ramka
Publicystyka - okno
lans na ten tydzień:
przypowieść o odchodach
|
|
| |
TAKI KABARET
No i się spaskudziło! Ale tak jakby bardziej.
Z wyrzutami sumienia myślę o tym, że przed laty kabaretowi Otto odmawiałem ambicji a Dańcowi wrażliwości estetycznej. Wychodzi na to, że się myliłem!
No przecież przy dzisiejszych produkcjach kabaretowych kabaret Otto naprawdę miał ambicje. Pomijając to, że jeden lambalunił, drugi łamał się w niezdrowym aerobiku - te chłopaki jednak umieli śpiewać, pisali własne piosenki - które przy „cała Polska kocha grila”, „piosence ekologów” czy „jedz brokuły” jawią się jako perły literatury i klejnoty kompozycji. To w ogóle były kompozycje a nie zbiorowy gwałt na przebojach.
Tak, pamiętam, że Otto również dokonywali gwałtów w postaci koncertu życzeń ale myślę, że „hymn euro” prześcignął prekursorów - i pod względem gwałtu i pod względem braku finezji.
Daniec, który wydawał mi się kiedyś wysoce podejrzany estetycznie, nagle okazuje się postacią barwną, wielowymiarową, nie zamkniętą w jednym patencie. Facet miał warsztat wykonawczy i go używał. Używał tak jak czuł, niekoniecznie fajnie - ale miał i się nie bał pokazać z różnych stron. O Boże! Czyżby i Daniec miał ambicję?!
No chyba tak. Bo jakże to nazwać w porównaniu z przykurczonym zamknięciem się w postaciach żuli i przygłupów różnej maści.
Żurek, Góral, Mikołaj, Pakosa, Łowce i dołączył Michał - coraz trudniej mi sobie ich przypomnieć w innym repertuarze postaciowym niż ten jeden jedyny. Może to mój wiek przeszkadza mi sobie przypomnieć... Daj Boże żeby to był wiek!
Przyznaję się, że nie chadzam na żywe występy tych medialnych. Chodzę na młodsze kabarety a te medialne znam głównie z tv (chociaż parę razy widziałem na żywo - i O KURDE w telewizji to nawet wyglądało trochę lepiej!).
Oglądanie programów kabaretowych w tv przypomina mi coraz bardziej grzebanie w śmietniku. Można wygrzebać coś co się jeszcze nadaje do użycia - ale ile to śmieci trzeba przerzucić! A i to wygrzebane jakby trochę śmierdzi bliskością z odpadkami. Patrzę i mam wrażenie, że aktorzy spoceni, ciuchy dawno nieprane a entuzjazm na pokaz.
Cała produkcja kabaretów medialnych wydaje się pochodzić z taśmy produkcyjnej. To nie jest już ręczna robota. Nie dość, że według sztancy to jeszcze a to kawałek szczura się w taśmę dostanie, a to stary but, szmata do podłogi. No nie smakuje to wykwintnie. O nie. Ale za to tanio i dużo.
Nie widziałem w tv od dawna kabaretu który w oczach miałby wredny diabelski ognik, który sprawia, że kabaret nie jest tylko rozrywką dla gawiedzi, ale też ma jakiś zagadkowy urok. Jak widzę w oczach jakikolwiek błysk to jest błysk tęsknoty za owacjami. Jeśli kabaret ma być sztuką uwodzenia widzów - to wydaje się, że dzisiejsze uwodzenie polega na obskakiwaniu i tanich komplementach oraz na niewybrednych żartach o nieobecnych lub tych w mniejszości.
Ludzie niedawno młodzi, błyskotliwi, ambitni dzisiaj zabawiają prostą zabawą śmiesznym słowem, strojem i grepsem. I w ten sposób przyciągają przed telewizory i do sal występowych taką widownię na jaką zasługują. Ale im to nie przeszkadza.
Nie widzę już jakościowej różnicy pomiędzy estradowymi wytworami z lat przeszłych a nurtem tzw. młodego kabaretu popakowskiego. Jeśli muszę widzieć różnicę to raczej w brakach warsztatowych tych dzisiejszych.
Już czas wyrzec się pokrewieństwa artystycznego z pokoleniem popakowskim. Tak więc wyrzekam się. Nie będę już myślał: „to jednak moje pokolenie”. Czuję się po przeciwnej stronie. Od teraz już tylko złośliwie.
