CZYTANIE WŁASNGO DZIEŁA
Bez tej umiejętności żaden Twórca nie może dłużej funkcjonować. O ile na początku osobista wrażliwość i wyczucie sporo mu podpowiedzą - to z czasem się przytępią i ustąpią miejsca wrażeniom wyrażanym przez odbiorców.
Odbiorcy reagują spontanicznie - bo jak mają reagować? I w takim miejscu znajduje się twórca starszy stażem. Sam już zatracił jasność spojrzenia na swoje dzieła, a odbiorcy wysyłają mu sygnały „tak” „nie” „nie wiem”. Zawsze to coś - ale to bardzo mało. Do tego sygnały bywają sprzeczne, jedni na „tak” drudzy na „nie”.
Można zrobić ten błąd i przychylić się do opinii tych którzy są na „tak”. Wielu tak robi - bo milej, bo spokojniej, bo nie boli.
Ani jedno, ani drugie nic dobrego nie przyniesie. Dla odmiany olewanie opinii prowadzi do bełkotu artystycznego - bo każdy, kto myśli dużo więcej na wybrany temat, w końcu straci kontakt z wszystkimi którzy z tematem spotykają się okazjonalnie. No i jak tu czytać swoje dzieło? Przez siebie - źle, przez fanów - źle, przez krytyków - źle. Po pierwsze - przez Widzów Docelowych. Przyjmować w pierwszej kolejności te opinie, które wygłaszane są przez osoby, które chcemy widzieć wśród odbiorców swojej sztuki. Olać tych którzy są poniżej lub powyżej interesującego poziomu.
(bardzo ważne: wielu Twórców uznaje za swoich Widzów Docelowych tych co są na „tak”, pozostałych uznając za głupich lub przeintelektualizowanych - czyli dokładnie wyzbycie się własnej wrażliwości i chodzenie na smyczy fanów.
Poznać opinię Widzów Docelowych to dopiero początek.
Wnioski właściwie mieszczą się w dwóch wariantach:
W pierwszym przypadku trzeba z pomysłu zrezygnować.
W obu przypadkach trzeba zrozumieć co Widzowi naprawdę przeszkadza. To jest często spekulacja i potrzeba trochę do tego wiedzy o gustach, o wrażliwości, o kompleksach, o ścieżkach myślenia. Widzowie sami często podają błędną interpretację swoich odczuć i umiejętność wczuwania się w ich wrażliwość jest nie do przecenienia.
Wiadomo, że wszystkich Widzów Docelowych się nie zadowoli w pełni i pozostanie jakiś procent tych co narzekają. Ale to nie może być duży procent.
temat korespondujący Widz Docelowy
|
![]() strona główna |
POJĘCIA: definicja sztuki kabaret jest sztuką piękno, brzydota i realizm OCENA WŁASNEJ TWÓRCZOŚCI: teoria wielkości jak wyciągać prawdę czytanie własnego dzieła wiara i nadzieja artysty ELEMENTY SZTUKI KABARETOWEJ: warunki konieczne imponowanie uwodzenie publiczności sztuka rezygnacji widz docelowy śmieszne a dobre warsztat a spontaniczność tematy w kabarecie prowokacje POMOC Z ZEWNĄTRZ: autorytety teoria współpracy PRZESZKODY I PUŁAPKI: krzywa sukcesu pułapka następnego programu nerwice wyparcie się patologii demokracja w sztuce mutacje artystyczne wygasanie
|
|||
|
można się nie zgodzić: opinie: podpis: efka gdyby każdy autor starał się aby jego dzieło było zrozumiałe przez wszystkich odbiorców to straciło by to sens, dla tych powiedzmy inteligentniejszych nie miałoby wartości z powodu zbyt oczywistego przekazu, to tak jakby po opowiedzeniu dowcipu tłumaczyć o co w nim chodziło a to już moim zdaniem obrażenie odbiorcy podpis: Robocik e-mail: robofh@wp.pl A nie lepiej poddać tekst miażdżącej krytyce własnego zespołu? Zespół nie jest przecież podporządkowany temu przemożnemu pragnieniu żeby "nie skrytykować artysty", przeciwnie, to jego członkom powinno właśnie zależeć na tym aby jak najlepiej wypaść przed Publiką. Myślę że w większości przypadków taka krytyka własnych kolegów (O ile szczera) pokrywać się będzie z tymi, nie zawsze wypowiedzianymi na głos przez widzów, negatywnymi opiniami. podpis: S. e-mail: cepelin@aster.pl Hm... nie bardzo. Zespół też odbiera tekst bez odpowiedniego dystansu - wiem bo się spotykam ze zjawiskiem. Żarty inaczej wyglądają na papierze, inaczej na próbie i inaczej na występie. Zwykle bliżej prawdy bywa sam autor niż zespół. Ale i tak za daleko. podpis: mrowka z tym drugim przypadkiem wcale nie jest tak łatwo, jak się wydaje, zwłaszcza jak się posługujesz jakąś zrygoryzowaną formą (piosenką czy czymś w tym rodzaju). Czasami trzeba by wszystko skreślić i napisać od początku, ale najpierw trzeba mieć wyczucie, kiedy to zrobić. A świadomość CO jest źle też nie zawsze pomaga... podpis: Robo Ba. Najgorzej jest wtedy gdy nie ma tej świadomości. A jeszcze gorzej jest wtedy gdy coś nieoczekiwanie okaże się bardzo zabawne. Zdarzyło mi się napisać coś, co uważałem za kompletną kiszkę a co okazało się strzałem w dziesiątkę. I wcale mnie takie coś nie cieszy, raczej odczuwam panikę - bo okazuje się, że nie potrafię poprawnie zanalizować i ocenić tekstu. podpis: mrowka e-mail: mrowka@granice.pl Robo - ale kiedy świadomość JEST, a umiejętności wystarczających nie ma, to się dopiero dramat robi ;). Widzisz, co powinieneś poprawić, a nie potrafisz. I co wtedy? podpis: Robo To wtedy popadam w nerwicę postępującą i pierdolca galopującego. Poprawiam na siłę aż wychodzi knot jeszcze gorszy od poprzedniego. I głupieję do końca. podpis: S. Też znam pierdolca galopującego. I faktycznie rzadko (lub nieomal nigdy) nie przynosi to dobrych efektów. Poprawianie w gorączce to męka i strata czasu. Dla skuteczności poprawiam nie zgodnie ze stanem swojej wiedzy i wyobrażenia o dobrym skeczu - ale przekornie - piszę wyświrowane wariacje na temat. I czasem przynosi to niespodziewanie dobre efekty (czasem). A co do wcześniejszego wpisu - zdarza mi się nierzadko nie docenić napisanego tekstu (żartu). Ale nie popadam w panikę. Po to mam widzów docelowych żeby mnie naprostowywali. Ja mam pisać - a oceniać się będzie później (albo sam albo przez widzów). |