkadzać...
podpis: S.
Jeśli wybór leży między przesadą w ostrożności a przesadą w wulgarności - wolę ostrożność (chociaż przyłapałem się, że nie zawsze).
podpis: mrowka
jeśli mam taki wybór, to też wolę ostrożność... ale z pewnego poziomu nie da się zejść do takiej zupełnie prymitywnej i niebezpiecznej wulgarności
podpis: S.
No i mamy ilustrację tematu Fan Idealny a Fan Wpatrzony
Zobacz co ja piszę?!!
Zamiast brutalnie stwierdzić, że wiem co to wulgarność i czasem naprawdę przesadzam - to lawiruję, owijam w bawełnę. Bo obawiam się zburzyć ten pomniczek który mi postawiłaś.
A Tobie trudno przyjąć do wiadomości, że ja mogę pisać teksty po prostu wulgarne. Sugerujesz, że to moje zawyżone wymagania.
I tak oboje się pakujemy w jakieś zakłamanie.
Co zrobił by fan idealny?
Pogodziłby się z tym, że bywam wulgarny - ale doceniłby za to fakt, że to dostrzegam i staram się walczyć ze swoją słabością.
podpis: mrowka
nie zgadzam się.
Bo z tego wychodzi, że fan idealny musi się ze wszystkimi opiniami idola zgadzać.
Wulgarny byłbyś - przynajmniej dla mnie - w momencie całkowitego przestawienia się na teksty poniżej pewnego poziomu, nie w chwilowych manifestacjach "wulgarności" i próbach sprawdzania ile można!
podpis: S.
Sprytne odwracanie kota ogonem. Nie zgadzam się - więc nie ma zapatrzenia.
"w chwilowych manifestacjach "wulgarności" i próbach sprawdzania ile można!" - Toż to przyzwolenie na wszystko!
podpis: mrowka
Nie ma zapatrzenia, bo nie stawiam pomniczka. Wyszukuję to, co mi się podoba - zgoda. To zresztą normalne, jeśli chce się czerpać przyjemność z bycia fanem. Ale nie jest tak, że bezrefleksyjnie akceptuję WSZYSTKO, co zrobisz na scenie. W razie czego chyba lepiej mi będzie zaczekać i przez chwilę poobserwować, co się dzieje, niż reagować impulsywnie i histerycznie na pierwszy bardziej "wulgarny" skecz?
Zauważ, nie kwestionuję tego, że możesz napisać wulgarny skecz - zastanawiam się raczej nad tym, czy we własnej ocenie nie jesteś zbyt surowy: tu przecież przejawia się też brak dystansu. Jeśli próbom sprawdzania "ile można" towarzyszy wysoka (zaraz mi się za ten przymiotnik oberwie) świadomość teoretyczno-sceniczno-warsztatowa, to myślę, że nawet chwilowy brak dystansu nie przeszkodzi artyście w rozwoju.
Nie chcę w Tobie obiektu do podziwiania. O wiele bardziej interesują mnie Twoje drogi poszukiwań scenicznych.
podpis: S.
Wyrażę się inaczej: z mojego punktu bardziej cenię głos z zewnątrz który przypomina mi, że jestem tylko człowiekiem. Natomiast czytając co piszesz - czuję, jak brąz na mnie osiada - niezależnie od Twoich intencji. Twoich intencji nie jestem w stanie ocenić, ale wrażenia jakie ja odnoszę są właśnie takie - i temu z kolei Ty nie możesz zaprzeczyć.
podpis: mrowka
Fakt, i nie zaprzeczam.
|
podpis: niewdziosek
Wulgarność w sztuce akceptuję tylko wyjątkowo i w uzasadnionych przypadkach (podobnie z agresją). Obszar poszukiwań jest ogromny i wulgarność stanowi jakiś drobny jego procent. Więc w efektach końcowych ten procent niech też będzie drobny. Sztuka kabaretowa jest dla mnie jedną z jasnych wysp na błotnistym obszarze świata, więc może nie zachlapywać jej zbytnio tym błotkiem?
podpis: mrowka
Niewdziosek - ale już satyra polityczna Ci obala teorię ;)
podpis: niewdziosek
Źle się wyraziłem. Pisałem nie o całości sztuki kabaretowej, ale o jej podzbiorze, wolnym od złośliwości, agresji, nadmiernej wulgarności itp. Satyra polityczna jakoś mnie nie pociąga. Przeważnie jest wobec swoich obiektów złośliwa, a ten typ humoru dość mało mnie bawi.
podpis: mrowka
Niewdziosek - a co z czarnym humorem? (z tą najbardziej czarną odmianą czarnego humoru, która nie śmieszy a szokuje przede wszystkim? ;))
podpis: niewdziosek
Czarnego humoru dotyczą podobne kryteria, co innych odmian. Jeżeli jest prymitywny - nie interesuje mnie, jeśli jest mocny, ale zawiera jakąś myśl, akceptuję go, chociaż nie mam ochoty na powtórkę, jeżeli natomiast jest w miarę subtelny - bardzo chętnie do niego wracam.