P.S. Jest jeszcze kilka kabaretów które (wg mnie) nie przeszły na ciemną stronę i te sobie będę z przyjemnością większą lub mniejszą śledził. Ale popakowskim estradowcom mówię „a kij wam w oko”. („wam” celowo małą literą)
|
|
| |
|
|
| | |
można się nie zgodzić:
opinie:
podpis:
To o czym piszesz biegnie po sinusoidzie. A ona jest sprytnie skonstruowana. Potrzeba tylko czasu i już nawet gawiedzi się znudzą brokuły, hymny i tępe żule. Ich hoffe. Weltm.
podpis: ...
Żal tyłek ściska, że samemu się tyle nie osiągnęło, czyż nie?...
podpis: niewdziosek
Mnie tam ściska tylko żal za imprezami kabaretowymi, które mnie ominęły. A w wielu z nich maczał palce autor powyższego artykułu.
podpis: BG
muahah :D autorowi drugiego komentarza polecam brzeszczota.
podpis: BG
(---- S. ----- skasowałem - bo toleruję anonimy na stronie)
podpis: Kris
Chmm Na stronie Paki można kupić koszulki ze znajomym tekstem:
„ Prawdziwa sztuka obroni się sama, ale nie przede mną” Władysław Sikora
http://www.paka.pl/produkt/koszulka-26paki-stalowa
Oni sie Sikory nie wyrzekają :)
podpis: K.Lechman
No, ...i ciekawe kto te koszulki będzie nosił?
Wracając do myśli autora, czegoś tu nie rozumiem. Jakiś czas temu pisałeś o geniuszu Górskiego cyt."Góralowi zazdroszczę tej sprawności w tworzeniu żartów", oczywiście tamten tekst był wyważony,np. była tez mowa o nurcie przygłupowo-menelowym itp. Pytanie moje brzmi: Czy to napewno chodzi o treści jakie prezentują kabarety "popakowskie"? A może po prostu tematyki żuli jest już za dużo? Z drugiej strony jak mam oglądać HUBĘ AMM, to już wole żula.
Pozdrawiam Autora
podpis: S.
Nadal nie przestaję doceniać Górala za łatwość wymyślania grepsów. Skurczybyk robi to na poczekaniu. Ja bym nie umiał. Natomiast czy to z lenistwa, czy z braku umiejętności, czy też z powodu niedostrzegania takiej potrzeby - to co wymyśli opakowane jest tak niechlujnie, że mam wrażenie grzebania w śmieciach. W innym artykule definiuję dzieło sztuki jako kompozycję słów, barw, sytuacji, postaci, rytmów itp. No więc u Górala nie ma kompozycji skeczu - jest worek w którym kotłują się grepsy. Gęsty ale ciasny.
podpis: Robocik
No właśnie nie jest ciasny. Jak dla mnie to jest za luźny - w dodatku kotłuje się tam tyle dowcipów, że wszystko się rozmywa, przestawiając się z jakości na ilość. Owszem, jeszcze w autorskich programach KMN wystrzega się nadmiernego chałturzenia, lecz już chociażby w "Klubie Dwójki" widać tę nadmierną koncentrację na "czymkolwiek byle śmiesznym". Nie lubię podawać konkretnych przykładów i lecieć po nazwiskach, lecz aż się prosi - właśnie obejrzałem dwóch szwedów grających w Scrabble. Tak jakby te najbardziej znane kabarety to co najlepsze zachowywały sobie na programy "obwoźne", dla TV zostawiając cokolwiek, popłuczyny.
podpis: kuba-s
e-mail: dobramy@wp.pl
"dzieło sztuki rozumiem jako kompozycję słów, barw, sytuacji, postaci, rytmów itp." Kiedyś dawno na uczelniach artystycznych starzy profesorowie (dziś już takich ludzi nie robią) nazywali to prościej i dobitniej. Dzieło sztuki to jedność: Funkcji, formy i treści. Nic dodać nic ująć a warto się tego cytatu nauczyć na pamięć i przykładać do kolejnych skeczy. Dziękuję, za słowa otuchy tego i innych felietonów, dzięki nim nie zgasła nadzieja
|
|
|