powrót

NERWICE ARTYSTYCZNE

Kabaret jest niewątpliwie przyjemnością tak długo jak długo tworzony jest z chęci zabawy. Wtedy cieszy prawie wszystko.

Zauważyłem, że ten okres zabawy u coraz nowych kabaretów zaczyna się skracać. Kiedyś nawet 3 lata potrafił trwać w stanie nieskażonym. Obecnie nawet młody kabaret zaczyna się rozglądać za karierą i korzyściami, zapominając szybko, że to miała być zabawa. A im więcej sukcesów tym szybsze myślenie o karierze.

Myślenie o karierze prędzej czy później doprowadza do nerwic artystycznych. Nerwicą nazywam sytuację, kiedy chęci zamiast pomagać hamują. Nerwice przychodzą na różnych etapach kariery i z różnych powodów. U kabaretów uznanych powodem nerwicy jest zwykle kompleks sukcesu, u kabaretów zaczynających karierę niecierpliwość.

Główne objawy nerwicy artystycznej to CHĘĆ permanentna, czyli skoncentrowanie wysiłków na doprowadzeniu kabaretu do olbrzymiego skoku jakościowego, gdzie prawie już nic nie będzie do poprawienia. Może się to odbywać na polu reżyserii, warstwy literackiej, czy polityki artystycznej zespołu. Przemożna chęć stworzenia szlagieru scenicznego, lub też wymyślanie cudownej drogi promocji.

Szczególnym przejawem chęci permanentnej jest reżyseria stolikowa – gdzie drogą teorii ma się urodzić model kabaretu idealnego. To chyba najgorszy z wariantów ale nie jedyny. Oczywiście reżyseria stolikowa przynosi marne efekty – więc wysiłki się wzmagają, żeby znaleźć ten teoretyczny model kabaretu (skeczu) idealnego – co jeszcze bardziej ciągnie na manowce teoretyzowania. I ta skłonność powoduje, że myślenie staje się najbardziej schematyczne z możliwych.

Jakby ktoś zamierzał się pocieszać, to twierdzę, że teoretyzowanie na temat jak zrobić coś super oryginalnego i dziwnego jest również myśleniem patologicznie schematycznym. Prawdziwa oryginalność wynika ze swobodnego przepływu myśli i skojarzeń, nie ograniczonego żadnymi ramami i nie poddającemu się jakiejkolwiek próbie uporządkowania.

Każdy twórca który zauważył u siebie skłonność do przedkładania teoretyzowania nad praktykowanie – powinien już uznać się za chorego na nerwicę.

Jak przy każdej nerwicy, chęć wyleczenia się z tego daje efekty odwrotne. Jeszcze nerwica się wzmaga. Bo jak człowiek się zmusza, żeby mieć więcej swobody, to gówno z tego wyjdzie.

Z nerwicą artystyczną trzeba postępować tak jak z każdą inną nerwicą. Czyli pogodzić się z tym, że przez jakiś czas może być gorzej i skutecznie odwrócić swoją uwagę innymi priorytetami (nie ma to jak rajcowna przygoda z programowo nieśmiesznym programem). Wtedy sama zniknie.

 

 

strona główna
strona główna 
      POJĘCIA:
   definicja sztuki
   kabaret jest sztuką
   piękno, brzydota i realizm
 
OCENA WŁASNEJ TWÓRCZOŚCI:
   teoria wielkości
   jak wyciągać prawdę
   czytanie własnego dzieła
   wiara i nadzieja artysty
 
ELEMENTY SZTUKI KABARETOWEJ:
   warunki konieczne
   imponowanie
   uwodzenie publiczności
   sztuka rezygnacji
   widz docelowy
   śmieszne a dobre
   warsztat a spontaniczność
   tematy w kabarecie
   prowokacje
 
POMOC Z ZEWNĄTRZ:
   autorytety
   teoria współpracy
 
PRZESZKODY I PUŁAPKI:
   krzywa sukcesu
   pułapka następnego programu
   nerwice
   wyparcie się patologii
   demokracja w sztuce
   mutacje
   artystyczne wygasanie


 mapa strony

 

 


można się nie zgodzić:

podpis:
e-mail:
treść:


opinie:

podpis: Muktofch
e-mail: muktofch@gmail.com
"Prawdziwa oryginalność wynika ze swobodnego przepływu myśli i skojarzeń, nie ograniczonego żadnymi ramami i nie poddającemu się jakiejkolwiek próbie uporządkowania." Gdyby te słowa były mottem każdego kabaretu...
"Bo jak człowiek się zmusza, żeby mieć więcej swobody, to gówno z tego wyjdzie" - "luzniej graj"

podpis: woitus
e-mail: loko_29@tlen.pl
No to ja bym się generalnie zgodził, bo mam podobnie (nie w zakresie kabaretu, ale w innej formie zmagań twórczych).
Zawsze jak cos tam tworze dla własnej przyjemności, to jest to gatunkowo najlepsze i podoba się przypadkowym odbiorcom. A jak chce cos zdziałać z zamierzeniem dotarcia do publiczności, to wychodzi cienkusz. Czyli wniosek: trzeba zrezygnować z siebie-twórcy, a postawić siebie, w charakterze odbiorcy docelowego. I wtedy powinno wyjść OK. Prawdopodobnie może to wykluczać możliwość utrzymywania się z własnej twórczości, ale z drugiej strony sztukę tworzy się dla niej samej.
A jeszcze na pocieszenie pojadę cytatem: "Malarz maluje, to co się sprzedaje. Artysta sprzedaje, to co maluje". Jak się tak głębiej zastanowić, to przywołany Picasso wpisuje się w kontekst tego, co napisałem powyżej.