podpis: mrowka
to w efekcie zostawiamy wulgarność przede wszystkim tym biesiadnym kabaretom, które chcą zaimponować masowemu odbiorcy i szybko go rozśmieszyć? Bo właściwie podzbiór satyry, o którym piszesz, jest zarezerwowany dla grup z wyższej półki...
podpis: niewdziosek
Można tak powiedzieć. Ale zdarzają się kabarety, które nawet nie u masowego, lecz kameralnego odbiorcy chcą uzyskać efekt używaniem wulgaryzmów, czy też skojarzeń okołorozporkowych i, przyznaję, że osiągają swój cel.
podpis: mrowka
mimo wszystko wydaje mi się, że wulgaryzmy to sposób na "zdobycie" masowego odbiorcy. Te kabarety, które chcą podbić serca wybranej widowni raczej nie mogą iść w taką stronę (chyba że wybrały sobie środowisko menelskie)... nie dzisiaj...
podpis: niewdziosek
Mnie się też wydaje, że podbijanie serc przy użyciu wulgaryzmów raczej słabo wychodzi.
podpis: Robo
e-mail: robofh@wp.pl
Dlaczego to śmieszy? Bo to jest robione pod masówkę. Popkultura.
Czy to dobrze, czy źle... trudno powiedzieć.
Przynajmniej ma się jakiś "południk zerowy" od którego oddalając się można wejść w ciekawe obszary eksperymentowania...
podpis: mrowka
Robo, ale tu się pojawia efekt śnieżnej kuli. Rzucisz wulgaryzmem (albo zrobisz wulgarny skecz, teraz na jedno wychodzi): i ZAWSZE znajdzie się ktoś, kto zacznie z niego rechotać. To nic, że wiele osób pozostanie zniesmaczonych, ten śmiech się i tak rozniesie (przynajmniej jeśli mówimy o tych "dużych", estradowych publicznościach).
I to jest problem: bo teraz dlaczego satyryk ma zrezygnować z takiego obniżania poziomu, skoro to chwyta?
podpis: Robo
Wbrew pozorom można to ze sobą pogodzić. Ja nazywam to "inteligentną kurwą", czyli przekleństwem które w danym momencie rozśmieszy wszystkich a nie jedynie najprymitywniejsze umysły na widowni "A halabarda gdzie? Kurwa, nie wezmę!". Właśnie tego zaczyna brakować kabaretom - wyczucia sytuacji, kiedy jest to fajne a kiedy żenujące (widać to było doskonale na tegorocznej Pace). Ten efekt śnieżnej kuli zaś można bez problemu zniwelować, wystarczy tylko chcieć - satyryk po prostu musi sobie uświadomić, że im więcej będzie klął, tym bardziej zohydzi swój wizerunek sceniczny. Bo nawet idiota w końcu będzie znużony taką wulgarnością - tej jest wystarczająco dużo w życiu codziennym.
podpis: Seba
e-mail: sebol.lks@wp.pl
A Moim skromnym zdaniem, patrząc na przekrój kabaretowej sceny przez to 100 lat od zielonego balonika do dzisiejszych KMP, Limo czy DNO, wulgaryzmy w kabaretach dziś są powszechne między innymi dlatego, że pozwala nam na to wolność słowa, a także widownia wymusza taką formę wyrazu emocji. Pozdrawiam ;)
podpis: mrowka
Robo - jasne, zgadzam się. Ale mam też wrażenie, że myślisz idealistycznie. Niewielu "satyryków" zdobędzie się na ten moment refleksji o zohydzeniu. Zrobią to najlepsi - ci, którzy i tak świetnie potrafią operować inteligentnymi przekleństwami. Reszta pójdzie na łatwiznę i będzie kląć, bo to rozśmieszy.
Seba - nie bardzo mogę się zgodzić na to połączenie wolności słowa i wulgaryzmów, wydaje mi się, że nie tu leży przyczyna zjawiska. Popatrz sobie na Salon Niezależnych i monolog "Chodźcie tu bliżej" - "chodzi o to, żebyśmy, kurwa, nie podpadli, no...". Zobacz sobie szeptankę Smolenia. To naprawdę wywoływało eksplozję śmiechu widowni, tylko nie wiem, czy dlatego, że stanowiło owoc zakazany... jakoś trudno mi się z tym zgodzić.
