| | |
można się nie zgodzić:
opinie:
podpis: Tomek
albo "Lisek"
podpis: mrowka
to w zasadzie dzisiejsze biesiadne nie mają czym imponować... odwagą najszybciej, ale ile można? Zobacz, że w tych najgłośniejszych obecnie kabaretach mało komu chodzi o zaimponowanie widowni. Nikt praktycznie nie troszczy się o warsztat, o pointach szkoda mówić. Raczej widzę tu postawę "nie o wasz podziw nam chodzi, ale o pieniądze" i próby pokazania artysty-kumpla. Prezentowanie dobrego żartu? Nie rozśmieszaj mnie, komu dzisiaj opłaca się wymyślać dobre żarty, kiedy liczy się szybkość?
podpis: Robo
To Ty nie wiesz że we współczesnym "Kabarecie" chodzi o to żeby było głośniej, mocniej, siekierami? Popkultura ma to do siebie że jest przeznaczona dla mas - więc i taki kabaret musiał siłą rzeczy wyewoluować. Nawalić do skeczu setki żartów na minutę (Niech zastąpią fabułę), koniecznie muszą to być takie żarty które walą po oczach (żeby widz nie musiał się domyślać), musi być też coś o ogólnie pojętej dupie no i masz receptę na sukces kasowy.
podpis: S.
Popkulturowe? - Odwagą, swobodą, wizualizacją i warsztatem. Nie tak mało. I już nie ma co tak narzekać na popkulturę. Z koniem się kopać? Popkultura jest taka jaka ma być - czyli masowa. Zawsze tak było. Dzisiaj problemem nie jest popkultura w kabarecie (bo musi być) - tylko fakt, że niedawno jeszcze dzisiejsza popkultura była znana jako aletrnatywa - i stąd to poczucie dryfu w komercję. Odeszli Otto, Daniec, Pietrzak, Drozda - ktoś tą lukę musiał wypełnić. A luka po alternatywie zapełnia się powoli - no ale chwilę trzeba poczekać.
podpis: mrowka
Robo, ja bym jeszcze chciała zobaczyć te setki żartów na minutę w popkabarecie. Chyba że żartów przejętych z obiegowych dowcipów, wtedy to żadna sztuka. Przepraszam, ale ostatnio współczesne biesiadne bardziej męczą i żenują, niż śmieszą. Poza tym już nawet nie chodzi o to, żeby siekierami, sukces jest prostszy: wystarczy kogoś zwymyślać, przeklinać na scenie albo odwołać się do wulgarności. I już się widownia cieszy. Sikor - nie widzę tego warsztatu, widzę niedopracowanie, żarty na szybko, pustkę w oczach, błaganie o śmiech. To boli.
podpis: rzepaPĄ
e-mail: rzepson.91@tlen.pl
Jeżeli uda mi się w przyszłości coś rozkręcić to myślę, że najwspanialsza była by dla mnie sytuacja w której odbiorcy nie śmieją się ze mnie ale z tego co stworzyłem, z całej zaistniałej sytuacji. Docenią kreatywność,umiejętność improwizowania. To jest zaprzeczeniem dla większości współczesnych kabaretów które opierają się na śmiesznych głosikach, robieniu z siebie idioty, udawaniu geja albo pijanego. Co kto lubi...
podpis: Robo
Uważam, że nie masz do końca racji. Uwierz mi, najlepszy tekst można na scenie położyć jeśli się go zagra w sposób nudny i nieciekawy. Kabarety opierają się na tych głosikach, owszem, ale to nie znaczy że tworzenie śmiesznej postaci jest czymś niewłaściwym - przeciwnie, jeśli postać się wpasowuje w tekst, to wtedy na scenie mamy "petardę".
podpis: rzepaPĄ
e-mail: rzepson.91@tlen.pl
To prawda, że bez odpowiedniej otoczki i gry aktorskiej nawet najlepsze grepsy tracą na wartości. Pisząc o robieniu z siebie głupka na scenie miałem na myśli to, że obecnie często tworzy się takie postacie tylko po to, aby zamaskować braki w tekście. Zauważyli chyba, że jest to swego rodzaju pewnik. Oczywiście powinno się tworzyć takie wyraziste postacie. Można dzięki nim dużo pokazać. Ale nie w takiej formie jak to robi obecnie większość kabaretów. Nie za często i nie za wszelką cenę. Osobiście bardziej śmieszy mnie osoba nieświadoma swojej śmieszności niż ta emanująca nią.
podpis: S.
A najlepszym rozwiązaniem jest zagrać tak - jakby aktor był nieświadomy swojej śmieszności. Sprawiając wrażenie, że wypełniając zobowiązanie aktorskie wobec skeczu zupełnie samo wyszło.
|
|