podpis: Piotr Furmanek
e-mail: piotr.furmanek@gmail.com
Święta prawda! 100% dlatego Kabaret Harnasie już nie istnieje. Nasz kolega, pisarz tekstów mając lat 36 stwierdził ze my pozostali i młodsi przy okazji, mamy jeszcze duzo czasu a on juz nie. O trwogo!! Nie zapomnę polemiki na naszym forum, gdzie ja i inny kolega stwierdziliśmy ze jestesmy tu dla zabawy i chcemy się tym radować. To w oczach pisarza było nie do przyjęcia. Drugi kolega, trzymający z pisarzem ujął to tak: kabaret to świętość i nic nie jest ważniejsze poza nim. no cóż...i pojawił się zgrzyt. stworzyły się dwie frakcje w kabarecie i tak się stało że jedni (oni) tworzą nadal Karbaret Harnasie, a drudzy (my-nas trzech) obmyślamy nowy plan. I chcemy się tym bawić!

podpis: krowa, madzia, Tomasz, OLA, Kasia, Damian
--- ponieważ zrobiła się większa zadyma wokół kabaretu Harnasie to zostawiam sens wszystkich 6 wpisów w jednym skrócie --- S. ---
Moim zdaniem jest pan klamca. Nie moge czytac takich głupot na temat kabaretu HARNASIE same kłamstwa padają z ust PIOTRKA FURMANKA, MOIM ZDANIEM CHCE POPSUC REPUTACJE Harnasi

podpis: Grzesiek kabaret Hrnasie
e-mail: kabaretharnasie2008@tlen.pl
Jako zalozyciel kabaretu odpowiadam KABARET Harnasie ma nowy skład i istnieje nadal!!!

podpis: mrowka
to się nazywa nerwica artystyczna, żeby podając się za kilka osób pisać mnóstwo postów z takimi samymi literówkami nawet ;).

podpis: Robo
e-mail: robofh@wp.pl
Nie znoszę w takich miejscach jak to, przeznaczonych do dyskusji nad teorią, wycieczek osobistych. Byłbym bardzo wdzięczny gdyby to wszystko z różnych artykułów pokasować.

podpis: Piotr
e-mail: piotr.furmanek@gmail.com
--- S. - już nie kontynuuj ---

podpis: S.
Robo, przestań! Nie kasuję wszystkiego - bo to też jest pewnego rodzaju głos w dyskusji. Jakie kto wnioski wyciągnie z tego rodzaju wpisów to indywidualna sprawa - aaaaale jakaś nauka z tego może być.

podpis: mrowka
Sikor, ratunku. W sumie nie wiem, gdzie to pytanie najbardziej pasuje, więc niech już będzie tutaj. Jest jakiś sposób na pozbycie się poczucia wiecznego debiutanta? A raczej - na opanowanie stresu związanego z podsyłaniem swoich tekstów komuś, kto Cię całkiem nie zna i nie wierzy, że coś potrafisz? Z jednej strony uwielbiam stawiać przed sobą nowe wyzwania, próbować zaimponować jakiemuś twórcy (jeśli wiem, że po nieudanym tekście nie odrzuci mnie całkiem), a z drugiej kiedy mam komuś nowemu pokazać, że cos potrafię, to mnie to strasznie frustruje :(

podpis: S.
Przyznam, że nie znam recepty na syndrom debiutanta.
Im człowiek bardziej naiwny i wyrywny (a przecież uważam to za zaletę) tym bardziej narażony na uczucie tremy.
Pocieszaj się tym (bo ja się pocieszam), że trema Ci przejdzie jak już całkiem się zblazujesz i będziesz miała wszystko gdzieś.
(najwyższym etapem rozwoju artysty jest zblazowanie)

A to rzeczywiście jest nerwica - i lekarstwo jest takie jak na każdą nerwicę: nic z tym nie robić!
Ale jeśli możesz odwrócić swoją uwagę innym priorytetem w takim momencie to uczucie stresu będzie mniejsze. Zawsze jak pokazujesz swoje teksty komuś nowemu to miej inną ważniejszą rzecz na głowie.

podpis: mrowka
Najśmieszniejsze jest to, że nie mam syndromu debiutanta, kiedy pokazuję teksty satyrykom. To jest element spełniania marzeń, więc odmowę/krytykę/brak odpowiedzi mam wliczone w koszt przedsięwzięcia i nic się nie stanie, jak napiszesz mi, że moje teksty są do niczego. Gorzej jak nagle mam szansę wyjścia z szuflady, ale przekonać do siebie muszę człowieka, który satyrę traktuje jak zło konieczne. Ble. Na razie czuję, że przegrałam, nie lubię tego, ale spróbuję rzeczywiście z innymi priorytetami. Dzięki.

Co do zblazowania - formułka ładna, tylko zastanawiam się, czy przypadkiem w tych przypadkach - Twoim - wiecznego poszukiwacza nowych form wyrazu i w moim - z potrzebą potwierdzania własnej wartości - czy to zblazowanie nie będzie oznaczało artystycznej śmierci. Jako ten ideał, do którego się dąży, pasuje. Ale jakby go sobie zrealizować... No chyba że zblazowanie na pokaz, dla innych.

podpis: S.
Dziwi mnie to pytanie.
Oczywiście - zblazowanie to już koniec poszukiwań. Za to spokój i wygoda.

powrót