| | |
można się nie zgodzić:
opinie:
podpis: Marek
e-mail: mru.home@wp.pl
Cieszę się że można się nie zgodzić. I nie temu, ze chciałbym się nie
zgodzić. Po prostu raduje mnie takie podejście do czytacza (innego
człowieka), które zapewnia mu wolna wole wypowiedzi. Osobiście, nie
mam kabaretu, nie występuję scenicznie, ale... Prowadza swój własny
kabaret życia, a powyższe uwagi i sugestie bardzo fajnie przekładają
się na życie we wszystkich jego aspektach. Dziękuję. Marek
podpis: TED
u mnie również się zgadza, dodał bym jeszcze robić swoje i dla siebie
- dla sprawdzenia i spełnienia swoich wątpliwości i założeń. I parę
takich tam innych wymysłów.
podpis: Andrzej
e-mail: fafer11@gmail.com
To może ja sprawię przyjemność autorowi i powiem kilka słów krytyki. Pomimo ogromnego szacunku dla Sikory za jego twórczość. Muszę powiedzieć, że Pan Sikora zaszył się w jakąś kulturalną niszę znaną chyba tylko jedynie ludziom z branży. Pomimo, że staram się co jakiś czas włączyć odbiornik TV aby zobaczy co ciekawego dzieje się na polskiej scenie kabaretowej. Sikory nie widziałem od co najmniej 10 lat!!! Jakoś przypadkiem z nudów, nostalgii za kabaretem Potem, trafiłem na tę stronę i co się okazuję. Byłem w błędzie. Ludzie tworzący kabaret Potem żyją!!! (uff jaka ulga) mało tego, dalej ze sobą współpracują!!! Ludzie! Skazaliście się na zapomnienie zróbcie jakiś materiał do TV. Pokażcie innym że żyjecie. Z tego co zobaczyłem na stronie wnioskuję że można by było w Polsce spróbować zrobić przedsięwzięcie na wzór Monty Python'a ruszcie dupy z zaścianka artysta potrzebuje fanów, a wam ich nie brakuje chociaż co rok jest ich coraz mniej (umierają)!!!
Pozdrawiam Andrzej.
podpis: S.
e-mail: cepelin@aster.pl
Niby krytyka, ale jakoś odbieram jak komplement. A co do obecności w mediach - to nieprawda, że czego nie ma w telewizji to nie istnieje. Podobno istnieje życie poza telewizją i chciałbym to udowadniać w ramach swoich możliwości.
podpis: Paweł
e-mail: gakuseii@op.pl
Podobno im więcej wykrzykników, tym mniejszy iloraz inteligencji stawiającego.
podpis: duldron
--- skasowane bo priv --- S.
podpis: marcin k.
e-mail: myszowaty@gmail.com
i znowu tu zajrzałem i znowu bede sie wymądrzał... czemu mam szukać błędów w sobie? czemu mam szukać błędów w innych? jakich błędów w ogóle? czy to, że nie poszło mi n występie to błąd czyjś jest? może jest, ale po co mam szukać po fakcie. po prostu czasem coś nie idzie, postaram się, żeby poszło następnym razem. składniki błędu mogą być różne i przez różne osoby błąd może zostać popełniony. nie należy szukać błędów-negatywów w sobie i w innych. a zewnętrzna krytyka jest czasem tylko cudzą opinią i nijak się ma do nas. wystarczy być przekonanym i świadomym tego co się robi i nie robić tego dla poklasku. szukanie błędów i krytyki kojarzy mi się z krzyżowaniem. nie bede się kajał.
podpis: N.
e-mail: natusiek[at]gmail.com
Marcin, szukać błędów nie po to, żeby komuś przykleić łatkę 'winny', dać klapsa i w kącie postawić, tylko po to żeby skumać dlaczego źle poszło i móc tego błędu w przyszłości uniknąć. Pojęcia nie mam jak to tam w kabarecie wygląda, ale w życiu z reguły jest tak, że ciężko coś naprawić/poprawić kiedy się nie wie, gdzie leży źródło problemu. Ale ten pomysł Sikora z szukaniem błędów tylko w sobie wydaje mi się trochę szemrany. Tzn. zgadzam się, że niedopuszczalne jest zrzucanie winy z siebie na innych (to chyba jasne), ale hm... dziwny wydaje mi się pomysł przyznawania się do cudzych błędów. Na krótką metę może faktycznie podwyższa to wiarę w przyszłość, ale w dłuższej perspektywie grozi frustracja. Bo jak unikać błędów, które leżą po stronie innych? Można się starać z całych sił, ale pozytywne efekty będą dopiero wtedy, gdy nad unikaniem błędów zacznie pracować osoba, która rzeczywiście je popełnia.
podpis: S.
Szukanie błędów tylko w sobie ma głębszy sens niż się na oko wydaje. Ani to kajanie się, ani samobiczowanie - tylko bardzo pragmatyczny zabieg. Gdy ma się wiarę w siebie (w swoją wielkość) to o załamywaniu się i frustracji nie ma mowy. To znaczy, że ma się też wiarę w znalezienie rozwiązania - wiarę w moc wpływania na rozwój wypadków. Jeśli zaś błąd zostanie przypisany komu innemu - to moc wpływania na pozytywny rozwój wypadków pozostawia się w cudzych rękach! To gdzie tu chęć do działania? Miałby człowiek Wielki siedzieć i czekać tylko aż inni poprawią swoje błędy? Człowiek Wielki może sam poprawiać cudze błędy - jeśli tylko uzna je za swoje.
Myszowaty - coś mi wygląda na to, że znalazłeś się na jakimś rozdrożu i szukasz kogoś, kto Cię przekona, że warto się starać. Jak sam siebie nie przekonasz - to nikt za Ciebie tego nie zrobi.
N - jak uniknąć błędów które leżą po stronie innych? No właśnie tak: odpowiedzieć sobie na pytanie - co mogłem zrobić (a nie zrobiłem), żeby ktoś tego błędu uniknął? Jeśli odpowiesz na to pytanie to: Przyznasz się do własnego błędu. Znajdziesz rozwiązanie na uniknięcie takiej sytuacji w przyszłości.
Jeśli pomimo starań uznasz, że naprawdę nic nie można było zrobić - to frustracja nie grozi no bo skąd? (ale z doświadczenia wiem, że raczej zawsze coś można zrobić - a więc został popełniony jakiś błąd - często trudny do przewidzenia ale jednak)
podpis: Kinga M.
podpis: anorien84@o2.pl
A ja tylko dodam, że "Teoria wielkości" ma wiele z psychologii i z zachowań ludzkich i warto się chwilę nad tym zastanowić. Ktoś powiedział, że chcąc zbawiać świat, zacznij od siebie samego. Jest w tym wiele prawdy, którą można odnieść również do omawianego tu aspektu. Czasami najprostszą drogą jest zrzucenie winy na kogoś i podniesienie tym samym własnego ego, ale jakże błędna to droga, choć często niezmiernie kusząca. Wielu artystów, jak i zwykłych, niemedialnych ludzi, znika gdzieś z życia pod wpływem swej fałszywej wielkości pisanej przez małe "w". Sukcesem człowieka, artysty również, jest właśnie potrafić "dźwignąć" tak wiele lub tak niewiele.
podpis: Alicja
e-mail: ala_dabrowska@interia.pl
Nawet jeśli nie jest to prawdziwe (według mnie jest, ale czy ja się znam?), to bardzo pocieszające. |
|
|