|
SPONTANICZNOŚĆ I WARSZTAT
Zarówno źle pojęty warsztat jak i źle pojęta spontaniczność czynią
widowisko kabaretowe czymś niestrawnym i pretensjonalnym. Zacznę od
uściślenia pojęć:
Warsztat – umiejętność wykonania zadania przy minimum wysiłku.
Spontaniczność – sposób bycia na scenie w pełni emocjonalny – nie
skażony wyrachowaniem.
Warsztat więc z definicji powinien być niezauważony. Dykcja, ruch
sceniczny – to wszystko ma służyć wykonaniu zadania, a nie być wartością
samą w sobie. Marzy mi się spektakl kabaretowy, który byłby wykonany
ściśle warsztatowo – bez zbędnego gestu, zbędnego grymasu, w każdym słowie
zrozumiały, ale bez przesadnej dykcji... Byłaby to perełka wśród spektakli
kabaretowych gdzie królują głównie popisy „aktorskie”.
Również spontaniczność w czystej postaci jest czymś pięknym na scenie.
Jeśli wyraża szczere emocje występujących aktorów – bez sztucznego silenia
się na szalonych, naturalnych i energetycznych – to stworzy się widowisko
o szczególnej energii i magii.
Niestety często warsztat i spontaniczność występują w nieco
karykaturalnej formie. Popisy warsztatowe uzupełnione przez wymuszoną
spontaniczność tworzą ze spektaklu coś wyjątkowo niesmacznego. Naspidowani
aktorzy z pustką w oczach sprawiają na mnie wrażenie, jakby cała ich
przyszłość zależała od tego jednego występu i wywołują uczucie
zażenowania, że oto podglądam ludzką tragedię.
Zwykle nie jest aż tak źle, ale też i nie jest aż tak dobrze. Zwykle
aktorzy dziarscy ponad potrzebę, z zestawem niepotrzebnych a śmiesznych
min, opowiadają śmiesznym głosem żarty ze zbyt mocno wyeksponowaną pointą.
Ot, kabaret biesiadny.
Ale jak czasem zdarzy się skecz i warsztatowo i spontanicznie czysty to
warto dla takich rzeczy oglądać kabaret.
|