| | |
można się nie zgodzić:
opinie:
podpis: mrowka
e-mail: mrowka@granice.pl
ten sam proces zaobserwować można w sporcie. Mam wrażenie, że potem się stan patologiczny jeszcze wzmacnia przez gorliwą chęć powrotu na szczyt... A u "starych mistrzów" najsmutniejsze jest teraz oczekiwanie na śmiech, który nie następuje. Ten kompletny brak wyczucia widowni, zniżanie się do coraz słabszych (bo i coraz mniej dopracowanych) żartów. Mam wrażenie, że starzy mistrzowie często idą w chałturę, bo uznają, że szacunek (czyli uznanie) publiczności im się należy za przeszłość... Weiss sobie chyba nawet nie zdaje sprawy z tego, jak żałosny jest w Forcie...
podpis: Robo
e-mail: robofh@wp.pl
Istnieje nawet gorszy scenariusz. Być może nawet zdaje sobie z tego sprawę. Ale jest już zbyt zmęczony i wypalony artystycznie by coś zmienić. Bo o lenistwo nie posądzam.
podpis: mrowka
wypalony artystycznie po czym? od Salonu trochę czasu minęło... Sikor - wierzysz w to, że dawnym mistrzom (tym, którzy siebie za mistrzów uznali i pozwolili się oblepić brązem) da się coś życzliwie uświadomić? Może oni są po prostu zbyt dumni, żeby słuchać rad? Albo uważają, że skoro byli mistrzami, to są nimi dalej i mogą robić wszystko?
podpis: S.
Ja się obawiam, że usprawiedliwienia są na tyle silnie zakorzenione, że ciężko się przez nie przedrzeć. Obawiam się, że oni nie widzą w tym nic złego - lub uważają, że obniżenie lotów jest tak nieznaczne, a cena tak satysfakcjonująca.
podpis: mrowka
widzisz, ale jak na przykład stary kabaret powtarza skecz grany od kilku ładnych lat na każdej imprezie, na którą zostanie zaproszony, a ludzie śmieją się już tylko z litości, bo znają ten skecz na pamięć, to to już jest patologia pełna i trudno mi zrozumieć, że można jej nie dostrzegać...
podpis: S.
Tak? Zaręczam Ci, że można nie dostrzegać gorszych rzeczy. Bo człowiek wierzy w to w co chce wierzyć. Więc łatwo uwierzy że zabawa jest autentyczna i ci ludzie akurat tego skeczu nie znali.
podpis: radix
e-mail: radixto@poczta.fm
...trochę poźno... często gęsto napotykałem podczas rozmów z jury (na jakimś przeglądzie kabaretowym) że juror ma pełen worek porad i wskazówek, że pokazuje czego można sie dopuścić na scenie a czego nie... tłumaczy to np jego ocenę co do danego kabaretu; ale głowa boli w momencie jak widzę w tv albo podczas jego występu że robi dokładnie to co ja, to co przekreślił sam praktykuje-to jest dość bolesne; prawdopodobnie jest to chyba objaw takich piórek, tylko jak ma sie czuć potem młody kabareciarz który che robić swoje a deprymuje go takie podejście-to dość bolesne doświadczenie.
podpis: S.
To co juror wie i czuje to jedno - co praktykuje to drugie. Wskazówek wysłuchać warto (ale nie polecam gorliwości we wdrażaniu). A z faktu rozbieżności poglądów i praktyki jurorów należy wyciągać wnioski: nawet autorytety błądzą - więc tym bardziej trzeba sobie patrzyć na ręce - bo wszelka patologia czyha na chwile nieuwagi.
podpis: radix
zgadzam się, akurat istota kabaretu jest patrzenie w każdym kierunku i poszukiwanie wielu wartości i treści, faktycznie-lepiej potknąć się i otrząsnąć niż przeć na złamanie karku w jakąś totalną ułudę... pozdrawiam
podpis: mrowka
właśnie znalazłam u siebie patologię. Obsesyjną niechęć do biesiady. Jak ktoś używa moich tekstów, oprawiając je w biesiadny kontekst, to trafia mnie szlag :(. W takich momentach wolę szufladę i wieczne terminowanie bez szans na debiut w Adinie. ;((((((
|
|