podpis: Robo
Może też dlatego że było nagłe i nieoczekiwane. Jeden wulgaryzm na cały program i to w momencie napięcia scenicznego. A co do mojego idealizmu - to ja nie napisałem że tak będzie, że satyrycy dadzą sobie na wstrzymanie. Chciałbym aby tak było - ale świat idealny nie jest. Po prostu trochę mi ich żal kiedy sami obudzą się z ręką w nocniku. Bo w końcu nastąpi przesyt masówką, obowiązującym trendem wulgarności.
podpis: wojtek
Wulgarności, prostactwa i chamstwa nie akceptuję (przykład: skecz AMM o niewidomym golfiście). Podobnie wulgaryzmom bezcelowym i maskującym miałkość/brak pomysłu na skecz mówię NIE. Jednak sensowne ich wykorzystanie jest w porządku. Np. ostatnio, odkrywając na youtubie kabaret Macież, trafiłem na ich skecz pt. "Próba TM" - od groma wulgaryzmów, ale są one tam jak najbardziej potrzebne, służą do zbudowania kontrastu. I nie odrzucają, jak pojedyncza k..wa rzucona jako "puenta" u innych artystów.
podpis: mrowka
no... dla mnie było na przykład prostackie to sformułowanie refrenowe "trza bronić moralności", kompletnie bez sensu. I w połączeniu z deklaracją, że Macież chce tworzyć kabaret LITERACKI. Dziękuję...
podpis: S.
I ja "próbę" widziałem i nie uważam za sensowne. Modyfikacja - nie uważam za konieczne!
Rozumiem przekaz skeczu - ale można ten sam sens przekazać bez tego nasilenia wulgaryzmów.
A właśnie takie skecze używając wulgaryzmów intensywnie (zasłaniając się przekazem) zwiększają tolerancję w sztuce na mocne środki.
Następni już nie potrzebują przekazu - po prostu korzystają z otwartej furtki.
podpis: eh
uczepiliście się wulgaryzmów, a sami niejednokrotnie używacie, taka prawda, na innych się gada, a siebie usprawiedliwia.
podpis: S.
Racja. Wulgaryzmy są skuteczne - więc łatwo znajduje się wytłumaczenie dla wulgaryzmów u siebie - jednocześnie czepiając się innych. Co można zrobić - to adresować krytykę bezpośrednio i bardzo konkretnie. Wszelkie ogólniki są raczej traktowane jako głosy egzaltacji.
podpis: mrowka
a, czepiasz się tych wulgaryzmów i czepiasz. A przecież dzisiaj to jest jedyne co śmieszy! Albo przynajmniej - g(ł)ówne!
podpis: wojtek
Faktycznie, po zastanowieniu i ponownym obejrzeniu - w "Próbie" można było uzyskać efekt zbliżony (jeśli nie lepszy), bez uciekania się do wulgaryzmów. To było pójście na łatwiznę.
podpis: Dziara
e-mail: asfarasiconcern@yahoo.com
Rozumiem podział na wulgaryzmy \"emocjonalne\" i \"wzmacniające\" ale nie do końca mogę się zgodzić by ten drugi rodzaj był koniecznie czymś negatywnym. Mam trochę inne spojrzenie bo moją dziedziną jest stand-up przez co jestem w tej kwestii bardziej tolerancyjny. W sytuacji kiedy dziewięciu na dziesięciu komików posługuje się wulgarnym językiem \"kurwa\" jako istota pointy po prostu nie działa. Natomiast zdarza mi się słyszeć dobre żarty z wulgaryzmem czy błędem językowym rzuconym dla lepszego brzmienia lub zachowania płynności wypowiedzi. Są nawet pointy które są słabe jeśli pozbawić je wulgaryzmu ale nie są złe same w sobie.
Jednak podzielam Pana zdanie na temat prymitywizmu ponieważ wiem jak bolesne jest gdy ta sama publiczność, która śmiała się z ciężko wypracowanego materiału dobrego komika (lub czasem mojego)\"ryje\" podczas żartów, które mógłby opowiadać mój pijany wujek na imieninach. |
podpis: S.
e-mail: ...
Stand up bywa bardziej tolerancyjny dla użycia slangu i mocnych słów - głównie ze względu na specyfikę - gdzie oprócz zadania komicznego jest jeszcze zadanie wyrażenia swoich emocji w sposób otwarty. To i rzeczywiście w stand up-ie nie wyobrażam sobie języka literackiego i ugładzonego. Tam musi haczyć. Niemniej jednak wydaje mi się, że nadużywa się w tym gatunku mocnych zwrotów - korzystając właśnie z tej podwyższonej tolerancji i alibi jakie daje stand up. Zabawa w przegięcia nie jest mi obca i prywatnie potrafi mnie to bawić - jednak czynienie z przegięć istoty programu powinno być zarezerwowane tylko dla najlepszych - którzy potrafią wyczuć subtelne granice. A właściwie to i też nie - bo to niestety otwiera pole dla przegięć prymitywnych serwowanych przez prymitywnych wykonawców. |
|
|
|